Wywiad: Bela Komoszyńska (SORRY BOYS)

12 stycznia 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

O miłości, także do muzyki i pisania tekstów porozmawialiśmy z Belą Komoszyńską, wokalistką zespołu Sorry Boys, która wyznała nam, że z miłości i sztuki czerpie niewyczerpaną siłę. Sprawdzić to będziemy mogli na trwającej właśnie trasie koncertowej zespołu, zatytułowanej Amor.

Wszystkie Twoje drogi prowadzą do AMOR?

Bez miłości ciężko byłoby mi doświadczyć życia. Po prostu cieszyć się życiem. W pewnym sensie jest jak zdrowie, bez niego trudno być szczęśliwym. Pewnie to kwestia konstrukcji psychicznej, choć to, że miłość jest najważniejsza jest przecież ponadczasową, uniwersalną prawdą.

W świecie, kiedy wszystko jest dostępne, każda kontrowersja jest na wyciągniecie ręki najtrudniej przychodzi nam okazywanie uczuć.

W zawodzie artystycznym zajmuję się głównie uczuciami, ich przekazywaniem, pobudzaniem. To ciągła gra na emocjach. Ale pewnie zmierzasz do tego, że bycie człowiekiem uczuciowym w życiu codziennym kojarzone jest ze słabością, bycie twardym i rzeczowym jest synonimem “panowania nad emocjami”, dojrzałości. Choć mam wrażenie, że taki trend na szczęście już przemija. Taka postawa bywa pewnie przydatna w niektórych sytuacjach zawodowych, społecznych. Gorzej jeśli mamy problem z okazaniem uczuć najbliższym.

Na albumie Roma często snujesz opowieści o stanie, który występuje, „pomiłości”, to taka pauza przed kolejnym krokiem?

Nie myślałam o tych piosenkach jako o stanie “pomiłości”. Ale to bardzo ciekawa interpretacja. Teksty na płytę zawsze piszę w sposób bardzo intuicyjny. Dużą rolę w takim pisaniu odgrywa podświadomość i czasami sama muszę rozszyfrowywać wiadomości pisane do siebie w ten sposób. To podwójna przygoda. Czasami te podróże są dalekie, dawne wspomnienia, czasami coś z przyszłości.

W filmie Pociąg Jerzego Kawalerowicza pada takie zdanie, jakże aktualne do dziś: nikt nie chce kochać, a wszyscy chcą być kochani. Miłość to odwaga?

To zależy. Jeśli miłość przychodzi nieproszona, co wtedy? Odwagą jest ją odrzucić, czy ją przyjąć?

W zdobyciu tej odwagi może pomóc muzyka?

U mnie muzyka i miłość zawsze się przeplatają. One są po prostu nierozerwalnie związane ze sobą. Nie wiem jak w to wpleść odwagę. Ale na takim bardziej ogólnym poziomie, egzystencjalnym, myślę, że muzyka znakomicie potrafi ludziom dodawać odwagi, uwalniać, odnajdywać prawdziwe uczucia w sobie. Ma w sobie coś z leku na wszelkie złe stany.

Powiedziałaś, że zdarza Ci się, że sama musisz siebie rozszyfrować. Pisanie tekstów to jest jak dobra terapia, szczera rozmowa?

Tak, rozmowa ze sobą, ale często tym nie do końca znanym, oczywistym. To poznawanie siebie. Naturalnie mówimy o tekstach, które powstają w procesie “głębokiego natchnienia”, strumienia świadomości.

A zdarza się, że przychodzi niebezpieczny moment, jak w zawodzie aktora, że rzeczywistość i fikcja czy świat wykreowany zacierają się ze sobą?

Podczas pracy nad Romą miałam długie okresy, w których żyłam tymi piosenkami. Wszystko co się wydarzało, miało z nimi związek i na nie wpływało. Myślę, że porównanie tego stanu, do stanu aktora przygotowującego się “organicznie” do roli jest całkiem trafne.

Co chciałaś przekazać dalej na waszej najnowszej płycie?

Przede wszystkim chciałam, żeby to była płyta “jasna”, dająca nadzieję, siłę. Chciałam też, żeby była pełna miłości i sztuki, bo wierzę, że z miłości i sztuki człowiek może czerpać niewyczerpaną siłę, odbijać się od swoich słabości.

 

Rozwinięciem tej myśli są koncerty. Aktualnie trasa przybrała tytuł Amor, czego możemy się na niej spodziewać?

To są koncerty, na których gramy piosenki ze wszystkich naszych płyt, chociaż głównie z Romy, ale i połowę naszej debiutanckiej płyty, której nie graliśmy od bardzo dawna. Są też rzeczy, które gramy po raz pierwszy. Czuję tę trasę jako trasę pewnego rodzaju wolności i miłości.

Jak jest dziś z publicznością, czy w czasach kiedy połowa ludzi śledzi koncert przez aparat telefonu jest szansa na głębsze dotarcie do odbiorcy?

Nasza publiczność nie przesadza z telefonami podczas koncertów. A ja nie należę do wokalistów, którzy śpiewają z zamkniętymi oczami, zatopieni w swoim świecie. Przeciwnie, potrzebuję cały czas widzieć publiczność, patrzeć jej w oczy, czuć. I czuję!

Jakiej miłości życzysz sobie, a jakiej światu na ten nowy rok?

Prawdziwej i szczęśliwej!

Rozmawiał: Jacek Górecki

Fot. Zosia Promińska