Malowany ptak – najważniejszy spektakl mijających kilkunastu miesięcy

29 czerwca 2017, Jacek Górecki

Kultura

Za na nami kończący się bardzo dobry sezon teatralny. Z jednej strony głośny, zaangażowany, komentujący wprost to często przemilczane, otwarty na dyskusję. Z drugiej strony ubabrany w polityce, która coraz częściej zabiera się za jego kreowanie czy bardziej niszczenie. Jest też wisienka na tym torcie, Malowany Ptak w reżyserii Mai Kleczewskiej – najważniejszy spektakl mijających kilkunastu miesięcy.

W 1965 roku w Stanach Zjednoczonych ukazała się książka Malowany Ptak Jerzego Kosińskiego i z miejsca wywołała skandal. To historia żydowskiego chłopca, włóczęgi, który przemierza wsie podczas drugiej wojny światowej obserwując w ukryciu jak Polacy traktowali Żydów. Jest to opowieść pełna przemocy, zbrodni i wstrząsających historii, które wielu potraktowało jako autobiograficzne dla pisarza, inni Kosińskiemu zarzucali niedopuszczalne kłamstwo i mistyfikacje. Jedno jest pewne temat powraca i to nie tylko przy okazji najnowszej premiery Mai Kleczewskiej, która przeniosła książkę na deski Teatru Polskiego w Poznaniu. W tym spektaklu jest znacznie więcej warstw, które reżyserka po mistrzowsku wyciąga.

Maja Kleczewska zadaje na początku pytania, bada to co tak przerażające, przytaczając liczby: po jednej stronie 6620 drzewek upamiętniających Polaków ratujących Żydów, po drugiej stronie 3 miliony zamordowanych polskich Żydów. Ona stara się zwrócić na to uwagę, oddać im pamięć, to co do nich należy. Pamięć, którą ze strachu i obawy przed oskarżeniami wymazaliśmy, a oni powinni się oto upomnieć. W pierwszej, krótszej części spektaklu mamy do czynienia z debatą, w której zaproszeni do studia goście toczą spór o prawdę, która dla każdego znaczy zupełnie co innego. Każdy ma swoją wersję wydarzeń. Wypowiedzi aktorów zbudowane są na fragmentach esejów, wywiadów, tekstów prasowych takich osób jak np.: Anna Bikont (My z Jedwabnego), Jan Tomasz Gross (Ten jest z ojczyzny mojej…, ale go nie lubię),  Jan Błoński (Biedni Polacy patrzą na getto) czy Stefan Zgliczyński (Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali). Ale to tylko wstęp do tego co nastąpi po przerwie, czyli surowego spektaklu z pod ręki wybitnej Mai Kleczewskiej. W drugiej części wybija się na pierwszy plan powieść Jerzego Kosińskiego, pojawiają się pytania o stosunki międzyludzkie, zagrożenie jakie niosło ze sobą ukrywanie podczas wojny Żydów, pomaganie im, czy wreszcie o Polaków, którzy byli obok tego wszystkiego. Zresztą jak pokazuje Kleczewska w tym spektaklu ten strach przed mówieniem, otwarciem puszki Pandory pozostaje w nas po dziś dzień.

Wizualnie jest to perfekcyjnie wykreowany koncept, składający się z nieprzypadkowych elementów jak chociażby scenografii, która jest tą samą scenografią, w której dwa lata temu Kleczewska w warszawskim Teatrze Żydowskim zrealizowała swojego świetnego Dybuka. W tej samej scenografii zostanie wystawiony także Golem, którego premiera przewidziana jest na następny sezon. Do tego dostajemy znane miłośnikom reżyserki charakterystyczne dla jej teatru elementy, mocne projekcje video (scena gwałtu), dynamiczną muzykę, nagie ciała czy tradycyjnie dużo czerwonej farby imitującej krew. Ale tutaj wszystko ma znaczenie i drugie dno. Aktorzy tworzą całość, świadomie i wspólnie jako zespół prowadząc zamysł reżyserki. Wymienić tutaj należałoby wszystkich z Michałem Kaletą, Joanną Drozdą, Jerzym Walczakiem czy Teresą Kwiatkowską na czele. Ale także finałowy taniec, niemal taniec śmierci w wykonaniu Kołodziejczyk robi wrażenie. A Maja Kleczewska po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najważniejszych twórczyń współczesnego teatru, jeśli nie najważniejszym.

Wydawałoby się, że temat powstania w warszawskim getcie jest już zamknięty. Temat zbrodni żydowskich. Dla wielu przecież byłoby tak wygodniej. Zresztą film Władysława Pasikowskiego Pokłosie czy Ida Pawła Pawlikowskiego pokazują, że na ten temat wiąż nie potrafimy rozmawiać. I jak pokazał spektakl Kleczewskiej, z którego wychodzili zbulwersowani ludzie wciąż nie będziemy. To wszystko jest zakorzenione za mocno, zacementowane w naszej tchórzliwej naturze. W końcu lepiej mieć czyste ręce, tylko że temat powstania w getcie powraca i to dość namacalnie. Uświadamia nam to pod koniec spektaklu Henryk Rajfer, wystarczy spojrzeć na dwa przykłady, które przytacza m.in. wyburzenie w ostatnich miesiącach warszawskiego Teatru Żydowskiego na Placu Grzybowskim czy synagogi w Poznaniu, na miejscu której hitlerowcy zbudowali basen, z którego korzystano jeszcze przez dziesiątki lat po wojnie. Ale dla bezpieczeństwa lepiej milczeć, dobrze, że nie robi tego Maja Kleczewska, chociaż ona co ważne nie oskarża, tylko walczy o pamięć, o obojętność i nieme świadkowanie. W dzisiejszych czasach tych potępianych malowanych ptaków wszędzie pod dostatkiem, a my wciąż zachowujemy się tak samo. Milczymy, ciągle się temu tylko przyglądając.