Wywiad: Kari

6 lipca 2017, Jacek Górecki

Kultura

Kari: nigdy nie patrzę w przyszłość zbyt daleko.

Jedna z najciekawszych polskich artystek powraca z doskonałym krążkiem I Am Fine. Chociaż w przypadku Kari jest to skala międzynarodowa. Ostatnio artystka przyleciała do Polski na moment, żeby zagrać koncert na Festiwalu Open’er, my podpytaliśmy ją o kilka szczegółów dotyczących nowej, zaskakująco optymistycznej płyty!

O czym najbardziej nie lubisz rozmawiać?

Chyba najtrudniej jest zawsze przyznać się do błędu. Wyjść naprzeciw i postawić pierwszy krok, kiedy od środka zjada Cię duma.

Singiel zwiastujący Twój najnowszy, trzeci album opowiada o wyzbyciu się blokad. Myślę, że to jakiś znak naszych czasów w relacjach międzyludzkich, blokady, właśnie takie dumy i uprzedzenia…

Tak, a to wynika ze strachu przed odrzuceniem oraz oceną. Albo jeszcze innym powodem jest strach przed podjęciem złej decyzji, więc wybieramy bezpieczną grę i wolimy pozostać w bezruchu. Żyjemy w czasach filozofii sukcesu, mamy przed oczami projekcje idealnego życia, które są kreowane przez media oraz idealnych wyborów, w które ja osobiście przestałam już wierzyć.

Więc w co wierzysz?

Przede wszystkim staram się nie poddawać presji z zewnątrz i być szczera z samą sobą. Jedyny sposób, aby przekonać się czy decyzja jest słuszna, to postawić mały krok, a potem następny. Nie jest ważne jak idealnie je stawiamy, najważniejsze by nie pozostać w stagnacji.

Album I Am Fine, jest dla mnie swoistym ewenementem, w momencie, kiedy większość z polskich artystów komentuje niemoc dzisiejszego świata, ty dajesz siłę i pozornie tylko błahe stwierdzenie „nie przejmuj się, ruszaj dalej”

Dzięki! Wiesz, jeśli ktoś mówi, że moja muzyka kogoś inspiruje i umacnia to chyba największy możliwy komplement jaki może usłyszeć artysta. Mój najnowszy album jest moją osobistą odpowiedzią na poprzedni krążek Wounds And Bruises z 2013 roku. To płyta o odnajdywaniu siebie i nowych sił.

Na co dzień mieszkasz w Leeds, to miejsce, które uczy takiego otwartego, mniej panicznego patrzenia na świat?

Tak, życie tutaj zdecydowanie bardzo mnie inspiruję, szczególnie ze względu na przestrzeń jaką wszyscy sobie dają. Scena muzyczna Leeds to jedna, wielka rodzina, która czasem spotka się przy jednym stole. Nagle okazuje się, że wspólnie do niego zasiadają muzycy, promotorzy, dziennikarze BBC Introducing… gdzie czuję, że przynależę, a z drugiej strony każdy robi swoje i nikt Cię nie ocenia. To dla mnie bardzo zdrowe. To bardzo ważne podejście do pracy, muzyki.

Co było impulsem do nagrania tego materiału?

Tak naprawdę to telefon z wytwórni w styczniu tego roku z informacją że mamy możliwość zrealizowania nagrań w studio Custom 34,  jednym z najlepszych w Europie. Nie można było tego zlekceważyć. Piosenki były napisane i zaaranżowane już od dawna, więc byliśmy razem z zespołem gotowi na nagranie płyty. Niecałe dwa miesiące później, płyta była już nagrana. Proces produkcji przebiegł zaskakująco szybko!

Skąd nagle taka rewolta w postaci wykręconych dźwięków pełnych syntezatorów?

Od dawna mamy w zespole zajawkę na brzmienia lat 80., więc to pewnie stąd obecność dużej ilości vintage’owych syntezatorów. Wielką inspiracją był też dla mnie soundtrack do serialu Stranger Things, stworzony przez genialny duet SURVIVE. A wykręcone dźwięki, o których mówisz, intra, czy elektroniczne bity to efekt moich eksperymentów z pierwszego etapu produkcji, kiedy układałam aranże sama na swoim laptopie, jeszcze długo przed wejściem do studia.

W tekstach Jungle boy czy Volcano wolność, zdystansowanie się od tego o czym mówimy i nawoływanie do działania jest bardzo namacalne. Runaway śpiewasz Don’t look back, a następnie Chase the light and slip away. Gdzie odnaleźć tą równowagę życia?

Każdy znajduję ją gdzie indziej, nie ma tu jednej recepty. Chodzi chyba oto żeby być tu i teraz. Żyć w zgodzie z samym sobą, bez udawania i maskowania rzeczywistości. To co mnie zawsze stawia do pionu, to szczere relacje z ludźmi którym ufam. Równowagi i szczęścia można szukać wszędzie, ale tak naprawdę to właśnie poczucie przynależności i akceptacji
”pomimo wszystko” wnosi największą, prawdziwą wartość w nasze życie.

A kiedy patrzysz w przyszłość jak ją widzisz?

Nigdy nie patrzę w przyszłość zbyt daleko. Jestem fanką planu półrocznego! Maksymalnie! To jest zdrowe i bezpieczne podejście. To co widzę teraz, to niesamowita trasa koncertowa promująca mój nowy album, którą rozpoczniemy już w październiku!

Nawiązując do tytułu Twojej płyty, dobrze Ci się żyje?

Bardzo dobrze! A będzie jeszcze lepiej jak wyjadę na upragnione wakacje. Produkując I Am Fine dałam z siebie absolutne sto procent. Teraz czas zebrać siły przed jesienną trasą koncertową!