Notatnik kulturalny #48

7 maja 2018, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Heartbreaks & Promises vol.4” Flirtini

Independent Digital

5/6

Składanki to dla mnie w muzyce zbrodnia. Nie ważne czy są kompilacją jazzowych standardów, zbiorem imprezowych hitów czy podsumowaniem typu „the best of” wielkiej legendy. Wszystko raczej sprowadza się do jednego, maszynki do zarabiania pieniędzy. No jaki sens jest zestawianie ze sobą całej masy artystów, gdzie każdy śpiewa w innym stylu? Jest jednak taki projekt, który z tą wtórnością walczy. Mowa o duecie Flirtini, za którym stoi Ment XXL i Jedynak. Po raz czwarty zaprosili nas do swojego wielkomiejskiego świata, gdzie w towarzystwie licznych gości jeszcze raz odsłaniają karty polskiej muzyki elektronicznej. Czwarta część Heartbreaks&Promises wydaje się być ich najlepszą odsłoną. To jest kwintesencja muzyki miejskiej, esencja nadwiślańskiego życia, pełna ciepłych, letnich melodii bujających w elektronicznym, często funkowym czy soulowym klimacie. Inaczej muzyka, która ma płynąć wraz z naszymi wspomnieniami, być tłem do tego, co wydarzy się w najbliższych miesiącach. Niezwykle prawdziwy i zarazem przyjemny to album, stworzony zwyczajnie z pasji do muzyki. A wszystko jak zawsze w towarzystwie śmietanki rodzimych artystów. Znajdziemy ich tu około trzydziestu. Co rzadkością i co najciekawsze, nie ma tu słabych momentów. Każdy kolejny utwór zarówno tworzy całość, jak i jest odrębnością. Wymienić należy chociażby popisowe kawałki Dawida Podsiadło, Igora, Rosalie. czy Dawida Kwiatkowskiego. Bardzo udany podręcznik do bogactwa współczesnej polskiej muzyki! 

„Geniusz Picasso”

National Geographic

3/6

Spojrzeć w przyszłość telewizji i platform internetowych napawa lekkim strachem. Powstaje taka ogromna ilość seriali, że właściwie nie ma szans na nadrobienie wszystkiego, nie ma też sensu. Pytanie też czy rzeczywiście dojdzie do tego, że Netflix zastąpi kino. Już teraz większość młodych ludzi w rubryce zainteresowania nie wpisuje kina czy teatru tylko właśnie Netflix. Tego typu produkcje rozlały się wszędzie. Swój tytuł zaproponował także w zeszłym roku kanał National Geographic, ale on za cel nie przyjął sobie tylko dostarczenie czystej rozrywki, ale i naukę. „Geniusz” to serialowa antologia największych twórców ubiegłego wieku, w której każdy sezon poświęcony jest innemu bohaterowi. Pierwszy należał do Alberta Einsteina, w którego wcielił się Geoffrey Rush, drugi zaś to Pablo Picasso. Całość skrojona jest tak, by mieściła się w granicach serialu biograficznego, a więc skrupulatne, niemal reporterskie śledzenie losów Picassa. Widzimy tu zarówno jego młodość, jak i ostatni etap życia. Szkoda tylko, że odwagi zabrakło twórcom w formie, by tę „lekcję” ubogacić i stworzyć dzieło na miarę skali talentu wielkiego Pabla Picassa. Bo gdyby nie świetny Antonio Banderas w roli wybitnego malarza, to reszta nie miałaby tu sensu i szybko byśmy zapomnieli o tym, co zobaczyliśmy.

„75×75 Dwurnik”

Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie

4/6

Edward Dwurnik urodził się w 1943 roku i w tym roku obchodzi swoje 75 urodziny. Z tej okazji sopocka Państwowa Galeria Sztuki postanowiła poświęć miejsce jednemu z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych polskich malarzy. Jak wyznaje kurator Bogusław Deptuła, sopocka wystawa stawia sobie za cel ukazanie wielkiej różnorodności i bogactwa malarskich wątków u tego jednego z najbardziej „dynamicznych” polskich malarzy. I nie można się z tym nie zgodzić. Dwurnik w swoim dorobku ma ponad 10 tys. rysunków i 3,5 tys. obrazów. Wśród kilkudziesięciu dzieł prezentowanych na wystawie znalazło się też miejsce dla niedawno odnalezionego obrazu przedstawiającego widok Chęcin z 1966 roku. W tym niewielkim fragmencie dorobku Dwurnika możemy zaobserwować to, co w jego twórczości najważniejsze, a mianowicie fascynujący i przerażający zarazem obraz naszego kraju, który malarz na przestrzeni kilku dekad wielobarwnie skomentował. Do zobaczenia koniecznie!

„Opowiadania bizarne” Olga Tokarczuk

Wydawnictwo Literackie

5/6

Wydanie nowej książki Olgi Tokarczuk zbiega się w czasie z nominacją do prestiżowej, międzynarodowej nagrody Bookera, gdzie pisarka aktualnie znajduje się w finałowej szóstce (wyniki 22 maja). Po wielkich tomiskach takich jak „Księgi Jakubowe” i „Bieguni”, wymagających ogromnego nakładu pracy pisarki, ale i czasu na uważną lekturę książki przez czytelnika, przyszedł czas na oddech. Tokarczuk powróciła tym razem do opowiadań, krótkich form, które są zarówno odrębnymi opowieściami, jak i tworzą pewną całość, tytułowe opowiadania bizarne. Bizarne z francuskiego oznacza dziwne, zmienne, ale też niezwykłe. W takie właśnie określenia ubiera świat pisarka. Jest w tym wszystkim coś niezwykłego, niepokojącego, pobudzającego nasze skryte fantazje do życia. Mimo iż tak jak chociażby w opowiadaniu „Przetwory” musimy zmierzyć się ze śmiercią bliskiej osoby. Tylko że śmierć u Tokarczuk nie oznacza końca, wręcz przeciwnie to początek do poznania tej osoby, a przez to samego siebie. To co najlepsze w literaturze Olgi Tokarczuk, to ciekawość, jaką ma w sobie pisarka czy to jak wcześniej do faktów historycznych, wiary czy też dziwności tego świata, człowieka. Tę ciekawość podsyca w sobie w swoich książkach, by chwilę później zarazić nią czytelnika. Pozornie skromnymi objętościowo „Opowiadaniami bizarnymi” najemy się do syta!