Moda na Hasa

11 sierpnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Jest w polskim kinie jedyny taki mistrz, który kreował w swoich obrazach świat magiczny, choć brutalny. Malarz polskiej kinematografii. To nikt inny jak Wojciech Jerzy Has. Jego filmy przeżywają od jakiegoś czasu renesans wśród młodych ludzi. Na świecie panuje moda na Hasa!

Kiedy wraz z początkiem lat 50. w polskim kinie pomału do głosu dochodzili twórcy omijający propagandę, rozliczający się z minioną wojną i obecną sytuacją polityczną, Wojciech Jerzy Has stał z boku. Ale tylko dlatego, że interesowało go coś bardziej niż polityczne łapanie ludzi za gardło. Interesował go człowiek, jego portret. Może właśnie dlatego do dziś jego filmy są pokazywane i omawiane na całym świecie. Ale i przede wszystkim są rozumiane, zarówno przez pokolenie, które pamięta owe czasy, jak i przez następne pokolenia, szczególnie te młode, które w obrazach Hasa zwyczajnie się zakochało. Jego kino przeżywa od kilku lat drugą młodość i wcale nie powinno to nikogo dziwić. To był geniusz!

Debiut pełnometrażowy reżysera, czyli film Pętla z 1958 roku według opowiadania Marka Hłaski wprowadził do polskiego kina poetykę pełną symboli. Has był w tym prawdziwym mistrzem. W filmie śledzimy historię Kuby-alkoholika, który prócz picia nie ma w życiu innych wartości. Przepija nawet miłość i honor. Ale nie było to wprost opowiedziane, raczej sugerowane wspomnianymi, symbolami, jak chociażby zegary rozstawione w mieszkaniu odmierzające godziny beznadziei głównego bohatera, czy lustra, w których ciągle się przeglądał ze zdziwieniem. Tylko wódka zapomnienia da śpiewał harmonista w filmie. Has ten obłęd rozpaczy wymalował znakomicie. W kolejnych filmach nie zwalniał tempa, przedstawiając skomplikowane portrety psychologiczne swoich chylących się ku upadkowi, samotnych bohaterów. Był w tym wszystkim wywarzony, kameralny, właśnie poetycki. W znakomitym Jak być kochaną szuka miłości dla swoich bohaterów w czasach okupacji. Oba wspomniane filmy wraz z Pożegnaniami, Wspólnym pokojem oraz Szyframi zostały w ostatnich latach zaprezentowane na specjalnym przeglądzie filmów reżysera w moskiewskim teatrze.

Oczywiście opus magnum reżysera, który rozsławił go na cały świat, był nakręcony w połowie lat 60. Rękopis znaleziony w Saragossie według powieści Jana Potockiego. To także zupełnie nowy rozdział w twórczości Hasa, dzieło pełne przepychu i poczucia humoru. Film z gatunku „płaszcza i szpady”, opowiadający o Alfonsie Van Wordenie, oficerze, który udaje się do Madrytu, by objąć stanowisko kapitana w gwardii walońskiej. Zdjęcia do niego trwały niemal sto dni, specjalnie do filmu uszyto 232 kostiumy dla 187 aktorów – zagrali w nim chyba wszyscy ówcześni najważniejsi aktorzy, by wymienić chociażby: Zbigniewa Cybulskiego, Gustawa Holoubka, Igę Cembrzyńską, Beatę Tyszkiewicz, Leona Niemczyka czy Elżbietę Czyżewską. Jeśli chodzi o Madryt, będący miejscem akcji, to powstał on w formie gigantycznej makiety, którą rozstawiono w Parku Szczytnickim we Wrocławiu za ponad milion złotych. Ten film dostał po wielu latach nowe życie, kiedy w latach 90. trafił na kasety VHS, z miejsca stając się przebojem.

Mimo tych dość dużych rozbieżności w filmowych środkach Wojciech Has, co się bardzo rzadko zdarza, w swoich wszystkich filmach stworzył jeden wspólny świat. To był nasz polski Federico Fellini, jak mawiali o nim krytycy. Reżyser, który wykreował własny rozpoznawalny styl. On nie opowiadał historii tylko snuł sny, metafory, którymi się w życiu posługiwał. Takim filmem był także z pewnością obraz Sanatorium pod klepsydrą – wielkie filmowe malarstwo Hasa pełne symboli, duszne, niepokojące. Kolejne arcydzieło w dorobku mistrza!

