Kazuo Ishiguro. Malarz słowa.

14 grudnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Decyzja o przyznaniu literackiej nagrody Nobla dla Kazuo Ishiguro dla wielu jest kontrowersyjna, czy nawet niezasłużona. 7. grudnia literat odebrał nagrodę w Sztokholmie i tym samym wygłosił przemówienie, w którym m.in. opowiedział o swoich wrażeniach po wizycie w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau. Kim jest w świecie totalnego chaosu najważniejszy pisarz tego roku?

Literatura, podobnie zresztą jak sztuka czy pozostałe dziedziny naszego życia, ulega zmianom politycznym na świecie. Modna i poczytna staje się ta, która najtrafniej oddaje ducha obecnych czasów. Oczywiście najczęściej sięgamy po sprawdzonych komentatorów literackich, których dzieła mimo upływu dziesiątek lat, wciąż są aktualne. Ale podobnie jest ze współczesnymi autorami, jak chociażby z Margaret Atwood, która jest jedną z najbardziej poczytnych pisarek tego roku. Całe zamieszanie z jej twórczością spowodowane jest oczywiście przebojowym serialem Opowieść podręcznej, według jej powieści. To jej nazwisko najczęściej wymieniano do tegorocznej literackiej nagrody Nobla. I co niektórzy musieli oczy przecierać ze zdumienia, kiedy okazało się, że nagroda wędruje do… japończyka. I nie jest nim wcale typowany na zwycięzcę od wielu lat, bestsellerowy Haruki Murakami. Oto on, autor zaledwie siedmiu powieści i zbioru opowiadań Kazuo Ishiguro.

Ishiguro urodził się w 1954 roku w japońskim Nagasaki, by po pięciu latach przenieść się wraz z rodzicami do Wielkiej Brytanii. Tam dorasta i mierzy się z dorosłością. Całe życie powtarza, że czuje się odtrącony, jak odludek, podobnie jak bohaterowie jego książek. Nie jest ani Brytyjczykiem, ani Japończykiem. Bez konkretnego miejsca na ziemi. Jego londyńskie życie nie należało do najspokojniejszych, raczej śmiało można powiedzieć, że to huczny epizod chłopaka wkraczającego w dorosłość. Zostało to przerwane, kiedy skierowany  przez swoją uczelnię udał się na Wschodni Uniwersytet, by tam kontynuować naukę. Miał  24 lata, kiedy pojawił się w angielskiej wsi z plecakiem i maszyną do pisania. Była jesień. Dookoła przyroda, zwierzęta domowe i stare młyny. Potrzebował tej ciszy. Od tej pory do wiosny następnego roku praktycznie z nikim nie rozmawiał. Czasami zamienił zdanie na uczelni z jednym z pięciu kolegów, odezwał się do wiejskiego sklepikarza, albo, zgodnie z umową, raz na dwa tygodnie spędził dzień ze swoją ówczesną dziewczyną, która z czasem została jego żoną i jest nią po dziś dzień. Tak powstała pierwsza powieść Kauzo. Pejzaż w kolorze sepii łączy kilka wątków, m.in. opowiada o zdrowieniu ludu po zrzuceniu bomby atomowej na Nagasaki w Japonii. Napisał w niej: To, czego uczymy się w dzieciństwie, nigdy nie idzie na marne.

Po czterech latach niemocy twórczej Kazuo napisał i wydał drugą swoją książkę Malarz świata ułudy, snującą opowieść o starym malarzu, który mierzy się z rzeczywistością Japonii zaraz po ukończeniu II wojny światowej. Wraz z drugą książką posypały się nagrody, wzrosło zainteresowanie pisarzem, ale kamieniem milowym w twórczości Ishiguro z pewnością jest trzecia powieść Okruchy dnia wydana w 1989 roku. Najpierw przynosząc Kazuo statuetkę Bookera – jedną z najważniejszych nagród literackich na świecie, a później wielki rozgłos za sprawą ekranizacji filmowej, którą wyreżyserował James Ivory. W obsadzie znaleźli się chociażby: Emma Thompson, Anthony Hopkins czy Hugh Grant, a sam film otrzymał, aż osiem nominacji do Oskara. To do dziś najbardziej doceniona książka pisarza i też najbardziej poczytna, ale nie ma się czemu dziwić. W tej świetnie napisanej, mocno emocjonującej powieści przenosimy się do Anglii z przełomu lat 40. i 50. ubiegłego wieku, by poznać historię podstarzałego kamerdynera, który służy w posiadłości lorda Darlingtona, sympatyzującego z nazistami, która to posiadłość po jego śmierci zostaje przejęta przez młodego, amerykańskiego dyplomatę. To także opowieść o burzliwej miłości jaka rodzi się pomiędzy wspomnianym kamerdynerem, a gospodynią. Wszystko na tle zmierzchu brytyjskiego imperium, zapisujących się nowych kart historii, zderzeniu się dwóch odległych światów Wielkiej Brytanii i Japonii. Zresztą taka jest też cała literatura Kazuo, będąca łącznikiem między tymi krajami – Anglią i Japonią.

