Inna strona muzyki

1 grudnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Od paru lat mówi się o bardzo dobrej kondycji polskiej muzyki. Jest różnorodnie, twórczo, oryginalnie, właściwie każdy znajdzie coś dla siebie. My cofamy się o dwie dekady wstecz, by przyjrzeć się muzyce z przełomu lat 90. i początku XXI w. Muzyce, na której wyrastało pokolenie millenialsów. Ale nie będą to oczywiste wybory, to najlepsza polska alternatywa, którą warto znać!

Lenny Valentino – Uwaga! Jedzie Tramwaj

Powołanie przez Artura Rojka grupy Lenny Valentino było dla wielu końcem ery zespołu Myslovitz. Jak się później okazało album Uwaga! Jedzie Tramwaj był niestety jednorazową ucztą. Niestety, dlatego, że takiej płyty szukać dziś na próżno mimo, iż jej wydawca określił ją jako rozczarowującą… Mylił się, a może nie był na to przygotowany? To muzyczne mistrzostwo, przepełnione smutną, pełną melancholii opowieścią o przeszłości, dzieciństwie, niewinności. Snujące się gitarowe granie. Z drugiej strony to album pełen wolności, otwarcia. Dziś podobne tło możemy podziwiać na albumach chociażby Bon Iver czy Devendry Banhart. Wszystkie z nich wychwalane na całym świecie. A to co zrodziło się na jednym krążku Lenny Valentino powstało w Polsce w 2001 roku. Pozycja obowiązkowa!

Cool Kids Of Death – Cool Kids of Death

To był jeden z najgłośniejszych debiutów w muzyce początku XXI wieku. Chłopaki z Łodzi podzielili nim miłośników ostrego, gitarowego grania i zaserwowali na debiutanckim krążku bunt pełen elektroniki i sampli. Ci słuchacze, którzy nazywali się niezależnymi zarzucali im, że stali się głosem dzieciaków MTV, bo stacja puszczała ich kawałki, w dodatku co to za punk i bunt, który kontrakt ma z wielką wytwórnią. Ale Cool Kids of Death to tak naprawdę album wielkich indywidualności, romantyków, którzy wygenerowali takie hymny ówczesnego pokolenia jak Butelki z benzyną i kamienie, Generacja Nic czy Uważaj. Dziś chłopakom z CKOD byłoby znacznie łatwiej debiutować, swoich muzycznych następców mają na naszym podwórku wielu, ale nikt nie dorównał ich debiutanckiemu krążkowi.

Pati Yang – Jaszczurka

To był rok 1998. Podkreślam to, bo brzmienie tej płyty śmiało mogłoby być debiutem niejednej, dzisiejszej artystki. Ale kiedy u nas królowały znane nam wszystkim divy polskich scen, Pati Yang wywróciła cały ten syf do góry nogami, wprowadzając na nasz rynek gatunek trip-hop. Jaszczurka debiutującej w wieku osiemnastu lat artystki to pełna gęstego, londyńskiego grania muzyka, nasycona odniesieniami do hip-hopu, acid-jazzu czy elektroniki spod znaku zespołu Moloko. Mistyczne przeżycie! Na całe szczęście Pati Yang jest aktywna zawodowo do dziś, wciąż nagrywając bardzo dobre krążki. Szkoda tylko, że jak dotąd to jedyna artystka snująca opowieść w rytmie trip-hopu. Nikt później nie miał takiej odwagi jak ona.

Smolik

Andrzej Smolik to ojciec chrzestny wielu świetnych płyt rodzimych artystów. Odpowiadał za sukcesy chociażby Nosowskiej, Marii Peszek czy Krzysztofa Krawczyka. Muzyk debiutujący w latach 90. w zespole Wilki wraz z nowym tysiącleciem postanowił uwolnić swoją muzykę i zadebiutował krążkiem, którym do dziś wypracował sobie swój jedyny i niepowtarzalny styl. Na tytułowym Smoliku z 2001 mamy najlepszy, wciąż świeży chillout. Muzykę zakorzenioną w przyjemnej, relaksującej elektronice przypominającej najlepsze dokonania francuskich kolegów z Air czy Telepopmusik. To właśnie z tego krążka pochodzi świetny utwór T. Time, w którym gościnnie wystąpiła Novika.

Świetliki – Ogród Koncentracyjny

Świetliki łączą wiele dziedzin sztuki w jedną autorską. Ich teksty to czysta poezja, muzyka to rozkosz. A jednak wciąż to wszystko dalekie od dokonań kolegów. Tak nieulotne, duchowe, ale i brutalne przeżycie. Alternatywny rock w połączeniu z poezją śpiewaną, który konsekwentnie rozwijają od pierwszych dokonań. Na debiutanckim Ogrodzie Koncentracyjnym dostajemy to co najlepsze w ich twórczości. Undergroundowe granie zanurzone w muzyce z przełomu lat 70. i 80., pełne punku, ostrości, a z drugiej strony ubrane wszystko w najpiękniejszą poezję od Marcina Świetlickiego.

