Patryk Vega – tajemnica sukcesu

27 czerwca 2018, Wiktoria Kowalewska

Kultura

Obecnie stanowi on jedną z najbardziej kontrowersyjnych postaci w branży filmowej. Przez wielu krytykowany, a jednak za każdym razem jego produkcje odnoszą sukces, a on zyskuje coraz większy rozgłos oraz pieniądze. Przyglądamy się filmom Patryka Vegi, aby odkryć tajemnicę jego sukcesu.

Vega zrealizował parę seriali kryminalnych, w tym „Pitbulla”, który stał się prawdziwym hitem. W kolejnych latach podjął się produkcji komedii. Miały one swoje wzloty („Ciacho” z prawie 1 mln widzów), jak i upadki („Last minute” – finansowa klapa i 4 nagrody za najgorszy film). Obecnie zajmuje się kinem sensacyjnym i co by nie mówić o jakości jego twórczości, cieszy się ona ogromną popularnością.

Dlaczego chodzimy na filmy Patryka Vegi?

W „Nowych porządkach” z 2016, Vega obsadził w jednej z czołowych ról Bogusława Lindę. Z fabuły wynikało, że zapowiada się film pokroju „Psów”. Zapowiedzi mówiły, że będzie to kino gangsterskie, z pewną dozą humoru, a dodatkowo oparte na faktach. Trzeba przyznać, że w polskiej kinematografii nie ma zbyt dużo propozycji z powyższego gatunku. Zawsze było przede wszystkim sporo poważnych dramatów. Do kin przyciągały także rodzime komedie romantyczne. Teraz powoli się to zmienia, czego przykładem może być festiwalowy „Atak paniki”, „Najlepszy”, „Córki dancingu”. Natomiast Vega proponuje nam coś zupełnie innego, co mogło zachęcić do pójścia do kina, choćby z czystej ciekawości.

Słabe, ale popularne filmy 

Fabuła pierwszej części nowego „Pitbulla” była dobrze skonstruowana. Niestety kolejne produkcje miały już coraz gorszą jakość, głównie bazując na szokowaniu, schemacie gangsterskiej komedyjki czy dziwnym połączeniu dokumentu z fabułą. Odnosi się wrażenie, że scenariusze były pisane na kolanie. Przez dramaturgiczne luki zdają się być nieprzemyślane. Stanowią zlepek scenek, w których ciężko się połapać, jak chociażby kulisy przekrętu paliwowego w „Niebezpiecznych kobietach”.

Kolejnym błędem jest przerysowanie sytuacji oraz zachowań bohaterów. Liczne wulgaryzmy, przemoc czy głęboka bezduszność lekarzy, utrudniają skupienie się na fabule. Nawet aktorzy przestają angażować się w swoje role, jakby nie wierzyli w przedstawianą historię. Są wpleceni w zbyt liczne wątki, co pozbawia ich siły wyrazu, a ich zachowania ciężko poprzeć jasnymi argumentami, np. relacja Michała i Patrycji w „Botoksie”.

W takim razie, dlaczego produkcje obarczone tyloma wadami, wciąż mają wysoką oglądalność? Przede wszystkim, Vega obserwuje rynek i wie, czego polskiemu widzowi brakuje. Podejmuje chwytliwe, mocne tematy, takie jak grupa mokotowska, kobiety w policji czy służba zdrowia. Powstają więc filmy, przy których można się pośmiać, ale nie trzeba za bardzo wytężać umysłu. Ot, prosta rozrywka. Mają wiele wad, ale wzbudzają  emocje, prowokują do dyskusji. Napędza to zainteresowanie i przyciąga ludzi, którzy chcą być na bieżąco z tematami, o których rozpisują się dziennikarze i krytycy.

Ilość czy jakość?

Nie trudno zauważyć, że Patryk Vega jest wyjątkowo „płodnym” twórcą. Od premiery „Pitbulla. Nowe porządki” pokazał on łącznie: 4 filmy pełnometrażowe, krótkometrażówkę oraz 2 seriale, a kolejna produkcja pojawi się jeszcze pod koniec tego roku. Dlaczego tak bardzo mu zależy na czasie? Można przypuszczać, że chodzi o sławę. Może obawia się, że gdyby robił rzadziej filmy, to nie miałby takiego rozgłosu. Kiedy dyskusje o nim cichną, przychodzi z kolejnym pomysłem, przez co znowu jest tematem rozmów i ma kolejną okazję do zarobienia pieniędzy.

Jak to się dzieje, że może sobie pozwolić na tak krótki okres produkcji, gdy każdy inny twórca robi jeden obraz czasem przez parę lat? Składa się na to parę czynników. Jest on scenarzystą, reżyserem oraz producentem swoich filmów, dlatego nie musi się z nikim konsultować. Nie dostaje też dotacji z PISF-u [Polski Instytut Sztuki Filmowej], tylko potrafi sam sfinansować swoje pomysły. Scenariusze pisze szybko, by zaraz je zrealizować.  Może gdyby więcej czasu na nie poświęcił, wyszłoby z tego całkiem dobre kino. Na koniec, kwestia obsady. Warto zauważyć, że w jego produkcjach pojawiają się przeważnie ci sami aktorzy, co skraca okres dogadywania warunków i z pewnością ułatwia realizację.

Fenomen Vegi

Film to przede wszystkim produkt, który ma się sprzedać. Przynajmniej w oczach producentów, dystrybutorów i inwestorów. Słyszy się, że produkcje Vegi są coraz gorsze, ale widzów w kinach jest coraz więcej. (2016 r. – 35% frekwencji na polskich produkcjach w Polsce stanowiły filmy Patryka Vegi, a w 2017, „Botoks” był na 2 miejscu, co do oglądalności).

Świetnym przykładem jak działa magia nazwiska Vega jest niedawna sytuacja. Jakiś czas temu reżyser rozstał się z producentem swoich 2 filmów, Emilem Stępniem. W pierwszej połowie 2018 r., Patryk Vega wypuścił „Kobiety mafii”. Stępień uznał, że to świetny moment, by pokazać też film w Pasikowskiego „Pitbull. Ostatni pies”. Niestety okazało się to strzałem w kolano. W weekend otwarcia, najnowszy „Pitbull” zebrał aż 2 razy mniej widzów, niż „Kobiety mafii”. Co pokazuje, że to marka Vega przyciąga widownię, nie sam „Pitbull”. Ciężko przebić się przez sławę Vegi. Zna on się doskonale na tym, jak robić kino, które zarabia pieniądze i zyskuje rozgłos. Szkoda tylko, że nie zawsze idzie to w parze z jakością.

Jesteś fanem kina? Sprawdź koniecznie które filmy sprawią, że zechcesz ruszyć w podróż!