Mierz tylko wysoko – najlepiej najwyżej jak się da

4 kwietnia 2017, Jarosław Babraj

ludzie

Kiedy miałem zaledwie kilka lat rodzice zabrali mnie na wycieczkę do Warszawy. To było ponad 30 lat temu, a kiedy ma się jakieś 120 cm wzrostu, świat z tej perspektywy wydaje się naprawdę ogromny. Zwłaszcza stając przed Pałacem Kultury i Nauki. Ledwo sięgałem wtedy brodą do barierki na tarasie widokowym, ale to co zobaczyłem głęboko zapadło mi w pamięci. Postanowiłem wtedy, że zdobędę wszystkie najwyższe budynki na świecie. Tak zrodziła się pasja.

Pech chciał, że poza PKiN, który jak się później okazało, wcale tak wysoki nie jest, wszystkie najwyższe budynki świata są rozlokowane bardzo daleko od Polski, a dotarcie do nich to spore wydatki. Studia, pierwsza praca – to nie był moment na to, aby pozwolić sobie na wyjazd do Azji albo USA. Ciągle jednak chciałem je zobaczyć, wjechać na sam szczyt tych „moich” wieżowców, a zatem trzeba było znaleźć sposób. Od zawsze kręciły mnie gadżety i technologie, wiedziałem absolutnie wszystko o najnowszej Nokii N95 i z zazdrością spoglądałem na tych „bogatych”, których stać było na Nokia Communicator. Wymyśliłem sobie zatem, że zostanę dziennikarzem technologicznym i tak będę zarabiał na życie. Nie było prosto, a liczba wysłanych CV była chyba większa niż liczba włosów na mojej głowie (żeby nie było, dziś jestem już łysy). W końcu udało się i rozpocząłem swoją karierę w WP.PL. W tej pracy ma się to coś – dostęp do najnowszej technologii. Pasja wieżowców poszła w kąt, bo technologie okazały się znacznie bardziej pociągające. Pamiętacie pierwszy na świecie telefon z interfejsem 3D? Ja tak, bo miałem tego „przed smartfona” jako pierwszy w Polsce, a był to… LG Arena. Laptopy, monitory, telefony, telewizory, gadżety – nie zliczę nawet ile testów przeprowadziłem w życiu i to zanim sprzęt ten trafił na sklepowe półki. Jednak po kilku latach pewne rzeczy powszednieją, a ja zacząłem znów marzyć o swoich wieżowcach. Zacząłem od drugiej strony…

Kiedy moja mama kończyła 60 lat postanowiłem zabrać ją na urodzinową wycieczkę. Wybór padł na Dubaj. Akurat kończono budowę Burj Khalifa – najwyższego budynku na świecie. Zadzwoniłem do znajomego dziennikarza z Dubaju i poprosiłem „zrób wszystko, ale muszę tam wejść”. Zrobił! Udało się i tak zdobyłem swój pierwszy, ale i najważniejszy wieżowiec w życiu. A potem było już tylko łatwiej, nie dlatego że ktoś dał i pomógł, ale dlatego, że poczułem znów ten wiatr na łysej głowie (choć powinno być we włosach), który uparcie mówił – masz jeden, możesz mieć wszystkie. Chiny, Taiwan, Hong Kong, USA – zdobyłem to, co chciałem.

Marzenia… Tak często o nich mówimy, tak często ich nie realizujemy. A tak naprawdę, nie trzeba wcale wiele, aby je osiągnąć. Nawet jeśli śnisz o najnowszym VW Touareg’u, a nie masz na niego kasy, to obiecaj sobie, że na niego zarobisz. Postaw sobie cel, ale o nim nie zapominaj. Realizuj się, bo samorealizacja to szkoła dla samego siebie. Warto ją przejść.

A moja pasja? Wciąż budują nowe wieżowce, a każdego roku producenci dostarczają mnóstwo nowych, jeszcze lepszych produktów. Odwiedzę każdy wieżowiec, który będzie wyższy niż poprzednie, tak samo jak zrobię wszystko, aby wziąć w ręce najnowszego OLEDA, samochód, smartfona czy gadżet. Ale wiecie co? Mogę o sobie powiedzieć „człowiek spełniony”. Nie odkładam marzeń w kąt i nie traktuję ich jako marzenia, ale jako cele. A skoro je mam, to moja w tym głowa i praca, aby je osiągnąć.

Jarosław Babraj