Notatnik kulturalny #4

26 czerwca 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Międzymorze” Ziemowit Szczerek
Wydawnictwo Czarne

Z książki na książkę rodzi się nowy mistrz reportażu, który rozkochuje nas w podróżach po Europie. Tej mniej znanej, Wschodniej, Środkowej, zatrzymanej nie tyle w czasie, co w świadomości ludzi. Podobnie jak Andrzej Stasiuk, Szczerek odkrywa przed nami miejsca, których nie znajdziemy w katalogach podróży, które są najprawdziwszym obrazem kondycji Europy. Spotyka ludzi, zadaje im proste pytania, podpatruje codzienność, przy okazji odwiedza miejsca zapomniane przez Zachód. Wszystko to świetnie i lekko napisane, nie miażdżąc czytelnika ciężarem tragedii, on jedynie podaje nam elementy, które tworzą układankę, w której człowiek znajduję się u progu wielkich przemian. Oto niewielki, znaczący fragment: „Dwadzieścia lat z okładem wystarczyło, żeby to wszystko, co próbowały europejskie peryferie osiągnąć poprzez przyjmowanie standardów centrum, poszło się paść. By pozostała po tym wszystkim pusta forma. Demokratyczna skorupa…” Ta książka to najlepszy przewodnik na wakacje, po jego przeczytaniu ruszajmy z plecakiem w Europę, tę prawdziwą!

„Melodrama” Lorde
Universal Music Polska

Na początku był debiut i wielki przebój Royals, posypały się też nagrody Grammy, a sam David Bowie, okrzyknął Lorde nową nadzieją muzyki, jednocześnie mianował na swojego następcę. Jak na siedemnastolatkę to wszystko wydawać by się mogło niemożliwe. Sprawdzian przyszedł dopiero przy drugim krążku. Na Melodrama młodziutka, nowozelandzka artystka robi niesamowity progres. Jest mniej zachowawcza, niż przy debiucie, eksperymentuje z muzyką mieszając gatunki. Zawiera się na tej płycie wszystko to, co najważniejsze we współczesnym popie czyli romans z elektroniką i nawiązanie do r’n’b czy soulu z lat 90., jest też miejsce dla bardziej alternatywnych brzmień i niebanalnych ballad, które były znakiem charakterystycznym przy poprzednim albumie. Rzeczywiście słuchając drugiego krążka Lorde nie da się nie uciec od porównań do Bowiego czy Kate Bush, którą wokalistka momentami bardzo przypomina. To powrót do muzyki popowej w najlepszym wydaniu, pozbawionej plastiku, kiczu i poprzyczepianych piór. Tak świadomej i dojrzałej płyty w tym wieku nie nagrała nawet Adele.

“nowOsiecka” Różni Wykonawcy
Wydawnictwo Agora

Nie lubię tego typu składanek, bo zazwyczaj nie wnoszą nic nowego, a niekiedy nawet odbierają wielkość artyście, któremu składa się hołd. Ile to już razy w ostatnich latach mieliśmy do czynienia z kompilacjami, które były zgromadzeniem tekstów Agnieszki Osieckiej? Nie da się tego policzyć. Ale to wydawnictwo jest wyjątkowe, poprzez dobór artystów, ich aranżacje, język i treść przekazu. Czuć tutaj niesamowitą wolność i ducha artystki, która unikała podziałów i stawiania barykad. Mamy tutaj niesamowitą wersję piosenki Łucji Prus Ach nie mnie jednej, którą wykonują The Dumplings, sprawiając wrażenie jakby to wyszło z pod ich ręki, podobnie z Melą Koteluk (W naszym domu nie ma drzwi), Krzysztofem Zalewskim (Chwalmy Pana) czy Misią Furtak (Zabaw się w mój świat). Ta płyta wreszcie udowadnia, że Agnieszka Osiecka była, jest i będzie artystką czy tekściarką ponadczasową.

„Umarłe miasto” reż. Mariusz Treliński
Teatr Wielki Opera Narodowa

Kończący się właśnie sezon w warszawskiej Operze Narodowej nie należał do najlepszych. Poprawna realizacja Czarodziejskiego fletu, Turka we Włoszech i bardzo zła Goplana mocno rozczarowały. A jednak finał sezonu okazał się wielkim suspensem, za którym stoi sam dyrektor Teatru Wielkiego – Mariusz Treliński. Tym razem reżyser sięgnął po wystawianą jak dotąd tylko raz w Polsce operę Umarłe miasto Ericha Wolfganga Korngolda. W tym mrocznym dziele mamy do czynienia z historią Paula mieszkającego w Brugii, który po śmierci żony, próbuje ją odnaleźć w łudząco podobnej do niej kobiecie. Tutaj obłęd miesza się z tragedią, a wszystko to ilustrowane wybitną, niezwykle filmową muzyką Korngolda. Nie bez powodu otrzymał on dwa Oscary. Film jest zresztą bardzo namacalny w interpretacji Trelińskiego, scenografia nawiązująca do filmów z lat 30.,  światło z projektora czy wreszcie sam klimat rodem z filmów Alfreda Hitchcocka czy Orsona Wellesa. Chciałoby się w nowym sezonie więcej takich konkretnych i przemyślanych realizacji.

“Lady M” reż. William Oldroyd
M2 Films

Takie niebanalne, reżyserskie debiuty lubimy najbardziej. Lady M to opowieść o młodej Katherine, która w zdominowanym przez świecie mężczyzn próbuje rozwiązać przyciasny gorset i przebić się ze swoim głosem. Sam scenariusz jak mógłby wskazywać tytuł filmu (w oryginale Lady Makbet) nie jest adaptacją dzieła Szekspira, to jedynie nawiązanie, inspiracja jedną z najbardziej fascynujących kobiet w historii literatury. To adaptacja opowiadania Powiatowa Lady Makbet Mikołaja Leskowa, którą scenarzystka filmu przenosi w scenografię połowy XIX wieku. Warto też dodać, że ponad pięćdziesiąt lat temu te samo opowiadanie posłużyło za materiał do filmu w reżyserii Andrzeja Wajdy. Debiutujący tym filmem Oldroyd stawia jednak na kameralny ton, wręcz surowy, w którym cały dramat, a jednocześnie bestialstwo głównej bohaterki bardziej się uwypukla. Czekamy na więcej.