Gucci – potęga w ukryciu

16 czerwca 2017, Jacek Górecki

Kultura

Jedna z najbardziej rozpoznawalnych i najlepszych marek na świecie. Brand, który otwiera wszystkie drzwi. Ikona popkultury. A z drugiej strony wielkie skandale i tajemnice wielkiej miłości. Oto, jak zrodziła się potęga Gucci.

Wszystko zaczęło się dość niewinnie i nieoczekiwanie. Nic nie wskazywało, że prosty, młody chłopak z Florencji za parę lat może być liczącym się nazwiskiem w Europie. To był przełom XIX i XX wieku, a na czele wielkiego domu mody i ikony popkultury stanął Guccio Giovanbattista Giacinto Dario Maria Gucci – ojciec Aldo Gucciego. Zanim jednak wszystko przemieniło się w złoto była szara rzeczywistość. Swoją karierę szesnastoletni Guccio zaczął przy przerzucaniu węgla na parowce. Adres wcale nie włoski, to była Anglia, do której trafił za chlebem z włoskiej Florencji. Później dostał posadę boya w londyńskim hotelu Savoy. Okres ten był prawdziwym najazdem przybywających do Londynu artystów i milionerów. W hotelu można było spotkać George’a Gershwina czy Sarah Brenhatdt. To tam po raz pierwszy Guccio miał styczność z produktem najlepszej jakości. Wszystkie te kufry, pudła na kapelusze, niezliczona ilość luksusowych bagaży, które przenosił zwróciły jego uwagę na markową galanterię.

Po pierwszej wojnie światowej, w której cudem nie stracił życia w bitwie z Austro-Węgrami, powrócił do rodzinnego kraju na stałe i zatrudnił się w mediolańskiej firmie Franzi, zajmującej się wyrobem renomowanej galanterii skórzanej. To tam nabrał warsztatu i udoskonalił wiedzę w temacie, który wcześniej poznawał jako chłopak pracując w hotelu. Przyszedł jednak czas, kiedy Guccio mąż i ojciec wielodzietnej rodziny zaryzykował i kupił niewielki sklep przy brukowanej ulicy Via della Vigna Nuova. To był rok 1921. Nad sklepem umieszczono posrebrzany napis G. GUCCI & Co. I tak po skrócie pierwsze ziarno zostało zasiane, które z czasem urosło do rangi mocarnego imperium.

To, co przyszło później mieszało ze sobą budowanie mocarstwa na ciężkiej i rzetelnej pracy, ale i na kłamstwach, które zradzały skandale. Po ojcu Guccio, pałeczkę przejęli jego synowie, w tym ten najważniejszy Aldo, nowy szef firmy. To za nim również ciągnie się historia burzliwej miłości, którą opisuje w swojej najnowszej książce W imię mojego ojca, jego córka Patricia. W pewnym momencie, w czasie wielkiej popularności marki w jednym z jego rzymskich salonów pojawiła Bruna – skromna, ubrana w najlepszą suknię matki dziewczyna, która zaczęła pracę w butiku. Sam Aldo nie spodziewał się, że wraz z pojawieniem się Bruny, prócz wielkiej kochanki, jak nazywał swoją pracę, będzie miał jeszcze jeden powód do westchnień za plecami żony. Przez wszystkie lata zradzały się kolejne spojrzenia i dwuznaczne sytuacje, które się między nimi tliły. To było dla obu życiem w cieniu, męczeniem się, chociaż doskonale wiedzieli, że ani Aldo nie zostawi żony, ani Bruna swojego narzeczonego. To mogłoby zrujnować ikonę, dorobek całego życia rodziny Gucci.

Lata 50 i 60. były dla marki Gucci złotym okresem. W ich rzeczach błyszczały największe gwiazdy od Grety Garbo, Grace Kelly, Ingrid Berman czy inne wielkie nazwiska kina, aż do Jackie Kennedy. Nikomu też nie trzeba tłumaczyć, co oznaczało pojawienie się Jackie w konkretnej marce. To najlepsza reklama, która doprowadzała tłumy do obłędu. Wszystko to spowodowało, że po apaszkach, torbach czy rękawiczkach do oferty wprowadzono sukienki, buty czy później perfumy i zegarki. Prawdziwy skandal miał dopiero nadejść. To był październik 1958 roku. Miłość Aldo Gucciego do Bruny, mimo wcześniejszych tlących się emocji, nigdy nie została skonsumowana, w końcu Brana miała narzeczonego. Nadszedł moment przełomowy, nie tylko dla nich, ale i całego kraju. W wieku osiemdziesięciu dwóch lat zmarł papież Pius XII, ulubieniec Rzymian i wszystkich rodaków. Po jego śmierci kraj zatrzymał się na okres dziesięciu dni żałoby, a wszystkie sklepy, kawiarnie i instytucje zostały zamknięte, a wręcz przysłonięte purpurą. Ludzie wyszli na ulice, modląc się i czuwając, ale nie Aldo.

