Aleksander Doba, człowiek który przepłynął Atlantyk kajakiem

26 kwietnia 2018, Michał Głombiowski

ludziePodróże

NIE ZAMIERZAM UMRZEĆ W ŁÓŻKU

 

– Nie jestem Niemcem, żeby wiosłować codziennie od 9 rano – mówił w rozmowie z dziennikarką New York Timesa. – Jestem Polakiem. Wiosłuję, kiedy chcę.

W tej wypowiedzi kryje się cały charakter Aleksandra Doby. Pogoda ducha, upór, przekora i spora dawka fantazji zaprowadziły tego siedemdziesięciolatka na okładkę jednego z najpoczytniejszych dzienników w Stanach Zjednoczonych i przyniosły tytuł Podróżnika Roku 2015 przyznawany przez National Geographic. Jak do tego doszło? No cóż, Aleksander Doba po prostu przepłynął trzy razy kajakiem Atlantyk.

Setki tych samych ruchów

To nie wysiłek fizyczny okazał się największym wyzwaniem podczas jego pierwszego rejsu przez ocean.

Monotonia – mówił Doba. –  Powtarzalność. Wykonujesz setki tych samych ruchów, wokół nie ma niczego prócz wody, latających ryb, żółwi i pojedynczych ptaków. Twój mózg się odłącza.

Prócz tych niedogodności, podróż prowadząca od brzegów Senegalu do Brazylii, okazała się zaskakująco łatwa. Obyło się bez większych dramatów, a kajakarzowi przyszło się zmagać raczej z irytującymi kłopotami niż prawdziwymi wyzwaniami. Palącym słońcem w ciągu dnia, wysypką i pęcherzami od soli morskiej na skórze. Zapaleniem spojówek. Gnijącym ubraniem, które w gorącym i wilgotnym powietrzu nie chciało wyschnąć (Doba się więc większości pozbył, płynąc nago). Nudą ciągle tych samych posiłków – liofilizowanej owsianki i zup. Po 99 dniach wiosłowania polski kajakarz dotarł do celu, stając się pierwszą osobą, która pokonała Atlantyk łodzią napędzaną wyłącznie siłą własnych mięśni. Jego wyczyn wtedy jeszcze nie wzbudził jednak specjalnego zainteresowania mediów.

Od szybowca do kajaka

Rejs Aleksandra Doby przez Atlantyk zrodził się z setek godzin spędzonych wcześniej w kajaku. Zanim jednak do niego wsiadł, latał na szybowcach. Po przeprowadzce do Szczecina musiał jednak zarzucić hobby – bliskość Niemiec była źródłem nieustannych problemów z naruszaniem zamkniętej za socjalizmu przygranicznej przestrzeni powietrznej. W 1980 r., namówiony przez znajomego, Doba zabrał się więc za wiosłowanie. Zwykłe spływy szybko przestały mu wystarczać. Każdą wolną chwilę spędzał na wodzie. Stawiał sobie coraz większe wyzwania, na coraz dłużej znikał z domu. W ciągu 13 dni spłynął najdłuższą trasą wodną kraju (przecinając Polskę po przekątnej, od Przemyśla do Świnoujścia), opłynął Bałtyk i Bajkał. Wybrał się do Narwiku. Pomysł na przemierzenie kajakiem Atlantyku był krokiem wynikającym z poprzednich. Zamiar kilkumiesięcznego przemierzania oceanu w łupinie z tworzywa sztucznego nie bardzo przypadł do gustu żonie Doby, Gabrieli. Przedstawione mężowi argumenty przemawiające za rezygnacją z wyprawy na niewiele się zdały. Aleksander żył już swoim pomysłem.

Raz to za mało

Temat drugiej wyprawy pojawił się niemal od razu po dotarciu do wybrzeży Brazylii. Trasa, którą Doba przebył była najkrótszym szlakiem łączącym śródoceaniczne kontynenty. Kajakarz nie byłby sobą, gdyby nie postanowił pójść za ciosem. – Są trzy główne szlaki atlantyckie – mówił. – Środkowy, południowy i północny. Zacząłem po prostu od najłatwiejszego.

