Wywiad: Krzysztof Zalewski

3 sierpnia 2017, Jacek Górecki

Kultura

PRZEKAZAĆ MYŚL

O tym, jakie znaczenie ma tekst, przekonał się ostatnio Krzysztof Zalewski, który za sprawą tekstu do utworu Polsko wywołał burzę w mediach. I właśnie o tekstach, tej formie wypowiedzi rozmawiamy z muzykiem. Pretekstem do tego jest także kompilacja nowOsiecka, na której młodzi artyści sięgają po słowa wybitnej tekściarki.

Rozmawiał: Jacek Górecki

Doczekaliśmy się czasów, w których większość artystów próbuje być Agnieszką Osiecką, samemu pisząc teksty. To kwestia niezależności, nieufności czy jeszcze czegoś innego?

Dobre pytanie! Ale pozwolisz, że odpowiem tylko za siebie. Na pewno jest to z mojej strony egoizm i chęć udowodnienia sobie, że potrafię. Posiadam jakąś wrażliwość, umiem posługiwać się językiem polskim, więc dlaczego miałbym tego nie wykorzystać. Na moich dwóch ostatnich płytach teksty pisałem sam, zdarzało się jednak, że czułem się nie do końca kompetentny w kwestii, którą chciałem poruszyć i wtedy korzystałem z pomocy innych. Zresztą nie do końca rozumiem wstyd przed czerpaniem pomocy od osób, które się na tym znają. Elton John jest przecież genialnym wokalistą i muzykiem, ale jeśli chodzi o teksty, pomagają mu ludzie, którzy się na tym znają i nie umniejsza mu to w niczym.

Zanika etat tekściarza, młodzi artyści są samowystarczalni?

Jeśli młody artysta ma coś do powiedzenia, to widzę w tym sens. Przyznam się, że mam coś takiego, że jak słucham płyty jakiegoś wykonawcy – i wiem, że to on stoi za tekstem – to mu bardziej ufam i łatwiej się z nim identyfikuję. Kiedy Natalia Przybysz nagrywała swoją poprzednią płytę Prąd, zgłosiła się do Kasi Nosowskiej z prośbą o pomoc przy tekstach, ta odpowiedziała jej, że musi uwierzyć w siebie i na pewno sama je napisze. W efekcie Natalia napisała moim zdaniem wybitne teksty. Poza zaspokojeniem potrzeby wypowiedzi pozostaje jeszcze kwestia tantiem. To bardzo ważna kwestia. Czasem trudno się z nimi rozstać. Ale też, kiedy słucham niektórych piosenek w radio to, aż się prosi by ten etat, o którym wspominasz, wrócił do łask.

Ławo Ci przychodzi napisanie tekstów?

Zanim wydałem płytę Zelig, pisałem dziesięć lat do szuflady, a raczej uczyłem się pisać. Ćwiczyłem, by mieć pewność, że to, co trafi na płytę jest w stu procentach moją wypowiedzią. Czasem były to jakieś makaronowe zawijasy, które po przeczytaniu nadawały się tylko do kosza. Nie interesują mnie pół środki, proste przeboje, które są o niczym, ale grają je komercyjne radia. Nie widzę też sensu głowienia się i wyszukiwania wymyślnych słów, żeby sztucznie napompować wielkość tekstu. Sztuką jest napisać tekst o ważnej konkretnej sprawie przy pomocy słów, którymi posługujemy się na co dzień. Taki Bob Dylan, mistrz nad mistrzami – używa w większości prostych słów. Potrafi za ich pomocą przekazać myśl, która przeszywa na wylot.

Co jeśli waszą wolność, wolność wypowiedzi muzyków się zagłusza, bojkotuje jak w przypadku czarnej listy na festiwalu w Opolu?

Nie sądze żeby było tak źle. Chociażby Internet daje nam nieograniczone możliwości wypowiedzi. Możemy też wybierać media, które ogładamy i słuchamy. Jeśli chcemy by jakaś informacja, nawet niewygodna dla polityki dotarła do ludzi to i tak dotrze, takie czasy i siła Internetu.

Przeraża Cię język pełen nienawiści, którym posługujemy się na co dzień?

Przeraża. Większość z nas uważa się za katolików, a nie potrafimy reagować na krzywdę, która dzieje się innym. Gdzie jest ta tolerancja i równość dla bliźnich o której mówi kościół? Ale znów – bez przesady. Dalej wierzę, że ludzi dobrej woli jest więcej…

Dlaczego dziś wy, młodzi artyści sięgacie po teksty Agnieszki Osieckiej?

Tutaj znowu mogę odpowiadać tylko za siebie. Przyjąłem propozycję udziału w koncercie nowOsiecka z wielką przyjemnością. Tym bardziej, że do projektu zostali zaproszeni świetni muzycy, moi koledzy, a ja mogłem się zmierzyć z moim ulubionym tekstem Osieckiej, czyli Chwalmy Pana z repertuaru Piwnicy pod Baranami. Gdy miałem osiem lat, mama zaczęła mnie zabierać do Teatru Dramatycznego im. Juliusza Osterwy w Lublinie. Zobaczyłem wówczas Sztukmistrza z Lublina, gdzie znalazła się ta piosenka. Siedziało bardzo długo we mnie to teatralne wykonanie. Wiem, że wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale osobiście nie jestem fanem wykonania Anny Szałapak. To jednak to pierwsze wykonanie, które usłyszałem mnie uwiodło.

No dobrze to jakiego Pana chwalisz?

Byłem wychowany w duchu katolickim, ale do kościoła już od bardzo dawna nie chodzę. Natomiast, jak wielu, ludzi mam potrzebę duchowości. Tym bardziej, że w moim zawodzie pracuję na emocjach. Za każdym razem jak śpiewam utwór Chwalmy Pana mam ciarki na skórze i czuje, że przeżywam coś mistycznego. Takie emocje są mi bardzo potrzebne. Mogę śpiewając ten tekst pomodlić się bez konieczności określania się i zamykania w jakichkolwiek ramach. To wolność!