Kino kobiet

25 sierpnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Kiedy w 2010 roku na scenie podczas 82. edycji rozdania Oscarów pojawiła się Barbra Streisand większość wiedziała co może się wydarzyć. Przypuszczenia stały się faktem, nagroda za najlepszą reżyserię powędrowała do Kathryn Bigelow – pierwszej w historii kobiety reżyser nagrodzonej w tej kategorii. Od tej pory kobiety w kinie coraz częściej mają głos, chociaż historia tego zawodu sięga zdecydowanie dalej.

Zanim cofniemy się znacznie w czasie, warto przypomnieć sobie wspomnianą ceremonię Oscarów. Katrhyn Bigelow nagrodę za najlepszą reżyserię otrzymała za film The Hurt Locker. Kino mało kobiece, to raczej wstrząsający poemat o wojnie w Iraku. Bez epatowania ckliwością, łapaniem widza za gardło. Raczej surowe, bezwzględne, niemal dokumentalne kino, w którym reżyserka przygląda się grupie saperów. Zresztą patrząc na Bigelow to w jej filmowym dorobku przeważają raczej filmy, w których gorsetów i pudrów szukać na próżno. Swój geniusz potwierdziła dwa lata później, kiedy to nakręciła świetnego Wroga numer jeden, opowiadającego o polowaniu na Osamę bin Ladena. Pretekstem do przypomnienia sobie tych tytułów jest premiera nowego filmu Bigelow, który pojawił się w amerykańskich kinach w lipcu. Tym razem w obrazie Detroit przeniesiemy się do 1967 roku, gdzie w zamieszkach na tle rasowym w tytułowym mieście zginęło 39 osób, a ponad 700 zostało rannych. Moment wręczenie przez Streisand Oscara był symboliczny jeszcze z jednego powodu. Otóż sama Barbra, wybitna wokalistka i aktorka ma na swoim koncie trzy wyreżyserowane filmy. I choć każdy z nich nominowany był do Oscara w innych kategoriach (Książę przypływów aż w 7 kategoriach!) sama Streisand nominacji za reżyserię nigdy nie dostała…

Oczywiście nie możemy tutaj koloryzować faktów, które pokazują, że kino na świecie cały czas zdominowane jest przez mężczyzn. W zeszłym roku tylko 5 procent produkcji należało do kobiet stojących za kamerą. Spowodowało to założenie organizacji non-profit We Do It Togehter, która ma na celu finansowanie produkcji filmów i seriali poświęconych równouprawnieniu. Do organizacji należy m.in. Marielle Heller, Małgorzata Szumowska, Jessica Chastain czy Juliette Binoche. Jednak na szczęście takich małych przebłysków jak nagrodzenie Oscarem Bigelow czy chociażby Złoty Niedźwiedź na tegorocznej edycji festiwalu w Berlinie dla Duszy i ciała Ildikó Enyedi jest coraz więcej. Zupełnie inne kino proponuje nam Sofia Coppola. Druga z czterech kobiet, nominowanych do nagród akademii, której Między słowami ustąpiło wówczas miejsca Władcy Pierścieni Petera Jacksona. Jej kolejny film Na pokuszenie swoją polską premierę będzie miał na początku września. Western Coppoli jest notabene adaptacją filmu z Clintem Eastwoodem, a sama reżyserka dostała za ten obraz nagrodę właśnie za reżyserię na festiwalu w Cannes. Jest także obok Kathryn Bigelow w gronie faworytów ubiegających się o nominację do przyszłorocznych Oscarów. Jednak jeśli chodzi o kobiety, największe szanse ma Dee Rees – kobieta, w dodatku afro-amerykanka, która zachwyciła w tym roku swoim filmem Mudbound.

Trzecia z kobiet nominowanych do Oscara to Jane Campion, która przegrała wówczas ze Stevenem Spielbergem i jego Listą Schindlera. Jej wybitny Fortepian nagrodzony w 1993 roku Złotą Palmą w Cannes to wciąż jeden z najpiękniejszych filmów ostatnich trzech dekad. Wysublimowany, poetycki, opowiadający historię niemej kobiety, szkotki, wydanej za nowozelandczyka. Campion podobnie jak Bigelow i Coppola, a także inne współczesne reżyserki, o których poniżej wspomnę to wciąż niezwykle czynne zawodowo artystki, czynne, ale i mające wiele do powiedzenia. Mimo rozgłosu jaki towarzyszył Davidowi Lynchowi w tym roku w Cannes, nie był on pierwszym twórcą, pokazującym na tym święcie kina serial. Na tej samej edycji drugi sezon serialu Top of Lake pokazała również Jane Campion. Kobiet oczywiście po stronie reżyserii w historii kina jest znacznie więcej. Agnes Verda, Nora Ephron, Lisa Cholodenko, Andrea Arnold, Kelly Reichardt czy Isabel Coixet to dziś znaczące nazwiska światowej kinematografii. Do tej listy dotarła w ostatnim czasie Maren Ade reżyserka świetnego Toni Erdmanna. Bardzo często za kręcenie filmów biorą się także aktorki. Niestety prócz wspomnianej Barbry Streisand efekt u koleżanek nie wychodzi najlepszy. Wielkie nazwiska jak Angelina Jolie, Natalie Portman, Scarlett Johanson, Jodie Foster czy Elizabeth Banks w tej kategorii nie zostawią śladu.

