Wywiad: Joanna Czeczott

23 sierpnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

MIASTO SNU

Petersburg składa się z wielu paradoksów. To miasto, które bardzo mocno odcisnęło swoje piętno chociażby w literaturze rosyjskiej. Pretekstem do porozmawiania o tym mieście snu jest wydana przez wydawnictwo Czarne książka. Jej autorka Joanna Czeczott opowiada nam o tym, jak naprawdę wygląda miłość do Petersburga.

Rozmawiał: Jacek Górecki

Na początku był Dostojewski?

Jeszcze inaczej, nieco banalnie, bo Mistrz i Małgorzata Michaiła Bułhakowa. To przeskok z dzieciństwa w bardziej dorosłą stronę. Odcięcie się od lektur typu  Ania z Zielonego Wzgórza. Po literaturze dziecięcej nie wiedziałam, w co włożyć oczy. Przeczytałam wówczas już wszystko, co było dostępne. Wtedy mama zauważyła, że przeglądam domową bibliotekę i stoję przed tymi wszystkimi książkami zagubiona, bo te tytułu mi nic nie mówią. Mama wskazała na książkę Bułhakowa, a ja się w niej zakochałam. Byłam niezwykle przejęta, że czytam książkę dla dorosłych. Potem przeczytałam pozostałe dzieła Bułhakowa, następnie Gogol, Dostojewski, aż do Tekstów Petersburskich Władimira Toporowa.

Pamiętasz jak pierwszy raz wyglądało twoje zderzenie z rzeczywistością Petersburga, która się pewnie różniła od tej opisywanej przez rosyjskich mistrzów?

To był też okres nastoletni, lata 90. Uczęszczałam wówczas do szkoły demokratycznej, która organizowała wymiany z podobną, analogiczną szkołą demokratyczną w Rosji. My jako zafascynowani i natchnieni Anną Achmatową czy Borisem Pasternakiem przyjechaliśmy do Petersburga. Mieliśmy jakieś oczekiwania, wyobrażenia. Ale lata dziewięćdziesiąte to nie był najłatwiejszy okres dla tego miasta. Ta rzeczywistość mnie przytłoczyła…

Dostojewski pisał w swoich dziennikach, że to najbardziej szare, przygnębiające miasto jakie widział…

Tak i ja je początkowo odebrałam. Miasto umarłe, pełne ludzi wypranych z twarzy. Ciekawe było też zderzenie się z tym ogromem przestrzeni, której nie dało się ogarnąć przez te kilometry. To co jednak zapamiętałam najmocniej z tej pierwszej wizyty to pochód pierwszomajowy. Dla mnie dla uczennicy liceum demokratycznego było oczywiste, że droga zachodnia jest tą odpowiednią. Nagle przede mną widok Newskiego Prospektu (główna ulica Petersburga), który zakryty był przez niezliczoną ilość czerwonych flag ze złotym sierpem i młotem. A pomiędzy ludzie unoszący do góry portrety Stalina i Lenina. To był dla mnie wstrząs, nie mogłam uwierzyć, że tak tu jest.

Tym bardziej, że dla nas był to czas pełnej wolności. Czas nowego pokolenia, wolnego.

To jest dla mnie jeden z tematów jak myślę o Petersburgu. Dotarłam w tym mieście do wielu młodych komunistów, dwudziesto, trzydziesto paroletnich. Do ludzi, dla których istotne jest podtrzymywanie wiary w komunizm. Oni dążą do jego przywrócenia. Protestują przeciwko temu, żeby Leonardo Di Caprio odtwarzał rolę Lenina, paląc jego portret, piszą listy z prośbą o kanonizację Stalina. Młodzi biznesmeni, ludzie, którzy się dorobili, stawiają mu pomniki, jak chociażby ikona pod Petersburgiem postawiona w hołdzie za dobro, które spotkało jednego z nich. Chciałam się dowiedzieć, co jest w tych ludziach, co nimi kieruje? Jaka jest pamięć o tamtych czasach, którą w sobie noszą?

Co więc kieruje dziś tymi młodymi ludźmi?

Myślę, że właśnie pamięć jest jednym z najważniejszych powodów. To jak przez lata jest ona kształtowana. Pamięć historyczna, która staje się narzędziem polityki. Stosuje oficjalne narracje, które mają trafić do każdego. W swojej książce opisuje w jednym rozdziale tournee rosyjskiego teatru po miastach gułagu. Byłam wstrząśnięta tym, że nawet w miastach gułagu, gdzie te wszystkie okropieństwa się działy ta pamięć jest zasypana. Dla tych ludzi nie jest oczywiste to, że ktoś rozmawia z nimi o tym, kto zginął w tych miejscach. Więc jeśli w gułagach nie pamięta się o represjach w czasach stalinowskich to, co dopiero na uniwersytetach, gdzie urzędują dzieci bogatych oligarchów, którzy z miejsca dostaną wysokie posady. Oni nie potrzebują tej pamięci do niczego.

Ale jest też strach, który powoduje, że w wielu przypadkach lepiej nie pamiętać o niewygodnej historii.

