Quentin Tarantino: wściekły pies kina

8 grudnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

Określenie kultowy reżyser często jest nadużywane. Taki order przyczepiany niewłaściwym osobom często nie ma pokrycia. Jeśli chodzi o Quentina Tarantino nie ma co się zastanawiać. Pulp Fiction, Kill Bill, Jackie Brown czy Bękarty Wojny to filmy, które przewróciły kino do góry nogami. Ale nie powstałyby, gdyby nie sam Quentin, który zwyczajnie nie należy do przeciętniaków.

Wszystko zaczęło się od porno. Może to niektórych zdziwić, ale to właśnie przedzieranie biletów w jednym z kalifornijskich kin wyświetlających filmy dla dorosłych było pierwszą pracą przyszłego reżysera. Ale nie zrobiło to na nim specjalnego wrażenia, dlatego z czasem ulotnił się z tego „nużącego” miejsca i zatrudnił w wypożyczali kaset VHS. Quentin zresztą zawsze chodził swoimi ścieżkami, miał wysublimowany gust i zdanie na praktycznie każdy temat. Nie podobało mu się to co całej reszcie. To zresztą mocno nacechowało pokolenie, które wychowało się na jego kinie. Indywidualizm tak w jednym słowie można to podsumować. Bunt jego rozpoczął się już w czasach edukacji szkolnej, kiedy to postanowił ją rzucić z jednego prostego powodu. Szkoła go zwyczajnie nudziła, zamiast tego spędzał czas… w kinie, oglądając jak wspomina bardzo dziwne filmy. To zostało mu do dziś, szczególnie jeśli chodzi o inspiracje, które najczęściej odnajduje w australijskim kinie klasy B… Dodam jeszcze, że brak wykształcenia nie idzie w parze z jego IQ, które jest na poziomie 160. Och ten Quentin, istny bękart kina!

Kino Tarantino zaczęło się od Wściekłych Psów. Był początek lat 90., ściślej 1992 rok. Na świecie królowały takie filmy jak Zapach Kobiety, Bodyguard, Nagi Instynkt czy Ostatni Mohikanin… no właśnie! To co pokazał Tarantino było objawieniem, świeżością, czymś co później nieudolnie próbowali naśladować jego następcy. Nieudolnie dlatego, że prócz świetnej rozrywki Quentin proponował widzowi znacznie więcej. Wiele trupów, morze krwi, niesamowite emocje, ale i kino zbudowane na wielu poziomach, o czym wspomniani następcy zapominają. Kino dynamiczne, ostre, będące głosem pokolenia dzieciaków dorastających w latach 90. Wraz z niepowtarzalnym językiem filmowym świat dostał także prześmiewce. Zaczęło się już na początku filmowego debiutu, kiedy to bohaterowie dyskutują na temat piosenki Madonny Like a Virgin. Również nie przebierającą w środkach skandalistkę to jednak zabolało. Przy nadarzającej się okazji podarowała więc Quentinowi egzemplarz swojej płyty Erotica z dopiskiem wyjaśniającym burzliwą dyskusję: „To piosenka opowiadająca o miłości, a nie o fiucie”.

Mimo upływu ponad dwudziestu lat, dla wielu Pulp Fiction, jest do dziś opus magnum amerykańskiego reżysera. To także film, który często króluje w rankingach jako jeden z najlepszych filmów w historii. To kino rozrywkowe pełne symboli i scen niezapomnianych, wręcz mistycznych, jak chociażby zatańczony twist przez Umę Thurman i Johna Travoltę do piosenki Chucka Berry’ego Never Can Tell. Takie sceny po prostu się chłonie, podobnie zresztą jak cały film. Jego premiera na festiwalu filmowym w Cannes była totalnym objawieniem, pisano w gazetach, że czegoś takiego kino jeszcze nie znało. Ta bezczelność, buntowniczość, indywidualizm zaowocowały wówczas Złotą Palmą dla reżysera, pokonując tym samym Trzy Kolory: Czerwony Krzysztofa Kieślowskiego czy Spalonych słońcem Nikity Michałkowa. Ten język miał odbicie w kolejnym tytule Quentina – Jackie Brown opowiadającym o stewardessie (Pam Grier) przewożącej nielegalnie pieniądze z Meksyku do Los Angeles.

