IKONA MILLENIALSÓW

9 października 2017, Jacek Górecki

Kultura

Nigdy nie malowałam snów. Malowałam swoją rzeczywistość. Mówiła meksykańska malarka Frida Kahlo – jedna z najważniejszych artystek w historii sztuki, ikona popkultury i ulubienica nowego pokolenia, które dziś odkrywa ją na nowo. Świat ogarnęła moda na Fridę!

O Fridzie Kahlo znów zrobiło się głośno, ponownie wróciła na języki stając się symbolem nowego, młodego pokolenia, które zakochało się w jej wybitnym, acz trudnym malarstwie. Młodzi ludzie ją cytują, inspirują się nią. Na samym Facebooku posiada ona kilka kont, a te cieszące się największym zainteresowaniem posiadają kilka milionów fanów. Tylko, że ta fascynacja nie zawsze idzie w parze ze znajomością jej życia, a nawet twórczości. Jej historia ukryta jest w jej malarstwie. Barwnym, kolorowym, które kryje w sobie historię boleśnie zranionej przez życie kobiety. Prywatnie dobrego człowieka, ale i momentami skandalistki, słynącej z bardzo konkretnych poglądów. Kim tak naprawdę była Frida Kahlo? Chociaż odrobinę spróbujemy ją sobie przybliżyć.

Początek zapisany w kartach Fridy Kahlo przypada na 6 lipca 1907 roku, gdzie w niebieskiej (wręcz kobaltowej) willi, na peryferiach Meksyku przyszła na świat wybitna malarka. Tą artystyczną duszę wyniosła zresztą z domu, którego głowa rodziny, ojciec Fridy był również malarzem, żydem węgierskiego pochodzenia – Guillermo Kahlo. Matka artystki – Matilde Calderón y Gonzalez była zaś pochodzenia indyjsko-hiszpańskiego. Jednak już jako dorosła kobieta Frida podawała jako datę urodzenia 6 lipca 1910. To data rozpoczęcia meksykańskiej rewolucji, z którą malarka bardzo mocno się utożsamiała. W tym samym czasie zachorowała na polio, choroba ta odbiła się na całe jej życie. Przysporzyło jej to defektu w postaci znacznie chudszej prawej nogi od lewej. Jako dziecko nie interesowała się sztuką, wolała piłkę nożną i wioślarstwo. Była chłopczycą.

To co zaważyło na jej życiu to tragiczny wypadek z 17 września 1925 roku, gdzie w wyniku zderzenia autobusu i tramwaju mocno ucierpiała. Złamała kręgosłup, przeszła ponad 30 bolesnych i trudnych operacji. W ostateczności została unieruchomiona i przywiązana do łóżka. Z nudów i pogrążona w rozpaczy zaczęła na poważnie malować. W jej twórczości przeważają głównie autoportrety, w których wyrażała siebie, opowiadała o swoich emocjach. To wszystko co przeżyła miało odzwierciedlenie w obrazach. Także burzliwe małżeństwo ze swoim mentorem Diego Riverą, za którego wyszła w 1929 roku, pomimo sprzeciwu matki. Kochali się ponad życie, silnie, ale też pozwalali na zdrady. Diego miał mnóstwo kobiet, o czym Frida doskonale wiedziała. Ona zaś miała zezwolenie na romanse tylko z kobietami. Była zresztą biseksualna, romansowała z Josephine Baker czy Isamu Noguchi.

Najbardziej na świecie chciała mieć dziecko, którego ze względu na zdrowie mieć nie mogła. Chciała być matką. Zastępowała sobie to obrazami, ale także lalkami, które zbierała nałogowo czy miłością do zwierząt, w których widziała największych przyjaciół. Takim zaufaniem darzyła chociażby małpkę, którą dostała od Diego Rivery, która bardzo często przewija się przez jej twórczość, ale i symbolizujące miłość papugi czy pełen symboliki czarny kot. Tak często podkreślała, że jest samotna, niezrozumiana, opuszczona przez świat. Szukała zrozumienia wśród zwierząt, sztuki. Kilkakrotnie przeżyła poronienia. Te najbardziej bolesne miało miejsce w 1932 roku w Detroit. Z wielkiego bólu po stracie dziecka namalowała najbardziej przygnębiający obraz w swoim życiu – Henry Ford Hospital, na którym naga skręca się w morzu krwi, a dookoła jej łóżka wiszący na pępowinie płód nienarodzonego dziecka czy orchidea przypominająca waginę.

