Notatnik kulturalny #30

8 stycznia 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

 

„I tak Cię kocham” reż. Michael Showalter

Gutek Film

Ze sloganami od dystrybutorów jest niebezpiecznie. Przeważnie nie mają pokrycia w tym, co widzimy na ekranie. Najnowszy film Michaela Showaltera reklamowały hasła typu: „najlepsza komedia romantyczna dekady”. Na samą myśl już mdliło, odpychało. A jednak racji w tym całkiem sporo. I tak Cię kocham to historia, która przydarzyła się naprawdę aktorowi (Kumail Nanjiani) grającemu w tym filmie… siebie. Historia miłości białej dziewczyny i chłopaka z konserwatywnej rodziny pakistańskiej, która nachalnie stara się znaleźć mu partnerkę, zgodnie z tradycją i religią. Problem w tym, że Kumail żyje już w innej społeczności, jest taki jak większość amerykańskich facetów w jego wieku. Chodzi na randki, zarabia jako kierowca Ubera, a w wolnych chwilach występuje jako stand-uper. Zgrzyt między nim a szczególnie troskliwą matką murowany. Ten film niesie ze sobą wiele pytań, nie tylko o miłość bez uprzedzeń i społecznych barier, ale także pytanie o tożsamość imigrantów, których przecież na świecie coraz więcej, a w Ameryce to już tym bardziej. Film stawia także pytanie o tożsamość każdego z nas. Inteligentne, ciepłe, niezwykle zabawne to kino, które przywraca wiarę w miłość. Po tym filmie zwyczajnie chcę się zakochać!

„The Florida Project” reż. Sean Baker

M2 Films

Amerykański sen, jak wiemy, jest tylko mitem. Często konfrontacja z nim nie należy do najprzyjemniejszych, właściwie to horror. Już dawno przestano widzieć Amerykę jako krainę mlekiem i miodem płynącą. A może tak naprawdę nigdy tak nie było? Z tym mitem mierzy się też reżyser Sean Baker, który pokazuje rzeczywistość taką, jaka jest. Oto motel Magic Castle, gdzieś na obrzeżach Disneylandu, w którym mieszka wraz z matką i swoim przyjacielem Scootym, główna bohaterka, czteroletnia Moonee. To takie życie sielskie-anielskie, bez konkretnego celu. Baker wraz z bohaterami nakłada nam na nos różowe okulary i momentami daje się ponieść światu pełnemu magii, ale też w tej cukierkowej krainie jest niezwykle ostrożny. Niewinność i dziecięca naiwność kontrastuje z narkotykami, alkoholem, prostytucją i podstarzałymi pedofilami. Codzienność zamknięta w mydlanej bańce. Świetnie i naturalnie sportretowana i zagrana przez dziecięcych aktorów, ale i znakomitego Willem’a Dafoe, któremu już wróży się Oscara. Wyborna to filmowa uczta, mimo wszystko przywracająca wiarę w lepsze jutro.

“Maria Anto”

Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki w Warszawie

Maria Anto to jedna z najważniejszych polskich malarek powojennych, której okres twórczy przypadał na lata 60. i 70. Nazywana polską Fridą Khalo, dziś nieco niesłusznie zapomniana. Z jej twórczością przychodzi nam się zmierzyć na pierwszej tak obszernej wystawie przygotowanej przez warszawską Zachętę. Składa się na nią ok. 60 obrazów (portretów indywidualnych i zbiorowych, przedstawień zwierząt, scen alegorycznych i krajobrazów), rysunki oraz wybór archiwaliów. Wszystko to porusza się po obszarach surrealizmu, pełnego metaforycznych odniesień i znaków zapytania. To baśniowy świat, pełen brutalności, który warto poznać.  Prace zmarłej dekadę temu artystki będzie można podziwiać do 4 lutego.

„No One Ever Really Dies” N.E.R.D.

Sony Music

W grudniu, przed świętami, premier płytowych jak na lekarstwo. Raczej królują świąteczne kompilacje. Jednym słowem, nieciekawie. To też nie jest najlepszy czas na premierę nowego albumu, który raczej zginie w zalewie bożonarodzeniowych składanek, no chyba, że jest się Beyonce, której nic nie jest straszne. Nowy krążek N.E.R.D. w tej gorączce niestety przepadł i został praktycznie całkowicie niezauważony. Szkoda, tym bardziej, że Pharell Williams i jego koledzy nagrali naprawdę dobry krążek. Na No One Ever Really Dies dostajemy porcję dobrze znanych brzmień z poprzednich albumów grupy. Tłuste i gęste, pełne funku, hip-hopu, rocka i elektroniki. Takie zadziorne, pieprzne i mocno rozerotyzowane. A jednak, w odróżnieniu od krążka sprzed siedmiu lat, ich nowa porcja muzyki jest niezwykle świeża. To wszystko już dostajmy w pierwszym, singlowym kawałku Lemon, w którym gościnnie wystąpiła Rihanna. Zresztą gości jest tu niezwykle dużo,od Kendricka Lamara, M.I.A., aż po Andre 3000 czy Future. Chłopaki dobrze wiedzą jak zadbać o tempo na albumie, przy tym ciągle mocno trzymając słuchacza za pysk. Są konkretni w tym co robią, jak mało kto. Tacy rockandrollowcy czarnych brzmień.