Wywiad: Igor Brejdygant

24 listopada 2017, Jacek Górecki

Kultura

CZŁOWIEK ZAGADKA

Nie ma nic bardziej fascynującego niż umysł człowieka, tym bardziej dla pisarza. Igor Brejdygant, autor scenariuszy do takich tytułów jak Paradoks, Belle Epoque, Zbrodnia czy Palimpset, powraca z nową książką, kryminałem – Szadź. To doskonały pretekst by zagłębić się w świat pełen psychopatów.

Rozmawiał: Jacek Górecki

  • Igor Bredygant pisarz, autor scenariuszy do seriali m.in.: Zbrodnia, Ultraviolet czy Belle Epogue. Jest także reżyserem filmowym czy fotografem
  • W zeszłym roku debiutował powieścią Paradoks, napisaną na podstawie własnego scenariusza serialu dla Telewizji Polskiej z Bogusławem Lindą
  • W najnowszej powieści Szadź (wydawnictwo Marginesy) zagadkę rozwiązuje dość wcześnie, istotniejsze jest dla niego nie kto zabił, ale dlaczego

Czego boi się Igor Brejdygant?

Dawniej przede wszystkim samego siebie. Bałem się, bo miałem za sobą wiele różnych przygód w życiu, kiedy wymykałem się spod własnej kontroli. Wtedy stawało się to niebezpieczne. Na szczęście mam to już odpukać za sobą. Poza tym w życiu boje się śmierci. Przeraża mnie jak pewnie większość z nas, więc tu oryginalny nie jestem.

Pytam, dlatego, że ta książka jest zaprzeczeniem tego co jest na niej napisane „najlepszy czarny kryminał”. I na całe szczęście. To właściwie fascynujący opis psychologiczny psychopaty, który nie jest przestępcą, a w zasadzie może być dla wielu autorytetem, bohaterem.

Tajemnicą poliszynela wśród moich najbliższych jest, że łączy mnie z moim książkowym psychopatą data urodzenia (śmiech). Ale proszę się nie bać, poza tą datą nie mam z nim nic wspólnego. Powiedziałem wprawdzie na początku, że boję się siebie, ale nie jako psychopaty. Po przeciwnej stronie psychopaty znajduje się człowiek znerwicowany, wyobcowany, pełen obaw. Psychopatów zaś wyróżnia między innymi to, że niczego się nie boją, a już na pewno nie siebie…

W książce przebija u tego mężczyzny niezwykła inteligencja.

Inteligencja, przebiegłość to kolejne wyróżniki psychopaty. Inteligencja jest takiemu człowiekowi niezwykle potrzebna, może nawet najbardziej… On się nią bawi, świadomie ją wykorzystuje, rozwija ją ciągle w toku życia. Inteligencja musi być na wysokim poziomie, żeby, kiedy przyjdzie co do czego, było z czego odskoczyć. Amerykańscy naukowcy w toku rozlicznych badań udowadniają, że psychopaci, nawet jeśli są prymitywni w sensie kulturowego obycia i niewykształceni to iloraz inteligencji przeważnie mają bardzo wysoki.

W końcu nikt nie rodzi się zły…

To wielki temat, za wielki chyba na ten krótki wywiad. Ja na przykład z kilku powodów jestem przeciwnikiem kary śmierci. Po pierwsze historia pokazuje, że już nie raz skazano na śmierć kogoś przez pomyłkę. Jeżeli ktoś się pomyli skazując człowieka na dożywocie zawsze może go później wpuścić do domu, natomiast po wykonaniu wyroku śmierci skazany do domu już raczej nie pójdzie. No a druga rzecz to właśnie to, że nikt nie rodzi się zły. Osoby czyniące zło muszą być odseparowane, ale nie pozbawiane życia. To są ludzie, w których to zło się kształtuje, narasta często przez wynik doświadczeń i tego co się przytrafiło w życiu. Oczywiście nie tylko byt kształtuje świadomość, musi być też w mózgu takiego człowieka coś fizjologicznego, co go w jakimś sensie predestynuje do zostania psychopatą. Najczęściej są to elementy tożsamościowe, to skąd pochodzimy, kim byli nasi przodkowie. Tak odległych i dogłębnych pytań przy tworzeniu bohatera sobie nie zadawałem, ale myślę, że mój książkowy psychopata swój zaczyn mógł mieć w dziadku albo może gdzieś jeszcze dalej. To o czym mówię potwierdzają zresztą badania. Testowany z pomocą tomografii komputerowej czy EEG mózg psychopaty wykazuje spore oboczności,  ale znów trudno byłoby powiedzieć, na ile psychopata się z nimi urodził, a na ile wykształciły mu się w toku życia. Słowem trochę genetyka, a reszta to czynniki społeczne, formacja, najczęściej jakieś nieszczęście, przemoc, gwałt w dzieciństwie i z tego miksu może, choć też wcale nie musi, wykiełkować na przykład seryjny morderca. To złożona sprawa, nie ma chyba na szczęście prostych odpowiedzi, recept i diagnoz.

Szadź to alegoria dzisiejszego świata, w którym rządzący karmią się frustracją ludzi, którymi rządzą?