Kajakarzowi udało się zebrać fundusze dzięki internetowej zrzutce i w październiku 2013 wypłynął z Lizbony, kierując się na Florydę, a więc obierając szlak południowy. Wszystko układało się gładko do czasu, aż przestał działać telefon satelitarny, dzięki któremu Doba kontaktował się z domem i przyjaciółmi odpowiadającymi za logistykę jego wyprawy. Podróżnik uruchomił więc na urządzeniu SPOT, podającym na bieżąco jego pozycję, przycisk pomocy. Gdy na sygnał odpowiedział grecki statek, Doba gestykulując starał się przekonać kapitana, że to nie on potrzebuje ratunku, ale jego telefon. Nie chcąc przerywać rejsu, odmówił wejścia na pokład okrętu. Grecy, uznając, że kajakarz najwyraźniej nie jest w pełni rozumu, trzykrotnie próbowali przeprowadzić akcję ratunkową, zanim nie zostali przepędzeni wykrzyczanymi po polsku siarczystymi przekleństwami. O dziwo, telefon zaczął znów działać po 47 dniach od zamilknięcia – okazało się, że zapomniano opłacić kartę prepaid.

Swoją podróż Doba i tak musiał jednak przerwać. Po uszkodzeniu steru i bezskutecznych próbach jego naprawy, po 143 dniach na morzu, zdecydował się powiosłować na Bermudy, by tam usunąć usterkę. Trzy tygodnie później dopłynął do celu, do wybrzeża Stanów Zjednoczonych.

Tradycyjnie już, następną śródatlantycką wyprawę Doba zaczął planować niemal zaraz po zejściu na ląd. Zanim jednak doszła ona do skutku odebrał w Waszyngtonie tytuł podróżnika roku National Geographic i odbył tournee po polskich mediach. O jego wyczynie zaczęło być głośno.

Psujący się ster

Próba przemierzenia oceanu trasą północną wiąże się z największym ryzykiem. Ogromne fale, nieprzewidziane zmiany pogody i sztormy są w tamtym rejonie normą. Doby to jednak nie odstraszyło. Pod koniec maja 2016 roku wypłynął z Nowego Jorku, skierował się na północ płynąc wzdłuż lądu, by później odbić w głąb Atlantyku. Wiatr i fale zepchnęły jednak kajak ponownie w stronę brzegu, uniemożliwiając trzymanie się kursu.

Rok później kajakarz znów podjął wyzwanie. Przebijając się przez fale, walcząc z burzami, wiosłował. Fatum jednak wróciło – ponownie zepsuł się ster. Doba musiał skorzystać z pomocy znajdującego się w pobliżu frachtowca. Wszedł na jego pokład, a marynarze pomogli mu naprawić usterkę. Tuż przed 71 urodzinami Doba dowiosłował do Europy. Jest jedyną osobą, która trzykrotnie przepłynęła kajakiem Atlantyk, korzystając przy tym wyłącznie z siły mięśni.

Obiecał żonie, że kolejnych rejsów kajakiem przez ocean już nie będzie. Każda z takich wypraw jest ogromnym ryzykiem. Sam podróżnik zdaje się pogodzony z ewentualnością śmierci podczas rejsu. Nie chce jednak narażać na stres bliskich. – Nie zamierzam jednak umierać w łóżku – mówi Aleksander Doba.

Jest więc niemal pewne, że ten nieustannie dowcipkujący mężczyzna z czupryną bujnych włosów i siwą brodą, nie zajmie się teraz siedzeniem na kanapie. Pytaniem pozostaje tylko to, czego tym razem dokona i czym nas zaskoczy.

Poznaj historie innych niesamowitych i inspirujących podróżników: Wojciecha DąbrowskiegoMarka Kamińskiego.

alt aleksander doba