Cofamy się wreszcie wstecz bowiem pierwsza nominacja do Oscara dla kobiety reżyser przypadała na lata 70. W dodatku dla Włoszki! Była nią Lina Wertmüller, wcześniej prawa ręka samego Federico Fellinego, asystentowała mu chociażby przy legendarnym Osiem i pół. Prócz nominacji za reżyserię jej film Siedem piękności Pasqualino otrzymał także trzy inne wyróżnienia, w tym kolejną nominację dla Wertmüller za scenariusz. Najbardziej znaczącą, chociaż dzisiaj całkowicie zapomnianą reżyserką w historii kina jest Alice Guy-Blaché. Inaczej nazywana pionierką kina. Jej debiut z 1896 roku – La Fée aux Choux był pierwszym filmem na świecie posiadającym fabułę! Ostatni obraz nakręciła 1920 roku, przez te dwie dekady wyreżyserowała ponad 400 filmów… a kino dzięki niej nabrało zupełnie innego oblicza i wartości. Także w kinie komercyjnym kobiety nabierają znaczenia, czego dowodzi adaptacja komisu o Wonder Woman w reżyserii Patty Jenkins, który w tym roku trafił do kin, stając się jedną z najlepszych „komiksowych” produkcji w ostatnich latach.

Patrząc na to co dzieje się obecnie w polskim kinie, nie możemy przemilczeć tego zjawiska. Właściwie zjawisko to złe określenie, to osobny nurt. Kobiety wreszcie zostały dopuszczone do reżyserii i jak udowadniają w ostatnich miesiącach często mają znacznie więcej do powiedzenia. Nasze kino do tej pory miało kilka kobiecych twarzy. Dawniej tworzone przez Wandę Jakubowską (reżyserkę pierwszego filmu fabularnego o obozie koncentracyjnym), Ewę Petelską czy Barbarę Sass. Mieniące się filmami Magdaleny Piekorz czy Izabeli Cywińskiej. Do tego grona trzeba dopisać przede wszystkim, niezwykle aktywną Agnieszkę Holland, której najnowszych film Pokot zdobył nagrodę na festiwalu w Berlinie. Nowe filmy szykują także inne polskie weteranki Dorota Kędzierzawska oraz Magdalena Łazarkiewicz.

Idąc dalej, sięgamy do ostatniej dekady. Można światło powiedzieć, że polskie reżyserki opanowały zagraniczne festiwale filmowe. Nie tylko Agnieszka Holland święciła w tym roku triumfy. Joanna Kos Krauze niedawno powróciła z festiwalu w Karlowych Warach, gdzie film Ptaki śpiewają w Kigali zachwycił krytykę i otrzymał od jury dwie nagrody aktorskie. Katarzyna Rosłaniec również może pochwalić się nagrodami. Pokazywany w kwietniu w polskich kinach Szatan kazał tańczyć został doceniony chociażby na festiwalu w Walencji. Oczywiście jest jeszcze młodziutka Aleksandra Terpińska, której Najpiękniejsze fajerwerki ever otrzymały dwie nagrody w Cannes. Jedną z najbardziej docenionych polskich reżyserek z pewnością jest Małgorzata Szumowska, nagradzana chociażby na festiwalu w Berlinie. Zbliża się jesienna premiera jej nowego filmu zatytułowanego Twarz. Szumowska w najbliższych tygodniach zasiądzie także w jury prestiżowego festiwalu w Toronto. Na tym samym festiwalu jedynym filmem pełnometrażowym z Polski będzie Pomiędzy słowami Urszuli Antoniak.

Warto też wspomnieć o nadchodzącym festiwalu filmów fabularnych w Gdyni, gdzie w konkursie głównym znajdzie się, aż siedem filmów wyreżyserowanych przez kobiety. To istny rekord zważywszy chociażby na fakt, że w zeszłym roku w konkursie nie było ani jednego! Oprócz wymienionych powyżej obrazów Holland, Antoniak i Kos-Krauze w Gdyni o Grand Prix powalczą: Amok Kasi Adamik, Wieża. Jasny dzień Jagody Szelec, typowana na przyszłorocznego oscarowego zwycięzcę – animacja Twój Vincent Doroty Kobieli oraz Sztuka Kochania Marii Sadowskiej. Obraz Sadowskiej to także film, który zgromadził w tym roku największą widownię w kinach. A żeby tego było mało na premierę czekają także nowe filmy Marty Karwowskiej, Anny Jadowskiej, Kingi Dębskiej czy Agnieszki Smoczyńskiej, która po ogromnym międzynarodowym sukcesie Córek Dancingu realizuje musical z Davidem Bowiem w tle. Więc czym byłoby kino bez kobiet stojących za kamerą? Jak pokazała historia zarówno ta najstarsza i najnowsza… wielką pustką albo przynajmniej niedopełnieniem.