Wywiad: Artur Barciś

13 marca 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Podróż Trans-atlantykiem

Niezwykle ceniony i lubiany aktor filmowy, telewizyjny i teatralny, Artur Barciś, bo o nim mowa, szczerze porozmawiał z nami o swojej najnowszej premierze w Teatrze Ateneum. W „Trans-Atlantyku” na podstawie prozy Gombrowicza wciela się w postać posła, spoglądającego na tę pełną niepokoju rzeczywistość. Bardziej aktualniej i trafniej nie da się tego skomentować.

Jak wygląda w Pana oczach „wielkość” tego kraju, o której mówi postać polityka, którego gra Pan w „Trans-Atlantyku”?

Postać, którą gram w „Trans-Atlantyku” to jest kwintesencja kabotynizmu, polityk, któremu się wydaje, że jest bardzo ważny i dużo może, chociaż w rzeczywistości nie może nic. To wszystko jest tylko fasadą, fikcją, do której jest przyzwyczajony. Gombrowicz to fantastycznie sportretował. Ale nie widzę tam wielkości, raczej małość, karykaturę, której dziś na scenie politycznej jest wiele.

Ta karykatura zahacza wręcz o obłęd.

Ten obłęd jest przecież widoczny, widzę go codziennie słuchając czy oglądając polityków. Staram się robić to coraz rzadziej, bo zauważyłem, że przez to wpadam w jakąś depresję i beznadzieję. Dopada mnie czasem rozpacz, że przyszło mi żyć w kraju, w którym dzieją się takie rzeczy, o których jeszcze jakiś czas temu bym nawet nie pomyślał. Jak widać, widocznie zasługujemy na to jako naród.

alt Artur Barciś wywiad

To jest kara?

Nie nazwałbym tego karą. Zwyczajnie nie zauważyliśmy, że obok nas żyją ludzie, którzy nie myślą naszymi kategoriami, że chcemy być Europą, czy chcemy żeby Polska była pionierem jakiś zmian. Ja byłem dumny z tego, że zaczynamy być Zachodem. Jestem człowiekiem, który wychował się w PRL’u i większość mojego życia żyłem w kompleksie, że jesteśmy gorsi i w jakimś sensie byliśmy. Kiedy to wszystko zaczęło się zmieniać, zaczęliśmy aspirować do tego, by być częścią tamtego świata, nagle wszystko się zatrzymało i skręciło w odwrotną stronę. A przecież ten świat, wcale nie musiał nas przyjmować, otwierać przed nami drzwi. To jest tak, jak zaprasza się kogoś do salonu, ale ten gość jeszcze nie do końca wie jak się zachować, ale już wie, że trzeba mieć czyste buty i większy zasób słów niż „spoko” i „super”. Tylko niestety w tym zachwycie nie zauważyliśmy, że jest spora część ludzi, którym na tych zmianach nie zależało i zwyczajnie ich nie chcą.

Nowa premiera w Teatrze Ateneum ma być ostrzeżeniem dla widzów?

Jestem tylko elementem tego spektaklu i dialogu. Myślę, że to jest bardziej pytanie do reżysera, który odpowiada za całość. Ale tak, to jest nasze ostrzeżenie, szczególnie ostatnia część spektaklu. Kiedy zaczynaliśmy realizować „Trans-Atlantyk” jeszcze nie wiedzieliśmy, że rzeczywistość tak bardzo będzie pasowała do tego co robimy, a nawet ją wyprzedzi.

alt Artur Barciś wywiad

„Trans-Atlantyk” jest dziś szalenie aktualny, jak i cała twórczość Gombrowicza, którą dziś chce się wymazać.

Lubię Gombrowicza za tę jego ironię i krytyczny stosunek do siebie, rodaków, ale też dlatego, że widzę, że on to robi z miłości do ojczyzny. Tylko wtedy, kiedy się kogoś kocha można chcieć go naprawić. Taki jest też ten spektakl. Moja postać mówi: Polak Bogu i Naturze miły dla Cnót swoich, a głównie dla tej Rycerskości swojej, dla Odwagi swojej, Szlachetności swojej, dla Pobożności i Ufności swojej! W tym jest wielka ironia, ale wypowiadam te słowa ze łzami w oczach. Robię to świadomie. Język Gombrowicza jest przesycony tą ironią, ale proszę pamiętać, że nie ma tam szyderstwa. Co istotne w porównaniu z innymi, ostatnimi spektaklami z tzw. nurtu zaangażowanego, ten spektakl nie posiada żadnych innych słów, których nie napisałby Gombrowicz. Nie ma tutaj cytatów z gazet czy wypowiedzi celebrytów, to jest też ten szacunek do autora, ale i teatru. Nie trzeba sobie wszystkiego ułatwiać odniesieniami do współczesności, wystarczy to tylko odpowiednio zinterpretować. To jest fragment dialogu ludzi teatru z ludźmi, którzy do nas przychodzą.

