Notatnik kulturalny #27

4 grudnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

  • Po dwóch niezwykle eksperymentalnych, wręcz monumentalnych płytach Bjork powraca z albumem Utopia i subtelnie opowiada na nim o miłości w czasach Tindera i internetowych aplikacji
  • Awangarda w Muzeum Narodowym w Warszawie, tak w skrócie można podsumować najnowszą wystawę, na którą składają się prace chociażby Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego), Henryka Stażewskiego czy Władysława Strzemińskiego
  • W kinach jak co roku pojawia się nowy tytuł od Woody Allena. Tym razem przenosimy się na obrzeża Nowego Jorku lat 50. W obsadzie Kate Winslet, Juno Temple i sam Justin Timberlake
  • W warszawskim Teatrze Powszechnym, każdy kolejny tytuł zaskakuje widzów. Spektakl Upadanie chociaż niezwykle mocny literacko, formalnie niespodziewanie klasyczny

“Utopia” Bjork
Mystic Production

Określić jej muzykę jest niezwykle trudno, czy to jeszcze pop czy już prawdziwa awangarda? Ale ciągle poszukującej, świeżej, rozwijającej się od trzech dekad artystce chyba niespecjalnie zależy na tych szufladkach. Zwyczajnie robi swoje i trzeba przyznać, że jest w tym niezastąpiona. Na dziewiątej płycie Utopia snuje opowieść przerażającą, ale niezwykle aktualną. Zatapia się w świecie, gdzie miłość sprowadza się do aplikacji komórkowych, to miłość w czasach Tindera. I choć tekstowo mamy do czynienia z niezwykle bolesnymi momentami opowiadaniami, czy wręcz tezami, tak muzycznie Bjork dawno niebyła tak minimalistyczna i poetycka. Na tym organicznym, baśniowym albumie technologię i postęp świata kontrastuje z naturą, przenosi nas na wyspę pełną egotycznych ptaków. To właśnie motyw fletów jest dźwiękiem przewodnim tego albumu. Albumu, gdzie muzyka elektroniczna, industrialna przeplata się z klasyczną, pełną tragizmu, a nawet i mistycyzmu. I choć utopijny obraz od Bjork może wielu zachwycać to jednak opisana w nim miłość w czasach technologicznej zarazy powinna być raczej przestrogą dla młodego pokolenia. Utopia jest jak modlitwa o inne jutro. Bjork to artystka totalna, która w porównaniu do swoich poprzednich dwóch albumów tym razem potwierdziła, że mniej oznacza więcej!

Miejska rewolta. Awangarda w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie

Do 21 stycznia nadchodzącego nowego roku będziemy mogli podziwiać w warszawskim Muzeum Narodowym wielką awangardę. Rozwój awangardowych idei od ekspresjonizmu i formizmu, przez konstruktywizm, aż po surrealizm. Wszystko to co powstało w duchu odzyskania przez Polskę niepodległości w 1918 roku. Zebrane zostały dzieła artystów współtworzących środowiska awangardowe II Rzeczypospolitej w największych miastach: Warszawie, Lwowie, Krakowie, Łodzi i Poznaniu. To mapa relacji, jakie nawiązywali między sobą tacy artyści jak chociażby: Henryk Stażewski, Władysław Strzemiński, Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy), Tytus Czyżewski czy Andrzej Pronaszko. Prace zaprezentowane na obecnej wystawie wykonane są wyłącznie na papierze. Wśród nich rysunki, grafiki, fotomontaże, fotogramy, a także nowoczesne typografie czasopism i książek. Zarówno powrót do tego okresu w sztuce, ale także do nazwisk poniekąd mocno w ostatnim czasie przypominanych może wydawać się powieleniem tematu. Jednak prawdziwe bogactwo wystawy wśród, której znalazły się prace nigdy wcześniej niewystawiane lub niezwykle rzadko stanowi o jej unikalności. To najlepsze co mogło się przytrafić sztuce ówczesnego okresu. Prawdziwa rewolta w Muzeum!

„Na karuzeli życia” reż. Woody Allen
Film obejrzano dzięki uprzejmości Cinema City

Z Woodym Allenem podobnie jest jak z Meryl Streep, co roku dostajemy od nich film, którym połowa świata się zachwyca, druga połowa wykrzykuje: znowu oni! Należę do tej drugiej, mniej entuzjastycznej grupy widzów. Od czasu Blue Jasmine nie nakręcił on nic specjalnie wartościowego, kolejne tytuły były raczej mdłe, zgrane scenariusze i bohaterowie znani z poprzednich filmów mistrza kina. Ale mimo kręcenia jednego filmu rocznie od ponad czterech dekad (!!!) Allen potrafi raz na kilka lat wyjść przed swój szereg. Może nie powinien tyle kręcić? W swoim najnowszym filmie przenosi się tym razem na obrzeża Nowego Jorku, a ściślej do Coney Island lat 50. W tej bajkowej scenerii (scenografia i zdjęcia zasługują na największe laury) splata ze sobą losy czterech bohaterów, których proza życia niezwykle dobija. Na karuzeli życia to przede wszystkim niesamowity koncert aktorski w wykonaniu Kate Winslet. Świadoma, pełna bogactwa warsztatu aktorka tworzy portret kobiety niezwykle tragiczny i śmieszny zarazem. Potrafi być bezsilna, melodramatyczna, walcząca o rozpadający się dom, a jeszcze w innej scenie zachowywać się jak trzpiotka czy wariatka. To ciągła jazda na ostrej krawędzi, która udaje się tylko tym najlepszym. Jest w tym filmie sporo teatralności, duch  dramatów Tennessee Williamsa, ale przez tę formę ten dramat jeszcze bardziej wybrzmiewa. To nie jest naiwne kino, którego przyzwyczaił nas Allen w ostatnich latach, to bolesna prawda ubrana w kartonowe dekoracje, takie za jakie chowamy nasze życia. Zwyczajnie wszyscy chcą być kochani, ale nikt nie chce kochać.

„Upadanie” reż. Árpád Schilling
Teatr Powszechny w Warszawie

Polska rodzina jest niezwykle bogatym kąskiem dla twórców, co możemy zauważyć w wielu dziedzinach sztuki. Oczywiście idąc dalej chodzi o naszą tożsamość, przywary, wartości czy po prostu naszą polską dulszczyznę. Jak my to kochamy! Także, nie ma się z czego cieszyć, a raczej sobie współczuć. W warszawskim Teatrze Powszechnym z tym tematem zmierzyliśmy się ponownie, tym razem z pomocą węgierskiego reżysera Árpáda Schillinga. W mocno komediowym Upadaniu z dystansem przygląda się on swoim bohaterom, którzy niechcianą ciążę, orientację seksualną, wiarę czy samotność będą musieli skonfrontować z narzuconymi zmianami społecznymi. Kiedyś Krzysztof Zanussi w filmie Życie rodzinne namalował wstrząsający obraz rozpadu inteligenckiej rodziny mierzącej się z zmianami jakie zachodziły w wartościach nowego pokolenia. Dziś taki obraz rodziny jawi Schilling, rodziny, która mierzy się ze światem skręcającym w niewłaściwą stroną. To obraz zbiorowego upadania. Niezwykle mocny merytorycznie czy literacko to spektakl, formalnie zaś niespodziewanie klasyczny. Ten teatr nigdy nie przestanie zaskakiwać i chyba oto w sztuce chodzi.