Notatnik kulturalny #43

3 kwietnia 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Kilka obcych słów po polsku” reż. Anna Smolar

Teatr Żydowski i Teatr Polski w Warszawie

Wydarzeń, a w tym wypadku spektakli o Marcu ’68, powstało w ostatnim czasie kilka. Wszystkie o tyle ważne, że podejmują rozmowę z widzami o tym co zostało przez lata przemilczane, a nawet, jak się często okazuje, podsłuchując rozmowy publiczności, całkowicie nieznane. Jedna z premier była z pewnością symboliczna, bowiem powstała ze współpracy Teatru Polskiego w Warszawie z Teatrem Żydowskim. Za reżyserię „Kilku obcych słów po polsku” odpowiada Anna Smolar, urodzona w Paryżu, córka marcowych imigrantów. I właśnie z tej perspektywy opowiedziana jest jeszcze raz ta bolesna i ważna karta naszej wspólnej historii, część zbiorowej tożsamości.

Opowiedziana z perspektywy tych, którzy zostali z tym znamieniem po swoich rodzicach. Spektakl buduje się tu piętrowo, z jednej strony dostajemy czysty zapis, niemal dokument o marcowej imigracji, z drugiej przepiękną poetyckość i grę na symbolach, jak chociażby w monologu Joanny Szurmiej-Rączyńskiej, w którą wchodzi dybuk Idy Kamińskiej, założycielki Teatru Żydowskiego. Smolar stara się wszystko ważyć, świadomie nie skręca w żadną stronę, oddaje miejsce zarówno pamięci, rozliczaniu z prawdą, jak i teraźniejszości, która w finałowej, świetnej scenie Barbary Kurzaj tworzy wyśmienitą i trafną klamrę. Jest też tu sporo kontrastów, obciążników tematu, który szczególnie w scenach wręcz kabaretowych jeszcze bardziej ostro się rysuje. Tutaj cały zespół zasługuje na pochwałę, przede wszystkim za próbę złączenia sił i dialog ponad podziałami i przynależnościami do teatrów czy środowisk. Tym językiem powinniśmy mówić wszyscy, a przynajmniej o tak istotnych sprawach.

“Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej” Cezary Łazarewicz

Wydawnictwo Czarne

Cezary Łazarewicz nagrodzony w zeszłym roku nagrodą literacką Nike za wybitny reportaż Żeby nie było śladów nie zwalnia tempa. Po tym najważniejszym w kraju laurze wydaje trzecią książkę z rzędu , w tym drugą w ciągu miesiąca (druga to napisana z Ewą Winnicką 1968. Czasy nadchodzą nowe) i potwierdza tym samym, że wraz z narzuconym tempem nie traci nic na wartości. W Koronkowej robocie autor zabiera czytelnika jeszcze raz do najsłynniejszego procesu II RP, tym samym odsłaniając nowe karty przeglądane przez bezstronne, świeże spojrzenie. Mowa oczywiście o sprawie Rity Gorgonowej skazanej za zabicie Lusi Zarembianki. Czyta się to wszystko jak najlepszej klasy kryminał. Jest to wciągająca powieść pełna detali i tak opisana, by przenieść czytelnika na miejsce i pozwolić mu na własną rękę przeprowadzić śledztwo. Lecz prócz samego śledztwa, Łazarewicz maluje obok portret zbiorowy społeczeństwa, który poddaje się psychozie ciekawości i w bezlitosny sposób walczy o poczucie sprawiedliwości, jaka by ona nie była. Jak pisze autor: poczucie tak mocne, nieraz aż nawet namiętne, dowodzi istnienia w Polsce czułego sumienia publicznego, zdolnego do reakcji zbiorowych i bardzo silnych. Jakież to aktualne! My się nic nie zmieniamy!

„Life Is Somewhere Else” Daniel Spaleniak

x-disc

Męskich głosów u nas nigdy dość, tym bardziej, że Daniel Spaleniak od kilku lat konsekwentnie podążą swoją pełną natury drogą, a przy tym wszystkim wciąż się rozwija i nas zaskakuje. Świadczy o tym chociażby zeszłoroczny sukces artysty, a mianowicie wykorzystanie jego muzyki w przeboju Netflixa, serialu Ozark. Na trzecim krążku Life Is Somewhere Else ponownie zaprasza nas w podróż, tym razem w głąb mroku, co zwiastuje przepiękny poetycki Prologue. Dalej jest jeszcze ciekawiej, znacznie intymniej. Jakby w hipnozie słucha się tych surowych, tajemniczych melodii, emocjonującej spowiedzi Daniela. Te pełne mgły dźwięki barwi się tutaj jego głosem, ale także gościnnym udziałem Katarzyny Kowalczyk, na co dzień wokalistki zespołu Coals. Spaleniak w zamykaniu emocji w dźwiękach jest niezastąpiony, robi to niemal z namaszczeniem, właściwie on je uwalnia dzięki dźwiękom. Nie da się nie poddać tej wyśmienitej płycie!

„Twarz” reż. Małgorzata Szumowska

Kino Świat

Nie jest łatwo opisać nasz kraj, który jest tak bogaty w historię, a jego mieszkańcy w tak wiele przywar czy masek. Tym bardziej łatwo nie jest, kiedy to wszystko się ze sobą teraz kotłuje i wrze, pamięć i tożsamość zaciera się z władzą kościoła, bitwą polityków czy wyjałowieniem ziemi z empatii, tolerancji i jakichkolwiek moralnych zasad. W ten gorący i bulgocący kocioł, a wręcz wulkan, który zaraz eksploduje, postanowiła zajrzeć Małgorzata Szumowska i przy okazji to wszystko na nas wylać. Szumowska, uznana komentatorka naszej szarej rzeczywistości, tym razem przygląda się polskiej prowincji ubabranej po uszy w nieczystości.

Reżyserka przygląda się historii Jacka, młodego chłopaka, który żyje gdzieś na uboczu wodząc życie outsidera. Chce on wyrwać się z zapyziałej dziury, ale ulega wypadkowi, i powraca ze zniekształconą twarzą. Powraca nie jako bohater, ale intruz, obcy, niechciany bękart. Największe i niepodważalne wartości, jak kościół i rodzina odtrącają swojego brata i nie są w stanie zaakceptować jego inności i skazy. Ta skaza rozrasta się na wszystkich i przy okazji maluje piekielnie prawdziwy portret nas wszystkich. Szumowska nie idzie linią prostą, jest niezwykle ostra w swych rysach i kreskach. Nawet może i groteskowa, tworząc dość odważną karykaturę buraczanego kraju, który zmierza donikąd. Przy tym wszystkim, pozostaje niezwykle lekka, momentami ciepła, a nawet i zabawna. Ale to śmiech przez zły. Takiego gorzkiego, wręcz cierpkiego śmiechu, dawno w polskim kinie nie było. Przynajmniej Szumowska ma odwagę!