Podczas jednego z dni żałoby zaprosił on do domu Brunę, gdzie z niewinnego spotkania zrodziła się wielka miłość, której owocem było dziecko. Poczęcie dziecka w tamtych czasach, w momencie zachwiania się kościoła i całego Rzymu, do tego nieślubne dziecko, było hańbą, czynem niedopuszczalnym, zbrodniczym. Dokonanie w takim wypadku aborcji grodziło karą kościoła katolickiego – ekskomuniką. Dziś wciąż słyszymy o powrocie i traktowaniu kobiet jak w średniowieczu, o zabieraniu im prawa głosu i wyboru. Wówczas było to jeszcze większe stąpanie po cienkim lodzie. Ale Bruna, której życie nagle się zawaliło postanowiła zdecydować się na nielegalną aborcję, o której niestety dowiedziała się policja. Groziło jej więzienie. Zresztą nie tylko jej, Aldo za swoje czyny również mógł ponieść konsekwencje, chociaż znacznie mniejsze. Ostatecznie Bruna w wyniku infekcji, w wielkich bólach, straciła jednak dziecko.

Koniec tej koszmarnej relacji, zaplamionej krwią wydawał się być bliski. Bruna po dojściu do siebie, chciała złożyć wizytę swojemu kochankowi i wyznać, że dłużej w tym ohydnym kłamstwie nie wytrzyma. Miała odejść na zawsze, nie spodziewała się jednak, że Aldo Gucci padnie przed nią na kolana wyznając jej miłość. Romans z żonatym mężczyzną, jak opisuje w swojej książce Patricia Gucci, był wówczas dla kobiet bolesnym przeżyciem. Takie kobiety naznaczało się piętnem i określało mianem l’amante, podobnie było z Bruną. Wszystko to nie było oczywiście powodem do upadku interesu. W końcu każdy rozgłos, nawet ten niechlubny, ma sens i nakręca zainteresowanie. Ta miłość przeżyła i zrodziła z czasem owoc w postaci wspomnianej Patrici. Ale na jej narodziny Aldo nie mógł sobie pozwolić we Włoszech, dlatego wysłał ciężarną Brunę do Londynu. Po jej powrocie ich córka musiała żyć przez dziesięć lat w ukryciu, z dala od władzy i mediów. Interes przecież musiał się kręcić.

Lata 70. były powodem do wielkich sukcesów marki Gucci, otwierano kolejne sklepy od Londynu, Nowego Yorku po Tokio. Z drugiej strony coraz częściej słyszało się o zakrapianych alkoholem i narkotykami rodzinnych imprezach, na które zapraszano też prostytutki. Zresztą złe traktowanie kobiet i spychanie ich na drugi plan był dla mężczyzn tego rodu normą. Chociaż jedna z nich, żona Maurizio Gucciego, brata Aldo, zostając z niczym po rozwodzie z mężem, wynajęła płatnego mordercę, który czterema strzałami zabił ostatniego wówczas żyjącego właściciela marki. Do dziś przesiaduje ona w więzieniu.

Historia tej rodziny jest bogata w nie jeden materiał na film, początki Guccio, miłość Aldo do Bruny to tylko niektóre smakowite wątki tego imperium. We wspomnianej książce Patrici Gucci takich historii dostaniemy jeszcze więcej. Zresztą o tej rodzinie ciągle słyszymy coś nowego. Zupełnie inną krwawą kartą są bitwy między członkami rodziny o podział majątku. Pieniądze robią z nich potwory. W końcu nadchodzi moment, że między braćmi pojawiają się ich dzieci, wnukowie Guccio. Najgorsi wydają się synowie Aldo, oni nie mają żadnych skrupułów. Jeden zakłada konkurencyjną markę, drugi donosi na ojca, w wyniku czego Aldo trafia do więzienia. W końcowym efekcie Aldo wydziedzicza ich, mianując następczynią kobietę, swoją córkę Patricie, dziecko poczęte w ukryciu. Swoją drogą to niesamowite, że kupując jedną sukienkę, za tysiące dolarów, dostajemy ukrytą w niej, zaplamioną krwią, nieczystą grą i burzliwą miłością, historię jednej rodziny, która wciąż nie odkryła wszystkich kart. W końcu za milczenie płaci się największą cenę.