Jak przyznają ludzie, którzy go znali – Has doskonale wiedział, że robi niezwykłe filmy, ale z drugiej strony czuł odrzucenie i niezrozumienie. Zresztą w latach 70. na wiele lat wycofał się z kręcenie filmów, skupiając się na nauczaniu w łódzkiej szkole filmowej. Nie dał rady przejść przez żelazny system cenzury, nie godził się na wiele ograniczeń. I to niezrozumienie króluje poniekąd po dziś dzień. Reżyser nie należy do szczególnie omawianych i wyświetlanych na festiwalach reżyserów. A przecież to jeden z najważniejszych twórców polskiej szkoły filmowej, którym zachwycił się cały świat, wspominając chociażby film Jak być kochaną, którym najpierw zachwycono się na festiwalu w Cannes, a później w San Francisco, gdzie obraz ten zgarnął trzy nagrody: dla najlepszego filmu, za scenariusz oraz dla aktorki Barbary Kraftównej.

Nie ma ważniejszego miejsca na świecie dla prezentowania sztuki niż Muzeum Sztuki Współczesnej w Nowym Jorku inaczej MoMa. To właśnie tam, pod koniec kwietnia tego roku odbyła się tygodniowa seria wydarzeń poświęcona twórczości Hasa. Za przygotowanie tego wydarzenia odpowiadała wybitna filmoznawczyni Annette Insdorf, która zaprezentowała nowojorskiej publiczności m.in. Jak być kochaną oraz Pętlę. Zresztą Insdorf, dawniej przyjaciółka Krzysztofa Kieślowskiego, bardzo mocno wspiera i propaguje polską kinematografię. To wielka postać w dziedzinie krytyki filmowej, która ostatnio odpowiadała za serię spotkań w centrum kulturalnym 92nd Street Y na Manhattanie, rozmawiając z najważniejszymi nazwiskami ze świata kina, m.in.: Francisem Coppolą, Alem Pacino, Dustinem Hoffmanem, Helen Mirren czy Woody Allenem. Annette Insdorf jest także autorką wydanej w Stanach książki: Intimations: The Cinema of Wojciech Has, poświęconej wybitnemu polskiemu reżyserowi.

Kolejnym miłośnikiem twórczości Hasa stał się Martin Scorsese, który Rękopis znaleziony w Saragossie, kilka lat temu pokazał wraz z innymi polskimi arcydziełami na słynnym już przeglądzie Martin Scorsese Presents: Masterpieces of Polish Cinema. Odpowiadał on także, za dystrybuowanie filmu na DVD. Wielki sukces tego przeglądu spowodował, że młodzi amerykańscy miłośnicy polskiego kina wyjechali z nim z Nowego Jorku dalej. Prezentowali oni na wzór Scorsese również filmy Hasa w kolejnych dziesięciu miastach. Dwa lata temu na Harwardzie dla amerykańskich studentów i środowisk akademickich przygotowano specjalną retrospektywę The Waking Dreams of Wojciech Jerzy Has.  Zresztą wspominany chociażby Rękopis znaleziony w Saragossie, uważany jest za jeden z najważniejszych filmów w historii światowej kinematografii przez takie nazwiska jak: Luis Buñuel, David Lynch, Lars von Trier czy Harvey Keitel. Moda na filmy Wojciecha Jerzego Hasa rozlała się jeszcze dalej. Nie tylko Ameryka lubuje się w jego dziełach, były one wyświetlane w ostatnim czasie chociażby w Brukseli, Japonii czy na zeszłorocznej 5. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Kurytybie w Brazylii. W tym wypadku za modą warto podążać, tym bardziej że świat przypomniał sobie jak niewinnym czarodziejem kina był Wojciech Jerzy Has, a my wciąż za mało jego twórczości pokazujemy. To nasze wielkie dziedzictwo, o czym przekonały się już nowe pokolenia na całym świecie.