Oczywiście nie jest tak, że nie kochała ludzi. Był przecież Diego. Bardzo w nich wierzyła, szczególnie w tych, którzy byli jak ona, byli komunistami. Często podkreślała, że kocha Polaków. Ceniła sobie nasze dwie artystki polskiego pochodzenia. Pierwszą z nich była fotografka Bernice Kolhko, która namówiła umierającą Fridę na jedyne zdjęcie z tamtego okresu. Druga urodzona w Lublinie malarka Fanny Rabel, która w latach 40. studiowała malarstwo i rzeźbę w La Esmeralda w Meksyku, a jej nauczycielką była właśnie Frida Kahlo. Na łożu śmierci bardzo często podkreślała, że żałuje, iż nie mogła osobiście poznać Stalina. Jej ciało podczas pogrzebu przykryto sowiecką flagą z sierpem, tak jak sobie tego zażyczyła. W swoim dzienniku napisała: Moim największym pragnieniem jest życie wśród tych wszystkich, których kocham. Dziękuję za to, że mogę być komunistką i całe swoje życie nią byłam. Dziękuję narodowi Związku Radzieckiego, obywatelom Chin, Czechosłowacji i Polski, a przede wszystkim Meksykanom…

Jej obrazy skrywają w sobie wiele tajemnic, są fascynujące i przerażające zarazem. Preteksty do przybliżenia tej wybitnej postaci są dwa. Po pierwsze wystawa w Poznaniu składająca się z 40 dzieł Kahlo i Rivery oraz wspólne fotografie. Dotychczas do Polski trafił tylko jeden obraz Kahlo. Był to największy obraz jaki namalowała – Zraniony stół pokazywany w 1955 roku w warszawskiej Zachęcie. Obraz, który Frida podarowała kilka lat przed swoją śmiercią Związkowi Radzieckiemu. Niestety do tej pory nie udało się ustalić gdzie trafił on po wystawie, zaginął i przepadł. Zresztą sama wystawa wówczas cieszyła się wielkim zainteresowaniem, ale krytycy nie byli jej przychylni. Możliwe, że nie byliśmy gotowi na meksykańską rewolucję artystki. Obecna wystawa w Centrum Kultury Zamek jest o tyle cenna, że nie tak często możemy podziwiać obrazy malarki nawet w Europie, zaledwie dwa obrazy są tutaj na stałe, jeden należący do prywatnej kolekcji, drugi znajduje się w Centrum Georges’a Pompidou w Paryżu. Na wystawie w Poznaniu poświęcono także miejsce zaginionemu w Polsce, w latach 50. dziełu, prezentując jedyną reprodukcję. Drugim, ważnym pretekstem do przybliżenia sobie tej postaci jest wydana w październiku przez wydawnictwo Marginesy kolejna książka poświęcona Fridzie. Tym razem będziemy mogli zajrzeć do jej  niebieskiego domu, dowiedzieć się co prywatnie ją otaczało i inspirowało.

Wszyscy kojarzą jej niepowtarzalny styl, może z wymienieniem jednego, konkretnego obrazu będzie trudno, ale całość, charakterystyczne malarstwo meksykanki rozpozna każdy. Dziś jest ona inspiracją dla domów mody, muzyczne ikony jak chociażby Beyonce upodabniają się do niej w teledyskach, powstają o niej filmy na czele z wybitną nominowaną do Oscara rolą Salmy Hayek, a dzieciaki Instagrama wrzucają na swoje profile jej autoportrety jako inspiracje. Świat na nowo pokochał obrazy Kahlo. Pełne kolorów i pasji, które dotykają najsmutniejszych zakamarków, ze śmiercią w roli głównej. Dzięki niej oswajamy się z tym tematem, trochę jak dziś za pomocą filmów Pedro Almodovara. Wybitne malarstwo Fridy Kahlo chociaż przesiąknięte niełatwym życiem artystki to kryje w sobie wiele radości, której na co dzień wciąż nie potrafimy okazać. Może przełamanie nastąpi wraz z omawianą wystawą albo książką, po które warto sięgnąć, by móc później powiedzieć jak Kahlo: Po co mi stopy, skoro mam skrzydła?