ODMIENIEC

7 listopada 2017, Jacek Górecki

Kultura

Maria Komornicka to dziś postać niesłusznie zapomniana. Wielka indywidualność literacka. Poetka, prozaiczka, krytyczka oraz tłumaczka. Kobieta, która w wieku trzydziestu lat spaliła swoje suknie i ogoliła włosy. Została Piotrem Odmieńcem Włastem. Oto historia z początku ubiegłego stulecia o poszukiwaniu tożsamości… jakże dziś aktualna.

To co zostało po Marii Komornickiej jest znikome. Przetrwała zaledwie jedna „rodzinna” fotografia z 1943 roku, na której w oddali, na dalekim planie widać postać Marii ogolonej z długich włosów, w męskim, eleganckim surducie, która szaleńczo biega po ogrodzie. W dodatku jeden, namalowany portret pisarki, na którym widzimy ją z profilu. I tylko tyle. Reszta to tajemnica. Z jej twórczością literacką jest już lepiej, ale to wciąż za mało, żeby poznać kim tak naprawdę była, co spowodowało, że przyciasny gorset zamieniła na surdut. Aż chciałoby się więcej przeczytać tego talentu. Talentu, który przesiąknięty był bólem. W jednym z ostatnich tekstów napisała istotne podsumowanie swojego życia: Moja dusza jest jednym wielkim chaosem.

Jej literacki debiut przypadł dość wcześniej, miała zaledwie szesnaście lat. Szybko jednak zyskała uznanie. Ale chciała więcej, potrzebowała wolności. Wyjechała do Cambridge na studia, na tę samą uczelnię, na której wcześniej studiowała Virginia Woolf… Po powrocie do kraju zaczęła intensywnie pisać. W środowisku literackim była szanowana, miała poważane, mówili o niej kobieta wyzwolona, o postępowych poglądach, co na przełomie XIX i XX wieku było czymś naprawdę odważnym, wręcz szaleńczym. Obracała się wśród najlepszych, najważniejszych literatów w tym kraju. W 1900 roku napisała Baśnie. Psalmodie, dwa lata później Biesy, pisała także pod pseudonimem recenzje powieści swoich kolegów m.in. Stefana Żeromskiego.

To co ukształtowało ją człowieka, ale także miało wpływ na wiele późniejszych aktów desperacji to okres dzieciństwa i małżeństwo. Jako młoda dziewczynka została posądzona o prostytucję, kiedy wybiegła samotnie na ulicę przed dom (wówczas takie zachowania były dziewczynkom zakazane). Została zatrzymana przez policję i zaaresztowana. Dzieciństwo, to także ciągła rywalizacja z bratem o względy ojca. Jego śmierć była dla niej wyzwoleniem, a wraz z nim opuszczeniem rodzinnego domu i przeprowadzką do Warszawy. Za mąż wyszła za starszego o dziesięć lat Jana Lemiańskiego, dobrze zapowiadającego się poetę. Z tym, że to ona mu się oświadczyła… To co stało się podczas podróży poślubnej było zapowiedzią ich burzliwego związku. Wówczas doszło do tragedii, kiedy to zazdrosny o żonę mąż zastrzelił jej kuzyna, Komornicka zaś otrzymała dwie kulki w ramię. Jedną z nich trzymała przy sobie do końca życia. Małżeństwo ich przepełnione było kłótniami i hazardem, który doprowadził ich do ubóstwa, a w finale po dwóch latach do separacji. Ucieczką był dla niej Paryż. W Paryżu ponownie zaczęły się lęki i zaburzenia psychiczne, trafiła tam nawet do szpitala. Skandal wywoła, kiedy to na środku polskiej biblioteki odprawiała głośne modły. Z pomocą przyjechały matka i młodsza siostra. Lekarze zdiagnozowali „depresję wywołaną przepracowaniem”. Wszystko skończyło się aktem desperacji, kiedy to Komornicka zażądała usunięcia wszystkich zębów. To miało nadać jej twarzy ostrych, męskich rysów, a pozbyć się kobiecej delikatności.

Był rok 1907. Po powrocie z Paryża czuła, że dzieje się z nią coś dziwnego, niepokojącego. Rodzina uważała, że to pierwsze poważne oznaki choroby psychicznej. Wspólnie z matką podróżowała po uzdrowiskach, miała się uspokoić, lecz nawróciły się koszmary senne i zaburzenia równowagi. Nikt jej nie rozumiał. W drodze powrotnej z Kołobrzegu zatrzymały się w poznańskim hotelu Bazar, to była noc jej uwolnienia. W hotelu pokojowym najpierw spaliła wszystkie swoje suknie, by nad ranem oznajmić matce, że od tego momentu nazywać się będzie Piotr Włast Odmieniec. Z czasem pozbyła się włosów, zaczęła chodzić w męskich ubraniach. Co istotne swój pseudonim zaczerpnęła od matki, która wiele lat wcześniej podsunęła jej „Odmieńca”, gdy Maria poprosiła ją o pseudonim do podpisania recenzji. Czesław Miłosz pisał o Komornickiej, że była zjawiskiem niezwykłym, a jej poezja jest wyrazem gwałtownej obrony nieograniczonej wolności jednostki, w tym przypadku swego rodzaju superkobiety.

Komornicka bardzo często podkreślała, że akt, którego dokonała jest przemianą, przeobrażeniem, jakby zmartwychwstaniem. Lecz rodzina uważała całkowicie inaczej. Była dla nich szaleńcem, osobą chorą. Przez kilka kolejnych lat umieszczali ją oni w zakładach psychiatrycznych, szpitalach, uzdrowiskach, izolowali od świata, wmawiali, że musi się leczyć. Tam natomiast stosowali wobec niej niejednokrotnie przemoc, była poniżana, traktowana jako wybryk, śmieć. Z pomocą przyszła jej I wojna światowa, która spowodowała, że wróciła do rodzinnego Grabowa. Najpierw jednak Niemcy umieścili ją w więzieniu wraz pozostałymi pacjentami, dzięki bratu wyszła na wolność i zamieszkała u niego na strychu, a właściwie prowizorycznej dobudówce. Chodziła własnymi ścieżkami, z dala od życia rodzinnego. Była we wsi tępiona, wyśmiewana, poniżana przez dzieci, które wołały za nią: „dziad Piotr”. Myślami była jednak gdzie indziej, zawsze w męskim surducie, z cygarem w ręku. Codziennym rytuałem było zachodzenie do sklepu po herbatę i kawę, od których była uzależniona. Nie mając często pieniędzy na swoje używki kradła z domu brata sztućce czy drobne przedmioty, którymi płaciła. To był moment, kiedy Komornicka napisała najlepszą rzecz w całym swoim życiu – Xięga poezji idyllicznej. Podpisała ją jako Piotr Odmieniec Włast.

Ostatnie lata były długą egzystencją. Po II wojnie światowej Komornicka trafiła do domu starców, tam opiekowały się nią siostry zakonne. Była mocno schorowana, osamotniona. By utrzymać się przy życiu pisała listy, głównie do swojej siostry Anieli. Pod koniec życia podpisywała się znów jako Maria. Zmarła 8 marca 1949 roku w Izabelinie pod Warszawą, w Dzień Kobiet… Pochowano ją w damskiej, czarnej sukni. To było jak unieważnienie jest życiowej decyzji, wolności, a wyzwolenie się z męskiego ciała? Dziś ta postać nie jest tylko istotnym przykładem w dyskusji o tożsamość, która często zostaje nam narzucona, ale także o narzuconej roli kobiety, przed którą Komornicka się buntowała. Warto przypominać takie postaci.