W połowie lat 90. Ishiguro pisze książkę Niepocieszony o miotającym się w beznadziei życia pianiście. W milenijnym roku wychodzi zaś powieść Kiedy byliśmy sierotami, przenosimy się wraz z jej bohaterem do lat 30. ubiegłego wieku, by poznać losy chłopca żyjącego w amerykańsko-angielskiej enklawie w Szanghaju. W czasie grudniowego przemówienia, na którym Kazuo odebrał nagrodę Nobla wyznał, że jednym z najważniejszych wydarzeń w jego życiu była wizyta w Państwowym Muzeum Auschwitz-Birkenau w 1999 roku. To było jego zderzenie z horrorem tego miejsca dla jednych, ale także triumfem dla drugich. Wyznał podczas tego samego przemówienia, że chciałby w przyszłości napisać książkę, która będzie opowiadać o kolejnych pokoleniach mierzących się z traumatyczną historią, o walce pomiędzy pamięcią a zapomnieniem.

Ta podróż odcisnęła piętno na jego kolejnych pozycjach. I nie ma co ukrywać, że ewolucja jego literatury jest kolosalna. Właściwie z książki na książkę pisarz staje się brutalniejszy, przedstawia istny koszmar, żywot człowieka, ubiera to w przepiękne pejzaże, malownicze wsie i miasta, tak by przerazić bardziej czytelnika. Jest tak w Nie opuszczaj mnie, powieści wydanej w 2005 roku. Wszystko zaczyna się jak typowa brytyjska opowieść o życiu młodych ludzi, którzy w latach 50. mieszkają w jednym z prowincjonalnych internatów. Sielskość przeradza się z czasem w istne szaleństwo, a obyczajowość powieści wchodzi w tony science-fiction, by dalej snuć wizję pensjonatu, w którym hoduje się ludzi na przeszczepy. Podobnie jak w przypadku Okruchów dnia, Nie opuszczaj mnie zostało przeniesione na ekran. Reżyserii tego niepokojącego dzieła podjął się Mark Romanek, a główne postaci zagrali Keira Knightly, Andrew Garfield, Carey Mulligan czy Sally Hawkins. Ostatnią jak dotąd książką Kazuo Ishiguro jest Pogrzebany olbrzym z 2015 roku.

Sekretarz Akademii Szwedzkiej Sara Danius wraz z ogłoszeniem werdyktu powiedziała, że Kazuo Ishiguro to połączenie Jane Austin i Franza Kafki, z odrobiną Prousta. I nie sposób się z tym nie zgodzić. Uniwersalny język, konsekwencja i spójność całego jego dorobku przyczyniły się do tych laurów. Oczywiście laureaci nagrody Nobla zazwyczaj mogą się pochwalić bogatą twórczością. W przypadku Kazuo można nawet pozwolić sobie na określenie, iż to skromny dorobek. Ta decyzja jak każda inna nie jest wymierna. Podobnie jak w przypadku innych konkursów, nagród czy plebiscytów, decyzje o przyznaniu głównych laurów zawsze będą miałby swoich zwolenników i przeciwników. Zresztą sam Ishiguro napisał w powieści Malarz świata ułudy zdanie, które tak trafnie określa całą tę sytuację. Trudno ocenić piękno świata, kiedy się wątpi w samą jego wartość. Jego książki posiadają w sobie niezwykłą lekkość, traktujące często o poważnych i traumatycznych sprawach napisane są tak, by nie przygnieść czytelnika historią, a wręcz przeciwnie rozkochać w sobie. Z całą pewnością Kauzo Ishiguro to współczesny malarz słowa.