Łabędzi śpiew

18 sierpnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Kiedy w latach 90. młodziutka, islandzka wokalistka wydała album Debut stała się z miejsca objawieniem. Ikoną owej dekady. Niebanalną, twórczą, przełamującą stereotypy. Głosem pokolenia ówczesnej dekady. Artystka zapowiedziała kilka dni temu, iż nagrywa właśnie nowy materiał zainspirowanym Tinderem… Jak wyjaśnia, nawiązując do tytułu aplikacji będzie to współczesna opowieść o miłości… przez internet. Takiej drugiej jak Björk nie ma, dowodem na to są jej wszystkie płyty!

Debut – 1993

Tytuł może zmylić, bowiem nie była to pierwsza płyta Björk, właściwie Björk Gudmundsdottir. Przygoda z muzyką zaczęła się dla niej dość wcześnie, bo w wieku jedenastu lat. Wówczas rozpoczęła naukę gry na fortepianie i śpiewu. Piosenka I love to love, którą nagrała dla samej siebie, stała się z miejsca przebojem w całej Islandii. To zaowocowało kontraktem i albumem wydanym w 1977 roku, który zawierał covery The Beatles czy Steviego Wondera zaśpiewane po islandzku przez dziecko. Jednak za oficjalny, dorosły debiut uznaje się płytę, którą nagrała na początku lat 90. Debut to jedna z najważniejszych płyt ówczesnej dekady. To było objawienie. Album przełamujący szablony i konwenanse, mieszający gatunki od folku i jazzu, aż do klubowych dźwięków pełnych triphopu czy house’a. Wszystko połączone z głosem, którego bogactwo zahipnotyzowało cały świat. Nowoczesny, świeży, momentami kontrowersyjny – taki był debiut Björk.

Post – 1995

Drugie uderzenie młodziutkiej islandki to jeszcze większy krok naprzód, w stronę wielkiego świata. Mieszanka tego, co nieznane i nieodkryte. Łączenie muzyki klubowej z klasycznym utworem musicalowym rodem z lat 40. Prawdziwa feria barw. Podobnie jak zdjęcie okładkowe zrobione na  Piccadilly Circus przez japońskiego fotografa Nobuyoshi Araki. W nawiązaniu do tytułu na tym krążku artystka żegna się z ojczyzną, ucieka do Londynu. Wciąż jednak ma chęć komunikowania się, wysyłania listów i wiadomości do najbliższych. Czuje się samotna. Album ten znalazł się w prestiżowym rankingu 500 albumów wszech czasów magazynu Rolling Stone.

Homogenic – 1997

Od samego początku ważnym elementem w twórczości Björk były teledyski. Przełomowe, oryginalne, często niepokojące, reżyserowane przez największych artystów na świecie. Podobnie było z singlowym Hunter, który zapowiadał trzecią płytę artystki. W nieco nerwowym utworze dostajemy połączenie klasycznych smyczków z delikatną, pulsującą elektroniką. Zwiastowało to nowy etap w życiu Björk, który był wynikiem tragicznych wydarzeń. Jeszcze przed nagraniem trzeciej płyty trafiła do jej londyńskiego domu paczka od fana, w której znajdowała się bomba oraz wstrząsające nagranie z przygotowań do samobójstwa, które po wysłaniu paczki mężczyzna popełnił. Rozbita Björk uciekła z Anglii, pochłonęła się naturze. Nagrała zimny, melancholijny album będący podróżą po lodowcach i krajobrazach Islandii. Do dziś nowatorski Homogenic jest uznawany za najważniejszy krążek w całym bogatym dorobku artystki, któremu w tym roku przypada dwudziesta rocznica wydania, a który nic się nie zestarzał.

Vespertine – 2001

Tytuł kolejnego albumu w języku islandzkim oznacza „rozkwitające wieczorem”. Björk na czwartym krążku po małej przerwie od nagrywania kolejnych albumów powróciła w 2001 roku z płytą spokojną, wyważoną pełną delikatności, a zarazem najbardziej optymistycznym krążkiem w karierze. Oczywiście ta delikatność nie ma nic wspólnego z wyciszeniem. Na albumie dostajemy całe bogactwo dźwięków, smyczków, dzwoneczków, uderzeń. To naprawdę rozkwitający kwiat, łabędzi śpiew, który jest kontrastem do filmowego debiutu islandzkiej artystki. Rok wcześniej zagrała ona u mistrza Larsa von Triera, a jak wiadomo, nie kręci on wesołych filmów. Za wybitną kreację w Tańcząc w ciemnościach, Björk otrzymała nagrodę aktorską w Cannes, wyznała także, że praca z von Trierem była dla niej katorgą i nigdy więcej nie zgodziłaby się na to drugi raz. Albumem Vespertine się wyciszyła i rozpoczęła tym samym kolejny etap w swojej karierze.