Ten dialog jest możliwy?

Zawodu aktora uczyłem się w czasach, kiedy teatr był dla ludzi miejscem, w którym mogli się porozumieć. To były jedyne publiczne zgromadzenia, w których poruszało się istotne tematy. Wytwarzała się pewna więź między widzami i aktorami na scenie. Ludzie odczytywali różne aluzje, wyłapywali treści, bili brawo, żywo reagowali. Dla nas to było bardzo ważne, mieliśmy poczucie sensu i nadziei, że nie jesteśmy w tym wszystkim sami. Kiedy staliśmy się wolnym krajem przestało to funkcjonować, ponieważ wszystko było wolno mówić. Teraz znowu pojawiła się cenzura i zakazy, a teatr ponownie stał się miejscem dialogu, którego ludzie potrzebują, widać to w ich reakcji na poszczególne sceny.

alt Artur Barciś wywiad

Pan debiutował w Teatrze Ateneum w 1984 roku również w „Trans-Atlantyku” Gombrowicza. Jak bardzo różni się atmosfera pracy nad tymi dwoma spektaklami?

W tym samym czasie nakręciłem „Bez końca” Krzysztofa Kieślowskiego, który został skrajnie źle przyjęty. Pokazywał diagnozę stanu psychicznego społeczeństwa, które jest kompletnie załamane i przegrane. W teatrze takich tematów się unikało. Podobnie było z ówczesną inscenizacją „Trans-Atlantyku”, który nie był politycznym manifestem, a wystawieniem klasyki. Natomiast dzisiaj robimy to w innym celu, z konkretnym przesłaniem. Gombrowicz był po prostu geniuszem, który przewidział, że pewne zachowania w naszym narodzie się nie zmieniają.

Zagląda Pan w przyszłość?

Przyznam szczerze, że nie. Byłem kiedyś chorobliwym optymistą, wszystko widziałem zawsze w dobrych, jasnych odcieniach. Mobilizowałem ludzi do tego, by patrzyli na życie pozytywnie. Ale to wszystko się we mnie zmieniło. Dziś już nie jestem optymistą, nie potrafię nim być. Czuję, że zmierzamy w bardzo złym kierunku. Kiedyś jeszcze pisałem felietony i wypowiadałem się jako człowiek, który ma coś do powiedzenia, dziś już tego nie robię.

alt Artur Barciś wywiad

Dlaczego?

Zrozumiałem, że moje zdanie nie ma żadnego znaczenia i wpływu na ludzi. Nie ja jako aktor na scenie, tylko osoba poza kostiumem. Dla wielu ludzi jestem maską, postaciami, które gram. Oni nic więcej ode mnie nie oczekują. Dostawałem morze listów i hejtów, żebym zaprzestał pisać felietony i wypowiadać się na inne tematy. To były wręcz błagalne listy, w których ludzie nie chcieli bym się wypowiadał o polityce, która nie jest moim podwórkiem. W ich świadomości została mi przypisana rola aktora. W dodatku w świadomości masowej jestem aktorem komediowym, który nie ma prawa wypowiadać się na poważne tematy. Dlatego wycofałem się i dziś już nie potrafię być optymistą.

Gdyby miał Pan możliwość wsiąść na Trans-Atlantyk i wypłynąć stąd, to gdzie by to było?

Nie mam gdzie odpłynąć. Nie wyobrażam sobie życia poza Polską. Mógłbym być w Anglii, Australii, Ameryce, tylko że wszędzie tam czuję się obco. Ja płaczę kiedy Kamil Stoch zdobywa złoty medal, a kiedy Robert Lewandowski strzela gole nie potrafię się powstrzymać ze wzruszenia. Bo podobnie jak Gombrowicz bardzo kocham ten kraj i pewnie dlatego tak bardzo mnie boli to co się z nim teraz dzieje.

Rozmawiał: Jacek Górecki

alt Artur Barciś wywiad