Notatnik kulturalny #25

20 listopada 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Najlepszy” reż. Łukasz Palkowski
Film obejrzano dzięki uprzejmości Cinema City

A miało być tak pięknie… przynajmniej wszystkie elementy układanki na to wskazywały. Reżyser bardzo udanego debiutu (Rezerwat) i przebojowych Bogów ponownie zanurzył się w historii mającej dać widzowi nadzieję. Przypomniał biografię Jerzego Górskiego (Jakub Gierszał) mistrza świata w podwójnym triatlonie. Ale zanim doszło do spektakularnego finiszu sportowiec przeszedł drogę, która niejednokrotnie ocierała się o granicę śmierci. Uzależniony od narkotyków wielokrotnie igrał z życiem, bez perspektyw, celu, żył by się zaćpać. Ale zdarzył się cud i w wyniku terapii odkrył w sobie ducha walki, by pokonać nałóg i przejść przez życie zwycięsko. To co razi najmocniej to pierwsza część filmu, będąca zapisem „ćpuńskiego” etapu naszego bohatera. Jest w niej za dużo epatowania dramatem, łapania widza na przerażającym nie tylko fizycznie bohaterze, ociera się to wszystko o groteskę. Jest to tak złe, jak źle dobrane są w tym filmie peruki, jak przesadzona jest charakteryzacja, która raczej powodowała na mej twarzy uśmiech, niż współczucie. Im dalej tym znacznie lepiej, aż chciałoby się więcej scen, w których czuć ducha walki, przemiany fizycznej. Niestety postawiono na ozdobniki, które może i za oceanem się sprawdzają, ale Polska to nie filmowa fabryka snów. Pomijając wszystkie niedoskonałości jedno jest istotne, w dzisiejszych czasach potrzeba nam takiego superbohatera. Widzowie z pewnością w Górskim/Gierszale się zakochają, ja niekoniecznie.

„Dick4Dick is a Woo!Man” Dick4Dick
Mystic Production

Jak oni to robią, że wciąż potrafią zarażać swoją szaloną energią? Dicki na naszym podwórku rozkręcają niecodzienne dyskoteki już ponad dekadę. Na swoim koncie mają sześć niezwykle udanych płyt i markę zespołu, którego się zwyczajnie nie da z nikim innym porównać. Oni są po prostu pozytywnie popieprzeni! Siódmy krążek Dick4Dick is a Woo!Man według zapowiedzi miał być powrotem do pierwszych dokonań chłopaków, ich kwintesencją. Poniekąd tak jest, to wciąż przepyszna zabawa w elektronikę, z której wychodzą futurystyczne cuda. Ale nowy materiał nawiązując do tytułu to także przewrotka czy w zasadzie spory krok na przód. Bogactwo dźwięków, pełne syntezatorów i gości, a ściślej kobiet (m.in.: Natalia Nykiel, Marsija, Ania Ołdak), które dopełniają ten album. To zdecydowania ich najlepsza płyta, niby wciąż zabawa w muzykę, ale jakby tym razem spójna,  przemyślana. Z Dickami trzeba spędzić te zimę! Chłopaki tym krążkiem zrobią Wam dobrze!

„Rest” Charlotte Gainsbourg
Warner Music Poland

Niezły numer wywinęła nam Charlotte Gainsbourg. Piosenkarka, ale i przede wszystkich niezwykle ceniona aktorka (m.in.: Melancholia, Antychryst, Nimfomanka) postanowiła zamknąć kończący się rok płytą, przed którą nie da się przejść obojętnie. To po prostu wpada w ucho. Do współpracy nad nowym albumem artystka zaprosiła nazwiska z pozoru do siebie niepasujące. Mamy więc z jednej strony Paula McCartney’a, Owena Palletta, z drugiej pojawił się sam Guy-Manuel de Homem-Christo z Daft Punk czy Sebastian odpowiadający za wiele wyprodukowanych albumów z gatunku french-electro. Do tego mariażu popowych melodii, w których najmocniej przebija elektroniczne brzmienie, Gainsbourg dorzuca też niecodzienne teksty, w tym chociażby poezję Sylvii Plath (tytułowy Rest) czy teksty cenionego pisarza Michela Houellebecqa. Jest w tym krążku coś niezwykle francuskiego i nie chodzi wcale o teksty zaśpiewane w tym języku. To lekkość, czystość, poezja… wszystko w najlepszym popowym wydaniu. Chociaż nie jest to wesoły materiał, raczej przelanie tego, czego doświadczyła artystka w ostatnim czasie (m.in. śmierć siostry). Legendarny Serge Gainsbourg byłby dumny z nowego albumu córki!

„Psie serce” reż. Maciej Englert
Teatr Współczesny w Warszawie

Długo czekaliśmy na tę premierę, w zasadzie prawie rok. Przekładana z powodu choroby aktora realizacja Psiego serca Michaiła Bułhakowa ostrzyła apetyt na coś wielkiego. Na powrót do niezapomnianych dzieł reżysera z końca lat 80., na czele z wybitnym Mistrzem i Małgorzatą. Premiera to tym bardziej istotna, że dająca nadzieję na przywrócenie świetności scenie, która jak wspomniałem niegdyś była jedną z najistotniejszych scen w Polsce. Dziś porasta zwyczajnie kurzem, prezentując takie kurioza jak zeszłoroczny Czas barbarzyńców. Niestety ponownie się nie udało. Tę archaiczną realizację ogląda się tylko dla Borysa Szyca, który po raz kolejny udowadnia, że ma w sobie niezwykłą elastyczność i potrafi jak nikt bawić się rolą, formą… tym razem grając kundla. Reszta zapomniała zwyczajnie poluzować za ciasny „gorset”, to wszystko jest tutaj tak na poważnie, tak sztampowo… Wypadałoby pójść naprzód, wychylić głowę i zdobyć się na większą odwagę. Stworzyć teatr klasyczny, ale przekazujący jakąś myśl, bez fajerwerków, ale jednak nawiązujący do nazwy – współczesny, taki jaki tworzył dawniej Erwin Axer. Wielka szkoda… to taki aktualny tekst.

 „Kryptonim Frankenstein” Przemysław Semczuk
Wydawnictwo W.A.B.

Moda na morderstwa w naszym kraju trawa, a ściślej na książki, realizacje filmowe, seriale, które dotykają tego tematu. Polubiliśmy historie, w których autorzy zagłębiają się w psychikę mordercy i próbują wyjaśnić, albo przynajmniej przybliżyć nam bardziej barbarzyństwo ich czynów. Przemysław Semczuk przypomina postać seryjnego mordercy kobiet, Joachima Knychały, który w latach 70. i 80. grasował na Śląsku. To przypadek przerażający, mający w sobie pełno agresji i niechęci do kobiet. Ale Semczuk nie tworzy tylko powieści kryminalnej czy psychologicznej. Nie jest to tylko rzetelne odtworzenie wydarzeń opisujących zło, które rodzi się w człowieku w wyniku kolejnych doświadczeń. To cenne reporterskie spojrzenie na obraz robotniczego Śląska, idąc dalej naszego kraju zalanego wódką, brudnego, upaćkanego w błocie, pełnego przemocy. Nic się nie zmieniło. Frankenstein wciąż grasuje. W końcu nikt nie rodzi się zły, zło kształtuje się w nas przez lata.