Nie przesadzałbym z tą alegoria, ale co do świata, to rzeczywiście chyba nie jest za dobrze. Po jednej stronie my z naszymi frustracjami, lękami, problemami, a po drugiej nierzadko psychopaci zgrabnie je wykorzystujący i używający do niebezpiecznej gry jaką jest władza. Jesteśmy słabi, samotni, wystraszeni, takie są obecnie prawie całe narody. Jeśli złapać takie społeczeństwo w odpowiednim momencie, to można z nim w sposób cyniczny zrobić właściwie wszystko, co się zechce.

Potrzeba autorytetów?

Ludzie są niezwykle słabi, pozornie tylko wiedzą do jakiego celu dążą, kiedy im się plan nie powiedzie, to nie potrafią sobie z tym poradzić, szukają odpowiedzi na zewnątrz. Wtedy pojawia się taki pseudo autorytet, który tak naprawdę jest po prostu cynicznym graczem. Trzeba pamiętać, że taki niezwykle inteligentny psychopata może być naszym szefem, prezesem, ministrem czy nawet prezydentem, słowem kimś komu się poddajemy, bo mu podlegamy. To nie są ludzie z marginesu jak często kryminaliści czy przestępcy. Psychopata może być dla wielu opoką i pozornym wybawieniem.

W Pana książce nadzieją na ten chaos jest kobieta.

W poprzedniej również kobieta była głównym bohaterem. Uważam, że kobiety są receptą w ogóle na wiele, a w takich czasach jak te szczególnie. Są po prostu niezbędne od psychologii po fizjologie. Na czasy, w których frustracja zaczyna przekształcać się w agresję,  kobieta ze swoją racjonalnością, zaradnością, intuicją, empatią, potrzebą budowania, a nie burzenia jest po prostu lepsza. Nie wyobrażam sobie życia bez kobiet.

Ale to jest utopia w seksistowskim świecie?

Nie, bo to tak naprawdę nie tyle chodzi o podział na kobiety i mężczyzn, co raczej o podział na pierwiastki męski i żeński. W każdej i każdym z nas jest ich po trochu, oczywiście w kobietach wciąż jeszcze siłą natury chyba pierwiastka żeńskiego jest więcej. Natomiast ja po prostu wolałbym, żeby ta nasza żeńska strona miała jak największy wpływ na opanowanie tego chaosu, bo to że coś zaczęło się z nami chrzanić jest chyba pozadyskusyjne. Swoją drogą ja w ogóle jakiś czas temu wyszedłem z taką hipotezą, że to co obserwujemy obecnie w świecie to jest jakaś kontrrewolucja męskiego pierwiastka, który w nowym układzie nie potrafił się za bardzo odnaleźć. Taka sytuacja wynika z tego, że przez setki czy tysiące lat były ustawione bardzo klarownie role społeczne. Tyle tylko, że w moim odczuciu to ustawienie było dla kobiet krzywdzące, niesprawiedliwe, i jak się nad tym chwilę dłużej zastanowić w zasadzie niczym nieuzasadnione. Białemu mężczyźnie w średnim wieku, średnio zamożnemu, mieszkającemu w środkowych Stanach Zjednoczonych, czyli klasycznemu elektorowi Donalda Trumpa zwyczajnie zaczął się usuwać grunt spod nóg. Wcześniej taki mężczyzna wykonywał swoją pracę, żona siedziała w domu i harowała, później poszła też do pracy, ale w domu harowała nadal. To jeszcze dla mężczyzny z Missouri i z Polski i z wielu innych miejsc na świecie było do zaakceptowania.  Niestety (dla mężczyzny z Missouri) w końcu doszło do tego, że kobieta zapragnęła, żeby równorzędnie ją traktować i taki mężczyzna nie posiadający zestawu umiejętności domowych, nie potrafiący wstawić prania, a nawet często zagotować wody na herbatę wpadł po prostu w panikę.

Pisanie, zagłębianie się w postać psychopaty stawało się niebezpieczne?

Na to wymyśliłem sobie taki sprytny myk, taki zawór bezpieczeństwa, że po prostu nie lubiłem mojego bohatera, przynajmniej przez większą część opowieści. Dzięki temu udawało mi się utrzymywać do niego bezpieczny dystans. On ma kilka takich cech oprócz bycia psychopatą, których ja po prostu nie znoszę u ludzi, a szczególnie u polityków. Przede wszystkim jest totalnie cyniczny. Obcując z postacią psychopaty nie starałem się usprawiedliwiać jej zachowań, bo to też i nie byłoby w ogóle możliwe, ale trochę przynajmniej próbowałem ją zrozumieć, skąd się wzięła, co się stało, że takim się stała. Czyli znowu ten fascynujący ludzki umysł.  Wracając do pytania odpowiem krótko. Zagłębiałem się w psychopatę, ale dzieliło nas szczęśliwie tak wiele, że o przejmowaniu kontroli przez bohatera nad autorem nie było mowy.

Kto zatem powinien bać się Igora Brejdyganta?

Właśnie psychopaci (śmiech). Tak naprawdę to na szczęście chyba nikt, nawet ja przestałem się już siebie bać. A to głównie dlatego, że odkryłem w sobie pierwiastek kobiecy, intuicję, trochę empatii. Korzyść jest taka oprócz wielu innych, że dzięki tej intuicji i uważności udaje mi się na przykład „z daleka” wykrywać psychopatów. Generalnie zaś trzymam się z dala od osób, które pozornie są grzeczne, spokojne, ułożone, ale pod tym idealnym płaszczykiem często gęsto  kryje się coś niedobrego. Ja nie jestem grzeczny, ani ułożony, więc nie ma co bać się Igora Brejdyganta.