Hey – Karma

Katarzyna Nosowska i zespół Hey to dziś największa marka na naszej scenie. Aktywni zawodowo od trzech dekad, konsekwentnie zmieniają oblicze nadwiślańskiego podwórka muzycznego. Jest taka płyta w ich dorobku, która może dziś nieco zapomniana była głosem nowego, twórczego pokolenia, które podążało własną ścieżką. Karma, bo o niej mowa była trzecią w dorobku płytą Hey, zespołu, który posiadał już rzesze wyznawców i uchodził za kultowy. Jednak to dopiero Karma z 1998 roku potwierdziła wszystkie wcześniejsze laury i zachwyty. Wybitne teksty Nosowskiej, prawdziwe literackie perły wymieszane zostały z grunge’owym graniem. To właśnie z tego krążka pochodzi singiel Katasza, ponownie nagrany na najnowszym podsumowującym działalność zespołu krążku, który obecnie króluje na liście radiowej trójki.

Fiolka – Fiolka

Jedno z największych objawień polskiej sceny muzycznej, nazywana polską Bjork, nagrodzona Fryderykiem za swój fenomenalny debiut. Fiolka czy inaczej Violetta  Najdenowicz, polska wokalistka bułgarskiego pochodzenia przed solowym debiutem wcześniej znana była chociażby ze śpiewania z grupą Voo Voo czy pracą w Polskim Radio.  Po wielu próbach przekonywania artystki udało się jej nagrać płytę solową, nad którą pracowała chociażby z Grzegorzem Ciechowskim, Lechem Janerką czy przede wszystkim producentem Leszkiem Biolikiem z Republiki. Krążek, z którego pochodzi ówczesny przebój Głośny śmiech to niesamowita podróż po bałkańskich, pełnych ludowości brzmieniach, które mieszają się z nowoczesną muzyką elektroniczną. Wszystko to połączone ze zjawiskowym głosem Fiolki do dziś nie do powtórzenia przez nikogo innego. Wielka płyta.

Reni Jusis – Elektrenika

Wielu się zapewne zdziwi, że w tym zestawieniu znalazło się miejsce dla Reni Jusis. Głupi oni! Będą to Ci, którzy znając większość topowych hitów artystki, pominęli jej najlepszy album, ale też jeden z tych albumów, który pojawił się u nas za wcześnie, by go doceniono. Reni Jusis trzecim krążkiem mocno wyprzedziła to, co działo się na rodzimej scenie klubowej, a przynajmniej w mainstreamie działo się bardzo źle. Właściwie nic. Elektrenika to pierwszy krążek mocno zanurzający się w muzyce house i electro. Niesamowicie spójny i konsekwentny, do dziś wyróżniający się świeżym brzmieniem. Wystarczy przypomnieć sobie singlowe Jakby przez sen, by przekonać się czego dokonała Reni na początku XXI wieku. To do dziś album ewenement na polskiej scenie electro, na której obecnie dużo powtórek i podobieństw.

Ścianka – Dni Wiatru

Tak naprawdę nie ma ważniejszego zespołu w polskiej muzyce alternatywnej. Powstały w połowie lat 90. zespół Ścianka właściwie z każdym ze swoich czterech albumów zapisał się w historii. W 2001 roku po trzech latach od mocno gitarowego debiutu chłopaki nagrali album, jakiego w Polsce jeszcze nie było. O takiej muzyce co poniektóry mógł sobie przeczytać w Internecie na zachodnich stronach. Odcinając się od tego całego naszego folkloru, muzycy rozkochali się w ambientowym, smutnym gitarowym graniu, gdzie każdy dźwięk jest nieoczywisty, kontemplacyjny i intrygujący zarazem. Dni Wiatru to niesamowicie odważna, inteligentna i wrażliwa płyta. Płyta słuchowisko, baśń… gdzie delikatność spotyka się brutalizmem dźwięków. Możliwe, że to najważniejsza płyta pokolenia po 89’.

Kury – P.O.L.O.V.I.R.U.S.

Biodro Records czyli powstała pod koniec lat 90. wytwórnia płytowa założona przez m.in. Tymona Tymańskiego przez niemal dekadę wypuszczała na rynek oryginalne i nieoczywiste albumy, których nie dało się w żaden sposób zaszufladkować. Taka muzyka dla koneserów. Tak było od samego początku założenia wytwórni, kiedy to w 1998 roku wydała pierwszy krążek zespołu Kury, za którym stał również Tymański, ale także chociażby Olaf Deriglasoff czy Leszek Możdżer. Na P.O.L.O.V.I.R.U.S. jest naprawdę jazda na całego, to drwina i hołd zarazem dla muzyki, podróż po najbardziej odległych zakątkach od jazzu, po reggae, metal czy gatunek disco-polo. To był rzeczywiście uzależniający wirus, który jawił się niezwykłą oryginalnością, świadczy o tym chociażby fakt, że pierwszy nakład albumu całkowicie się wyprzedał, będąc przez moment niedostępny dla słuchaczy.