Notatnik kulturalny #21

24 października 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Tamagotchi” Coals
Agora S.A.

 

Elektroniki u nas w kraju pod dostatkiem, w dodatku prężnie się rozwijającej. Myślę, że to od paru lat najciekawsza karta muzyczna w Polsce, która posiada wielu świetnych artystów, których śmiało można byłoby ustawić obok zagranicznych graczy. Głównie przeważają u nas damsko-męskie duety. Dziś do współczesnych klasków jak Rebeka, The Dumplings czy XXANAXX dołącza Coals, który po latach grania na festiwalach wreszcie wydaje debiutancki album. Dodajmy rozbijając ranking na jedną z najważniejszych płyt tego roku. Te cudowne dzieciaki łączą w swojej muzyce całą kwintesencję muzyki lat 90., pokolenia millenilasów, które wychowało się w kulturze rave. Ich teledyski jakby odtwarzane z kaset video są oniryczne, niepokojące z pogranicza filmów Davida Lyncha. Muzycznie jest podobnie. Gatunkowy melanż, wprowadzający słuchacza w ekscytujący stan, łączący ze sobą synth-popowe dźwięki z elementami alternatywnego hip-hopu. Futurystyczna, nostalgiczna podróż do czasów, kiedy rządziło nami MTV i tytułowe tamagotchi. Uzależniająca rewelacja!

„Moja Walka” reż. Michał Borczuch
TR Warszawa

Widzowie, którzy mieli do czynienia z teatrem Michała Borczucha wiedzą, że nie proponuje on w teatrze klasycznej narracji, a jedynie strzępki, elementy, które widz układa sobie w całość. Jest w tym coś niezwykle intrygującego, chociaż nie jest to sztuka dla wszystkich. Taki teatr z pogranicza awangardy, poszukiwań. Podobną konwencję przyjął przy realizacji Mojej walki, będącej przeniesieniem na scenę sześciotomowego dzieła Karla Ove Knausgårda. Walka z życiem głównego bohatera nie różni się zbytnio od tej, z którą mierzy się każdy człowiek. To strumień świadomości egzystencji, ciągnący się każdego dnia, który serwuje nam wzloty i upadki, fascynacje i rozczarowania. Mam wrażenie jednak, że problem przemijania, ale i przeżywania życia bardziej zrozumiał Borczuch, niż sam autor, który rozlał się na wielu stronach, by momentami zwyczajnie nużyć czytelnika. W spektaklu jest wręcz przeciwnie. To czyste sedno problemu, kilkugodzinny, fascynujący seans na kozetce u terapeuty. Ale przejdzie go tylko ten widz, który otworzy się po pierwsze na siebie, a w drugiej kolejności na teatr przekazujący jakąś myśl. Czyli sztuka dziś niestety niszowa, dla ekshibicjonistów. Dla odważnych super-bohaterów mierzących się z tytułową walką, prozą życia, która chociaż udajemy, że jest inaczej wygląda dokładanie tak samo beznadziejnie jak świetnie wykreowany przez Borczucha świat głównego bohatera spektaklu.

 „Inne ochoty. Jerzy Pilch w rozmowach z Eweliną Pietrowiak Część 2.”
Wydawnictwo Literackie

Pierwsza cześć zapisu rozmowy reżyserki teatralnej Eweliny Pietrowiak z mistrzem słowa Jerzym Pilchem okazała się bestsellerem. Było więc pewne, że w niedalekiej przyszłości nastąpi jej kontynuacja. Na całe szczęście druga część nie traci na wartości, a nawet jest ciekawsza, niż jedynka. Snująca pełnokrwisty, wciągający portret bohatera, dojrzałego mężczyzny. To książka idealna na jesień, pochylająca się nad tematem samotności, przemijania, życia, które nie umeblowane tak jakbyśmy chcieli, przecieka nam przez palce. Dotykające największych ciężarów z chorobami i śmiercią na czele. Pytająca o przyszłość, plany, książka zadająca pytania nie tylko pisarzowi, ale i czytelnikom. Ale co ważne Pilch się nad sobą nie użala on prostu ma odwagę spojrzeć na siebie. Mówi wprost. Przy okazji potrafi też nieźle rozbawić zaglądając z wypiekami na twarzy do wydarzeń z pierwszych stron gazet. Drugiego takiego Pilcha nie ma. Zatem czekamy na trzecią część rozmowy!

„Eros i Psyche” reż. Barbara Wysocka
Teatr Wielki – Opera Narodowa

Barbara Wysocka kiedyś aktorka Teatru Starego, obecnie gra w zespole Powszechnego w Warszawie. Coraz częściej jednak spotkać możemy ją po stronie reżyserki, w dodatku największych warszawskich scen. Zanim przyjdzie jej zmierzyć się ze Śmiercią Dantona Georga Büchnera na scenie Teatru Narodowego, otworzyła ona nowy sezon Opery Narodowej sięgając po wydawałoby się niezbyt wdzięczny tytuł Ludomira Różyckiego. W składającej się z pięciu obrazów opery śledzimy losy, a właściwie poszukiwania spełnienia tytułowej Psyche, która podróżuje przez pięć epok m.in.: cesarstwo rzymskie, średniowiecze, aż po początek XX wieku. Wysockiej na szczęście udało się pomimo narzuconych konwencji każdej epoki wyciągnąć problem postaci szalenie dziś aktualny. Nie byłoby tej lekkości gdyby nie scenografia Bożeny Hanickiej i kostiumy Julii Kornackiej, które dopracowane są w każdym szczególe. Tutaj każdy detal, ruch, światło składa się na malowniczą całość. Jest jeszcze jeden plus, a właściwie najjaśniejszy punkt tej inscenizacji, mianowicie Joanna Freszel odtwórczyni roli Psyche. W operze wokal nie zawsze idzie w parze z aktorstwem, które niekiedy jest traktowane jako drugorzędna sprawa ocierając się momentami o przerysowanie. Joanna Freszel w Operze Narodowej jest debiutantką, ale kompletnie tego nie czuć. Wyśmienicie radzi sobie nie tylko z partiami wokalnymi, ale i tworzy mocno złożoną postać aktorską. I chociażby dla niej warto wypatrywać tego tytułu. Nieczęsto jesteśmy świadkami narodzin tak wielkiego talentu.

„Kobiety ze Lwowa” Beata Kost
Wydawnictwo Marginesy

Ostatnia matrona – Katarzyna Kossakówna, aktorka w wielkim mieście – Helena Modrzejewska, legendą opromieniona – Irena Solska, królowa – Zofia Batycka, ptak przelotny – Rita Gorgonowa, to tylko niektóre z wielu bohaterek książki Beaty Kost, które układają się w mapę Lwowa. Opowieść o historii tego fascynującego miasta, niesłusznie dziś zapomnianego, które było świadkiem narodzin wybitnych kobiet; śpiewaczek operowych, aktorek, feministek, a nawet i żołnierek. Kobiety ze Lwowa to świetnie, bardzo zgrabnie napisane historie, które choć są zaledwie kilkustronicowymi rozdziałami precyzyjnie malują portrety kobiet, o których warto wiedzieć. Kobiet do których życia warto dotrzeć. To wielkie bogactwo Lwowa, ale i naszego kraju, a życie niejednej z nich to idealny materiał na film czy deski teatru. Portrety niejednokrotnie filigranowych dziewczyn, które musiały zmagać się z przeciwnościami losu. Po prostu pasjonujące, wschodnie femmes fatales!