Tak, to też jest bardzo rzutujący punkt. Pamiętać tamte czasy jest śmiertelnie niebezpiecznie. Pamięć o latach 30. jest dla nich jednoznaczna, z tym że te czasy mogą się powtórzyć. Spotkałam w Rosji człowieka, który wywieszał tabliczkę upamiętniającą swojego ojca, który zginął w owym czasie. Powiedział mi się, że boi się, że jeśli będzie za bardzo celebrował pamięć tamtych ofiar, to też zniknie. Są całe grupy ludzi, którzy wierzą, że pamięć o ich tożsamości może obrócić się przeciwko nim. Jest też wstrząsająca historia o człowieku, który nie wie kim jest. Od lat 30. w jego rodzinie panuje przekonanie, że lepiej spalić wszystkie dokumenty, nie mówić o tym skąd się jest i nie wracać do tego, żeby przypadkiem nie stać się wrogiem narodu.

Zwyczajnie czysta kartka, jestem Rosjaninem. Inaczej mówiąc przykrywka.

Ale to pozwala osłabić im ten lęk, który wciąż w nich siedzi.

Lęk przed czym?

Przed poznaniem niewygodnej prawdy. Prawda jest towarem totalnie deficytowym w Rosji. To jest jeden z powodów, dla których na jej trupie stawia się kolejne, wielkie pałace mitów.

Petersburg to miasto propagandowe? Pytam też przez pryzmat opisywanej w książce fabryce trolli czy inaczej ministerstwie prawdy.

“Ministerstwo prawdy” znajdujące się w Petersburgu to miejsce, w którym pracują setki hakerów, którzy codziennie generują tysiące komentarzy popierających politykę Kremla. Ale nie chcę używać łatki, że to miasto propagandy. Myślę, że każdy mimo wszystko próbuje żyć swoim własnym życiem. Pomogła mi w tym praca profesora Jurczaka wydana w Stanach Zjednoczonych. Zrozumiałam to, czego wcześniej nie mogłam pojąć na przykład, dlaczego nie chodzą oni na marsze niezgody, w sytuacji, kiedy rok po roku odtwarza się w ich kraju autorytarny reżim. Sytuacja, która miała miejsce w ostatnich miesiącach w Polsce, nie miała tam szans w latach 2000, gdy umacniała się władza Putina. Tysiące ludzi nie wyszły wtedy na ulice.

Myślisz, że oni wiedzą jak żyć inaczej, tak jak powiedziałaś żyje się tam własnym życiem i nikt nie marzy o tej symbolicznej Moskwie jak u Czechowa czy nawet Petersburgu Gogolowskim.

To też prawda. Jak nie udała się „biała rewolucja” w 2011 roku to przeczytałam bardzo dużo analiz politycznych, które wskazywały, że dla ludzi w Rosji świat zachodni wciąż nie jest niekontrowersyjnie dobrym.

W co się wierzy w Petersburgu?

Chyba nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, podać konkretny przykład. Ale nawiązując do tego tekstu profesora Jurczaka, w Petersburgu jest dużo ludzi, którzy żyją w „wnie”, czyli wierzą w to, że można budować swój świat niezależnie od tego w jakim miejscu się żyje. Poznałam tam ludzi, którzy pielęgnują w sobie tę tożsamość petersburską i najchętniej całym miastem uciekliby z Rosji. W tym mieście jest tak naprawdę bardzo dużo pierwiastków nierosyjskich. To miasto jest jednym wielkim paradoksem.

Z drugiej strony to bardzo rosyjskie miasto, silne, męskie, podczas gdy Moskwa mieni się delikatnością.

Rzeczywiście Petersburg ma dużo w mitologii z męskości, przedstawia się go jako tego silnego mężczyznę, inaczej jest z delikatną, kobiecą Moskwą. Stąd też kultura, która tam rozkwitła przypisana przez lata żywiołowi męskiemu. Widać to też w architekturze Petersburga. Elegancki, precyzyjny, symetryczny, narysowany jakby linią ołówka na kartce. Dziś to zauważam jakie to piękne miasto, pełne murów i kanałów.

Utopia?

Jak każda utopia kończy się zniewoleniem. Petersburg jednocześnie był budowany jako utopia, żeby dać wolność temu, który go budował. Znowu paradoks!

To miasto wystawia swoich mieszkańców ciągle na próbę. Wystawia tą miłość na próbę, a to przez kolejne powodzie, pożary czy polityczne rozgrywki.

Znamienne jest to, że w historii tego miasta zniszczeniu ulegała nie tkanka miasta, jak to miało miejsce, chociażby w przypadku Warszawy tylko ludzie. To potwierdza tylko tezę, że Petersburg to miasto, w którym nie da się żyć, a jednocześnie daje ono mieszkańcom nieśmiertelność. Dlatego też tak duże piętno Petersburg odcisnął w rosyjskiej literaturze.

Za co kochasz Petersburg?

Za ludzi. Wierzę, że zwycięży człowieczeństwo. Piękne jest to, że są też w tym mieście ludzie, którzy pielęgnują to, za co kochamy kulturę czy duszę rosyjską. Przekazywanie tej myśli dalej z dala od polityki.

Nawiązując do tytułu, o czym śnisz w Petersburgu?

Piękne pytanie… To niemożliwe, że nie pamiętam (śmiech). Ale za to przypominają mi się noce w Petersburgu, one należą do niezapomnianych. Kiedy słyszysz za ścianą rozmowy sąsiadów i nie możesz spać albo śpisz pod wywieszonym nad łóżkiem panteonem wielkich Polaków. Naprawdę warto się tam wybrać.