Później przyszła pora na dwie części Kill Billa, zważywszy na uzależnienie Tarantino od komiksów i filmów kung fu to chyba było oczywiste. Ale wspomniana dylogia filmowa to dziś chyba najmniej pochlebnie oceniane przez krytyków filmy mistrza. Co nie zmienia faktu, że są kultowe. Postać jaką wykreowała Uma Thurman do dziś jest niesamowicie rozpoznawalna, a sam scenariusz filmu posłużył za inspirację chociażby w teledysku Lady Gagi i Beyonce. Nie da się wymazać Quentina Tarantino z popkultury. To jedno z najmocniejszych obecnie nazwisk. Ale i sam reżyser stara się oddawać sztuce hołd jak należy. Przemyca w swoich filmach jakąś myśl, próbuje stawiać pytania, edukować, często w sposób kontrowersyjny. Jest w tym wszystkim niezastąpiony. Wspomnę chociażby film Bękarty Wojny, kiedy snuje opowieść o Hitlerze, którego zabili żydowscy komandosi, oczywiście zabili w kinie podczas seansu. Któż inny mógłby coś takiego fantastycznego wymyślić!

To co stanowi o wyjątkowości jego filmów to niesamowite powiązania. Oczywiście każdy jego kolejny tytuł to unikalna, odrębna wypowiedź na ważny temat m.in.: rasizmu czy niewolnictwa. Jednak dla tych najwierniejszych miłośników Tarantino zawsze wplecie w filmy parę rebusów i nawiązań do innych tytułów. I tak Dr. King Schultz z Django za którego Christopher Waltz otrzymał drugiego Oscara (pierwszego otrzymał za Bękarty wojny) pojawił się pierwszy raz w drugiej części Kill Billa. Innym przykładem jest Mr. Blonde z Wściekłych Psów i Vincent Vega z Pulp Fiction. Quentin wyznał w jednym z wywiadów, że w rzeczywistości panowie są braćmi, którzy mieli nawet otrzymać swój film nazwany roboczo The Vega Brothers. Projekt upadł w fazie produkcyjnej. Nie wielu zatem mamy takich reżyserów, którzy swoją indywidualnością każdego filmu tworzyliby jakąś całość. Zresztą tutaj nie ma co się spierać, kino Tarantino należy do tych, które można rozpoznać po jednym kadrze.

Ostatnio znów zrobiło się głośno przy okazji zbliżającej się realizacji jego następnego filmu. Producentem filmowym miał być Harvey Weinstein, potęga w Hollywood. Miał być… dlatego, że w wyniku afery, w której został oskarżony o molestowanie seksualne wielu kobiet w amerykańskiej fabryce snów został przez Tarantino odsunięty. To co wywołało jeszcze większy pogłos to fakt, iż reżyser przyznał się niedawno, że co najmniej od dwóch dekad wiedział (podobnie jak większość branży filmowej) o skandalicznych czynach Weinsteina. Niemniej realizacja jego nowego tytułu nazwanego Killer Crow ruszyła pełną parą. Tym razem będzie to historia oparta o tragiczne wydarzenia związane z zabójstwem Sharon Tate, ciężarnej żony Romana Polańskiego, przez sektę Charlesa Mansona. Obraz trafi do kin 9 sierpnia 2019 roku, w 50. rocznicę morderstwa Tate. W obsadzie marzeń reżysera m.in.: Leonadro DiCaprio, Margot Robbie czy Brad Pitt. Nie pozostaje więc nic innego jak tylko czekać. I czy komuś się to podoba czy nie, kino bez Tarantino nigdy nie będzie już takie samo.