Medulla – 2004

Po sukcesach filmowych i muzycznych podróżach po różnych gatunkach Björk skupiła się na głosie, zajrzała do wnętrza człowieka. Medulla to album przełomowy, na którym instrumenty odchodzą na bok, a muzyczne tło wypełnia bogactwo przeróżnych ludzkich głosów. Nie usłyszymy tu żadnego dźwięku instrumentu. Chóry, bitbokserzy i niebanalny śpiew artystki, który jest nieograniczony. Podczas promocji płyty Björk opowiadała, że to jej poszukiwania etnologiczne, próba scalenia człowieka i kultury. To także niezwykle uduchowiony album, zahaczający momentami o sakralność. Niesamowite jak z płyty na płytę możemy podziwiać ewolucję tej kobiety, artystki, która na tym bardzo trudnym w odbiorze krążku nie stawia tylko sobie zadań. Dla słuchacza, nawet tego wiernego, przyzwyczajonego do eksperymentów islandzkiej wokalistki będzie to nie łatwe zadanie. Takich ambitnych albumów nie nagrywa każdy.

Volta – 2007

Nad tym krążkiem pochylamy się najmniej entuzjastycznie, chociaż wciąż z zachwytem dla samej artystki. Björk przyzwyczaiła fanów, krytyków, ale też sceptyków, że z każdą kolejną płytą robi muzyczną voltę. Nawiązując do tytułu, szósty album artystki voltą był chociażby z jednego prostego faktu, wśród producentów płyty znalazło się miejsce dla Timbalanda… odpowiadającego wcześniej za sukcesy Missy Elliott, Beyonce czy Nelly Furtado. Ale Björk nie byłaby sobą, gdyby poszła w klasyczne R’n’B, chociaż echo tego gatunku można znaleźć w niektórych numerach. Na Volcie liczyć się ma przede wszystkim mocne uderzenie, dlatego postawiono tutaj na miejscami monumentalną sekcję dętą połączoną z rytmem i perkusją. Warto podkreślić, że to bardzo zaangażowany politycznie album, na którym artystka sprzeciwia się chociażby rządowi chińskiemu łamiącego prawa człowieka. Raczej bez muzycznej rewolucji, nie mniej to wciąż świetny album.

Biophilia – 2011

Kilkuletnia przerwa musiała zwiastować przygotowania do nowego rozdziału w karierze Björk. Tak się stało. Zacznijmy od tego, że Biophilia to pierwszy w historii album, który nie został wydany na tradycyjnym nośniku cd czy mp3. Björk musiała iść o krok dalej, wydała materiał w postaci darmowej aplikacji przeznaczonej na iPhone’a i iPada. Zresztą cała oprawa wizualna siódmego albumu artystki od teledysków, wizualizacji po koncerty to wznoszenie się na wyżyny i nieograniczone możliwości technologiczne. Wokalistka staje się tutaj filozofem i zapodaje nam wielką lekcję, w której człowiek łączy się z naturą i technologią jednocześnie. Tym albumem Björk zagląda do jądra ziemi, to ją interesuje najbardziej, na bok odchodzą słowa czy muzyka oddając pierwszeństwu nieograniczonym możliwościom człowieka. Wielki album!

Vulnicura – 2015

W czasach technologii, nad którą zachwyca się sama artystka, okazuje się, że nie zawsze jest ona dla nas łaskawa. Tak było z siódmym albumem Björk, który pierwotnie miał zostać wydany w marcu 2015 roku, jednak z racji wycieku płyty do internetu jego premiera odbyła się dwa miesiące wcześniej. Na tym kolejnym, monumentalnym albumie w dorobku wokalistka zostawia na moment politykę i miłość do natury i skupia się na osobistych emocjach. Stanach, jakie przeżyła po rozstaniu z artystą Matthew Barneyem. To wszystko łączy ze sztuką, która ogarnia ją totalnie. Łączy z wieloma działaniami i performancami, jej wyobraźnia jest nieograniczona. Wraz z albumem wydaje książkę Björk: Archives, a także wystawę podsumowującą jej dotychczasowy dorobek artystyczny w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku. To już nie jest wokalistka, debiutancka z zimnej Islandii, którą zachwycił się świat. To wyznaczająca trendy, poszukująca artystka.