Notatnik kulturalny #8

24 lipca 2017, Jacek Górecki

Kultura

Bez sztuki życie nie miałoby sensu, dzięki niej staje się bogatsze, może czasem łatwiejsze… Dlatego co tydzień w Notatniku kulturalnym przybliżamy wam najciekawsze wydarzenia ze świata kultury, zarówno te najświeższe, jak i te, które warte są szybkiego nadrobienia.

„Boo Boo” Toro Y Moi

Pod koniec poprzedniej dekady, konkretnie w roku 2009 mało znany, niezależny muzyk, ukrywający się pod pseudonimem Toro Y Moi stał się prekursorem nowego gatunku w muzyce. Gatunek, który zapoczątkował, nazwano chillwave. To odłam muzyki elektronicznej bardzo mocno nawiązujący do ery sythpopowej lat 80., którego cechą charakterystyczną są oniryczne, proste melodie, w których przeważają syntezatory, sample czy loopy. To tak w roli krótkiego wyjaśnienia. Powracający król Toro wydał właśnie swój piąty krążek zatytułowany Boo Boo, i po kilku latach romansowania z muzyką alternatywną udowadnia, że w tym co zapoczątkował jest niekwestionowanym mistrzem. Na nowym albumie dostajemy całą kwintesencję tego gatunku, czyli delikatne kołyszące nas dźwięki z głosem, który wprawi w stan rozmarzenia, każdego słuchacza. To jest wyborna uczta!

„Ruiny i zgliszcza” Welles Tower
Wydawnictwo Karakter

O tym, że zmierzamy do wizji świata pełnych samotnych jednostek opowiadało już wielu. Taki świat bez zasad, którym karmią się twórcy. Również Welles Tower przygląda się tej pesymistycznej wizji przyszłości w swojej najnowszej książce Ruiny i zgliszcza. W mistrzowskich dziesięciu opowiadaniach przyjmuje wraz z czytelnikiem rolę obserwatora, który podgląda wszystkie bolączki i nieporadne sytuacji swoich bohaterów. Pozwala im na potknięcia, zdrady, kłótnie i bójki. Jest rewelacyjny w opisywaniu kolejnych bezsilności i smutku. Ale na całe szczęście Tower nie przygnębia, pozawala nam na empatię, zatrzymanie się i przemyślenie tego co złe. To majstersztyk literacki, który ustawia Wellesa Towera na półce najciekawszych współczesnych pisarzy, którzy prócz historii, potrafią znaleźć wyborny język w opisaniu jej.

„Olli Maki. Najszczęśliwszy dzień jego życia“ reż. Juho Kuosmanen
Gutek Film

Nagrodzony w zeszłym roku w sekcji Un Certain Regard na festiwalu w Cannes obraz Juho Kuosmanena w końcu zawitał do polskich kin. Wraz z filmem przenosimy się w czasie do lat 60., gdzie w niewielkim fińskim miasteczku rozgrywa się z pozoru zwyczajne życie głównego bohatera. Olli Maki z dnia na dzień staje się fińską gwiazdą boksu. Mierzy się nie tylko z sukcesem, ale także jego konsekwencjami. Przychodzi mu wybierać pomiędzy sukcesem zawodowym a życiem prywatnym, jest zakochany po uszy w dziewczynie, którą spotkał przypadkowo na weselu. To piękne, kameralne kino o tym, że w życiu nie można mieć wszystkiego.

OFF Festiwal w Katowicach

Jak co roku w Katowicach święto muzyki alternatywnej. Tylko pytanie, co dziś oznacza muzyka alternatywna czy raczej nawiązując do nazwy festiwalu off’owa, skoro właśnie do takiej najczęściej sięgają młodzi ludzi, masowo wymieniając się linkami do stron kolejnych artystów. Na to pytanie, jak co roku stara się nam odpowiedzieć Artur Rojek – dyrektor programowy festiwalu. Podczas tegorocznej edycji festiwalu zobaczymy zarówno wielkie legendy od Swans i PJ Harvey, po powracającą z doskonałą płytą Feist czy Jessy Lanzę, która od kilku lat jest objawieniem na elektronicznej scenie muzycznej. Będzie także spora dawka polskiej muzyki z Mitch & Mitch i Ralphem Kamińskim na czele. Z nowym projektem pojawi się także dyrektor festiwalu, który wystąpi u boku nowatorskiego zespołu Kwadrofonik.

„Głośniej niż śnieg” Stefan Hertmans
Wydawnictwo Marginesy

Stefan Hertmans znany bardzo dobrze polskim czytelnikom z poprzedniej wydanej przez wydawnictwo Marginesy książce Wojna i terpentyna. Lubi wojować, podejmować tematy świata, które non stop stają na polu bitwy. We wspomnianej książce zaglądał do okresu pierwszej wojny światowej, w najnowszej Głośniej niż śnieg przygląda się terroryzmowi. Zamachy i ogarniająca społeczeństwo panika interesują go najbardziej. Ale przy tym ciężarze aktualności stara się odpowiednio wyważyć proporcje, by nie zapominać, że czytelnik dostaje do ręki powieść, a nie suche fakty. Hertmans w swojej historii i miłości w czasach zarazy miesza gatunki, stara się odpowiednio wzruszać i budować napięcie, przeplata romans z zagadką szpiegowską. Jego najnowsza książka jest idealna na lato! Mało zobowiązująca czytelnika, ale konkretna.