Notatnik kulturalny #17

26 września 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Ptaki śpiewają w Kigali” reż. Joanna Kos-Krauze i Krzysztof Krauze
Kino Świat

Męczy mnie ostatnio sztuka pełna agresji, której jedynym językiem jest szokowanie i epatowanie kontrowersją. Tylko przeważnie te środki okazują się puste i niewymiarowe do skali problemu, który się porusza. Zupełnie inaczej jest w przypadku ostatniego wspólnego dzieła Joanny Kos-Krauze i Krzysztofa Krauze. Świat w ich najnowszym filmie Ptaki śpiewają w Kigali to obraz po końcu świata. Cisza, która następuje po krzyku rozpaczy. Historia piekła, jakie miało miejsce w Rwandzie w 1994 roku, gdzie ofiarami ludobójstwa zostało ponad milion niewinnych ludzi. Twórcy odstawili na szczęście w kąt wojowanie z polityką, oni idą znacznie głębiej, przez co wydźwięk tematu jest mocniejszy. Skupiają się na bólu, jaki towarzyszy żałobie, życiu, jakie się toczy po piekle. To wszystko dzięki polskiej ornitolog, która przywozi do kraju ocalałą w masakrze młodą kobietę (nagrodzone na festiwalach w Karlovych Varach i Gdyni wielkie kreacje Jowity Budnik oraz Eliane Umuhire). Przepiękny to poemat o człowieku, powolny, subtelny na wierzchu, pod którym znajduje się wielki ładunek emocji.

„Kingsman. Złoty krąg” reż. Matthew Vaughn
Film obejrzano dzięki uprzejmości Cinema City

Nie potrafię zrozumieć, dlaczego takie filmy powstają. Zastanawiam się do kogo mają trafić, bo niestety pod rozrywkę podpisać ich nie można, wyciągnąć z nich coś sensownego tym bardziej się nie da. Oto historia kolejnego agenta 007 (Taron Egerton), który po napadzie na swoją tytułową bazę udaje się do Ameryki, by stawić czoła wrogom. Niestety zło tego filmu tkwi przede wszystkim w scenariuszu, który w porównaniu do pierwszej części z 2014 jest napisany jakby na kolanie. Wszystko zaczyna się od otwierającej sceny w taksówce, pojedynku, który podobnie jak cały film narysowany jest bardzo grubą kreską. Ma być śmiesznie, przerysowanie i przede wszystkim z przymrużeniem oka. Tylko że zapomniano o konkretach. Przeważają nieśmieszne dialogi i sceny, które wywołują raczej poczucie zażenowania, niż zachwyt. Szkoda marnujących się tu wielkich aktorów od Colina Firtha, Julianne Moore, Halle Berry, czy Jeffa Bridgesa. Szkoda klasyki gatunku ani to kino szpiegowskie, ani nawet prosta zabawa. Pozostaje tylko wspomnienie pierwszej części i niesmak po bardzo złym kinie klasy b.

 „Twórcy obrazów” reż. Artur Urbański
Teatr Narodowy

Pozornie niewielka premiera, aczkolwiek pierwsza w tym sezonie stała się sporym wydarzeniem. Powody są dwa. Po pierwsze tekst, po który sięgnął reżyser – Artur Urbański. Szwedzi to jak wiadomo mistrzowie psychologicznego dramatu, obok Strindberga czy Bergmana do klasyki gatunku należy z pewnością Per Olov Enquist, który w Polsce jest znamy z dramatów: Noc Trybad czy Z Życia Glist. Twórcy obrazów to konfrontacja czterech postaci: szwedzkiej noblistki – Selmy Lagerloef, młodziutkiej aktorki, reżysera filmowego oraz tytułowego twórcy obrazów. Wszyscy zamknięci w dusznym, ciasnym, ciemnym pomieszczeniu zdani na siebie odkrywają z czasem swoje ułomności. To co ujmuje najbardziej w tym spektaklu to wybitna rola Anny Seniuk, możliwe, że najważniejsza jak dotąd na scenie Teatru Narodowego. Spokojna, wyważona, pozbawiona wielkich, teatralnych gestów, zbudowana na przerażającej ciszy. Dawno nie podziwiałem tak świadomej gry aktorskiej, która nie jest przekrzyczana, a jednocześnie maluje wielki ból istnienia postaci. Jej Selma jest wiecznie pijana od wspomnień, przeszłości, której nie potrafi w sobie zabić. Zabrakło mi tylko równorzędnego partnerstwa (szczególnie u młodziutkiej Marty Wągrowskiej), albo chociaż krzty tej świadomości co u Anny Seniuk. To wielka rola w bardzo dobrym spektaklu, który trzeba zobaczyć.

„Ma być czysto” Anna Cieplak
Krytyka Polityczna

Powracamy do tej wydanej pod koniec zeszłego roku książki Anny Cieplak, aby ją polecić tym, którzy jeszcze po nią nie sięgnęli. Powodem do tego jest przyznana autorce w tym miesiącu Nagroda Literacka im. Witolda Gombrowicza za książkę Ma być czysto. Cieplak dotyka w niej ważnego tematu życia i problemów gimnazjalistów, który jednocześnie jest cienkim stąpaniem po lodzie. Bo to temat, który bardzo prosto może zaprowadzić autora w wybiórczy, pełen kalek ton. Przecież wszystko, co kojarzy nam się z „gimbazą” jest nacechowane głupotą. Ale nie tym razem. To, co dostajemy od pisarki to przede wszystkim równe, pełne obiektywizmu szanse. Z jednej strony portrety młodzieży, która w wolnym czasie pije, ćpa, kradnie i uprawia seks bez zabezpieczeń, z drugiej dzieciaki, które zderzają się z chorym światem dorosłych. Cieplak udowadnia tą książką, że każdy jest tu ofiarą i katem, każdy jest winny i poszkodowany. I młodzież, która bezmyślnie pogrąża się w upadku i dorośli, którzy tego upadku nie chcą zauważyć. Mocne, ale na szczęście nie szokujące!

„A Deeper Understanding” The War on Drugs
Warner Music Poland

To lato przyniosło nam długo wyczekiwane premiery albumów najważniejszych kapel, ostatnich dwóch dekad od Arcade Fire, Grizzly Bear, po LCD Soundsystem czy Fleet Foxes. Pod koniec sierpnia odbyła się premiera czwartego albumu The War on Drugs, którzy rozbili ten bank, udowadniając, że nie mają sobie równych.  Zespół ten ewoluuje od wydania pierwszej płyty, chociaż może nie chodzi tu o progres tylko o ciągłe podróżowanie po jakże bogatym rockowym gatunku. Do tej pory skręcali oni, a to w stronę dylanowskiego folku, a to do brzmień przesiąkniętych psychodelią lat 70. Na najnowszych krążku A Deeper Understanding muzycy uderzają w stronę lat 80. do słonecznych, prostych „heartland-rockowych” brzmień, w których specjalizował się chociażby Bruce Springsteen. Wszystko to wydłużone do długich, wielominutowych kompozycji tworzy niezwykle spójny koncept. Tak właśnie powinna brzmieć muzyka końca lata!