Notatnik kulturalny #26

27 listopada 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

  • W kinach rewelacyjny debiut Piotra Domalewskiego Cicha Noc, który zgarnął masę nagród na tegorocznym festiwalu w Gdyni, w tym Złote Lwy dla najlepszego filmu
  • Kenneth Branagh autor znakomitych szekspirowskich ekranizacji tym razem sięgnął do brytyjskiej klasyki literatury szpiegowskiej. Nakręcił jeszcze raz Morderstwo w Orient Expressie według powieści Agathy Christie z naprawdę gwiazdorską obsadą
  • Legendarny głos, wielkie przeboje i Aretha Franklin w czystej postaci, tym razem z udziałem orkiestry symfonicznej. Wszystko to z okazji imponującego jubileuszu
  • Głos ludzki Mai Kleczewskiej na postawie monodramu Jeana Cocteau powraca na scenę Teatru Wielkiego. To nie opera, to prawdziwy dreszczowiec!

„Cicha Noc” reż. Piotr Domalewski
Film obejrzano dzięki uprzejmości Cinema City

Polska zaczyna się 20 km za Warszawą. Polska zalana wódką, oblepiona błotem. Niby wszystko to wiemy, niby znamy ten język już chociażby z filmów Wojciecha Smarzowskiego, a jednak debiut Piotra Domalewskiego jest tak unikalny. Mamy więc wielopokoleniową, polską rodzinę, która zderza się ze sobą przy okazji świąt, w tym wypadku Bożego Narodzenia. I jak to często bywa, świętość przeradza się w istotny koszmar. A ludzie raz do roku przemawiają… ludzkim głosem. Reżyser zupełnie inaczej, niż Smarzowski porzuca całą tą groteskowość na rzecz czystej prawdy. To klatka ze sfrustrowanymi bestiami. Tutaj mamy surowość w czystej postaci, odarcie z masek i wyrzucenie na tacy czystych emocji, których ciągle nie potrafimy przed sobą odkrywać. Film zbudowany jest na mistrzowskim aktorstwie, gdzie każdy aktor składa się na ważny element tej pesymistycznej układanki. Każdy aktor gra do tej samej bramki, by wymienić chociażby Agnieszkę Suchorę, która stworzyła jedną z najpiękniejszych żeńskich kreacji ostatnich lat w kinie. W jej matce Teresie zawarty został cały portret naszego kraju, niezwykle pracowity, próbujący podtrzymywać wymierającą tradycję, ale jakże smutny, pozbawiony uśmiechu, celu… przegrany? To najważniejszy polski film roku.

„Morderstwo w Orient Expressie” reż. Kenneth Branagh
Imperial – Cinepix

Agatha Christie się nie starzeje, w jej kryminałach rozkochują się kolejne pokolenia czytelników. W kinie w ostatnich latach całkowicie pominięta. Kenneth Branagh – jeden z najważniejszych szekspirowskich aktorów, ale także reżyser ekranizacji Hamleta, Wiele hałasu o nic czy Henryka V postanowił przypomnieć o tym literackim fenomenie. Zaprosił na plan aktorów, o których niejeden reżyser mógłby pomarzyć: Judi Dench, Penelope Cruz, Willem Dafoe, Johnny Depp czy Michelle Pfeiffer. Warto jeszcze dodać, że o udział w tym filmie zawzięcie ubiegała się cała masa innych nazwisk z Charlize Theron i Angeliną Jolie na czele. Znaczy, że mamy sukces? Niestety efekt jest zupełnie odwrotny. Po raz kolejny przekonujemy się, że podgrzane drugi raz to samo wyborne danie już tak nie smakuje. Całość jest zwyczajnie przyzwoita, scenki przeplatają się ze sobą, aktorzy grają dość udanie, ale to wszystko… bez polotu. Ubrane to w patetyczne tony, kostiumy, peruki, pudry i nieznośnie ciężką muzykę. Tak jakby zapomniano, że ten gatunek to niezwykła zabawa formą, a nie robienie czegoś na serio. Zupełnie inaczej, niż w znacznie skromniejszym, ale jak znakomicie przełożonym szpiegowskim serialu Sherlock. Pozostaje więc jak zawsze niezawodna książka, film można sobie podarować.

“A Brand New Me: Aretha Franklin With The Royal Philharmonic Orchestra” Aretha Franklin
Warner Music

Niby kolejna kompilacja, która ma przybliżyć nam najważniejszy obecnie głos w muzycznym świecie. Pewnie też jeden z najważniejszych jaki muzyka od losu mogła otrzymać. Aretha Franklin to niekwestionowana królowa czarnych brzmień. Zawsze z niezwykłą lekkością i zabawą tworzy swoje muzyczne opowieści. Opowieści, w których nierzadko poruszane są ciężkie tematy. W tym roku minęło 50 lat od wydania jej przełomowego albumu I Never Loved a Man the Way I Love You, na którym znalazł się taki evergreen jak Respect. Warto też dodać, że był to jedenasty krążek artystki, a jej debiut przypadł dekadę wcześniej… Czy jest ktoś, kto tak aktywnie działa na scenie muzycznej od 60 lat? Jubileuszowe wydawnictwo to zbiór największych przebojów Arethy nagranych z orkiestrą symfoniczną w legendarnym Abbey Road Studios w Londynie. Wspomniane Respect, Think, I Say A Little Prayer, A Natural Woman… te piosenki nigdy się nie zestarzeją. Może nawet dziś, szczególnie w Ameryce są jeszcze bardziej aktualne, niż kiedykolwiek.

„Głos Ludzki” reż. Maja Kleczewska
Teatr Wielki – Opera Narodowa

Ta opera miała co prawda premierę w zeszłym roku, ale na całe szczęście wraca na afisze. Wówczas zagrana tylko trzy razy, powraca co jakiś czas, by ponownie nas zaniepokoić. Na kameralnej scenie im. Młynarskiego, przez niewiele ponad godzinę mamy do czynienia z ucztą, która wychodzi poza sztywne ramy opery. Maja Kleczewska tym razem sięgnęła po La voix humaine, jednoaktową operę Francisa Poulenca na podstawie monodramu Jeana Cocteau z 1930 roku. A jak to u Cocteau bywa upływający czas niema znaczenia w zderzeniu się z bólem zranionego człowieka. W tym wypadku kobiety, która opowiada nam historię swojego burzliwego związku, a ściślej telefonicznych rozmów, w które co chwila wdziera się suspens. Reżyserka stworzyła operę, która posiada w sobie wiele płaszczyzn. Formalnie wygrywa w każdej minucie tworząc dzieło totalne. Będące jak wyciągnięty kadr z Zagubionej autostrady Davida Lyncha. Taki operowy dreszczowiec! Prócz partii wybitnie wyśpiewanych przez Joannę Woś dostajemy i niezwykle sensualne, ale także niepokojące sceny taneczne, projekcje wideo, no i tą słynną, gęstą, czerwoną krew. Ale dla wyznawców Kleczewskiej to znane ozdobniki, które tym razem w operze sprawdziły się perfekcyjnie. Wszystko to zestawione w kontraście z muzyką zagraną wyłącznie na fortepianie, a tak dosadnie wyciąga całą tą makabryczną tragedię głównej bohaterki. Nieczęsto zdarzają się opery pełne napięcia, w których ból przeżywany przez solistów rzeczywiście nas dotyka, przeszywa. To niezwykle ludzka opera.