Lars von Trier znaczy tyran

4 maja 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

Jeszcze do niedawna jeden z najważniejszych współczesnych mistrzów kina był persona non grata na filmowym festiwalu w Cannes. W tym roku jego kara została zniesiona i poza konkursem pokaże on swój najnowszy film „The House That Jack Built”. Chyba nie ma w świecie kina większego geniusza i tyrana, którego sama Björk posądziła o molestowanie na planie filmowym. Oto powrót Larsa von Triera i przegląd jego najważniejszych filmów!

„Melancholia”

Nie ma dziś drugiego takiego jak Lars von Trier, który jeśli nie bulwersuje tematem filmu, to pracą na planie. Jeśli i to wydaje mu się poprawne, to sięga po inne środki, np. ostre wypowiedzi. Jedna z nich miała miejsce podczas konferencji prasowej filmu „Melancholia” na festiwalu filmowym w Cannes. Przepiękny obraz mistrza był wówczas mocnym kandydatem do głównej nagrody. Epicki film opowiadał o końcu ludzkości, którą miała zniszczyć zbliżająca się do ziemi ogromna planeta, tytułowa Melancholia. W centrum katastrofy dwie siostry, które konfrontowały swoją rzeczywistość z nadciągającą przyszłością.

Reżyser jednak pogrzebał swoje szanse na uznanie bulwersującą wypowiedzią. Chciałem być Żydem. Potem odkryłem, że tak naprawdę jestem nazistą, ponieważ, jak wiecie, członkowie mojej rodziny byli Niemcami. Co mogę powiedzieć? Rozumiem Hitlera, ale myślę, że robił złe rzeczy, tak, absolutnie. Mogę sobie wyobrazić, jak siedzi na końcu w swoim bunkrze. On nie jest tym, kogo można nazwać dobrym człowiekiem, ale trochę go rozumiem i troszkę mu współczuję. Ale przecież nie popieram II wojny światowej i nie jestem przeciw Żydom. Zarówno organizatorzy jak i goście poczuli się mocno dotknięci, a ta wypowiedź usunęła go na lata z najbardziej prestiżowego festiwalu na świecie dając mu miano persona non grata.

„Tańcząc w ciemnościach”

Nie dziwią chyba już ataki i zarzuty, które padają w kierunku reżysera. On sam zmaga się z nimi od początku swojej drogi, nierzadko prowokując albo przyczyniając się do tego swoim zachowaniem. Tak było chociażby na planie filmowym opus magnum reżysera „Tańcząc w ciemnościach”. Anty-musical z Björk i Catherine Deneuve podczas pokazu wywołał sensację, wszyscy byli oczarowani historią Selmy, pochodzącej ze Wschodniej Europy robotnicy, która zbiera pieniądze na operację oczu syna, który tak jak ona jest obciążony i narażony na utratę wzroku. To była mistrzowska rola debiutującej w kinie islandzkiej wokalistki.

Była też to jednak rola, która na zawsze pozamykała ją na kino. Podczas zeszłorocznej fali protestów i oskarżeń wobec producenta Harveya Weinsteina, swoje zdanie na temat traktowania kobiet w przemyśle filmowym wyraziła też sama Björk. W obszernym wpisie na facebooku napisała, że duński reżyser wielokrotnie ją napastował i stawiał w dwuznacznych sytuacjach. Kiedy artystka zaś stawiała opór, on przelewał na nią swoje frustracje i stosował kary. Von Trier poproszony o komentarz dodał, że opisywane sytuacje nie miały miejsca na planie, ale fakt jest taki, że była to trudna i wymagająca praca, po której z pewnością nie zaprzyjaźnił się z Björk. W efekcie wyszedł wybitny film, jeden z najważniejszych filmów mistrza, przełamujący stereotypy „plastikowego” musicalu, niezwykle realistycznie pokazany i zagrany. Złota Palma dla samego Larsa von Triera, druga za kreację dla Björk!

„Dogville”

Jednak to co działo się na planie legendarnego „Dogville” przechodzi pojęcie. Mówi się, że ten plan zdjęciowy był istnym terrorem, a ekipa na planie przechodziła gehennę. Wszystko po to, by opowiedzieć historię o rodzącym się ludzkim źle. W obrysowanym kredą studio mającym uchodzić za niewielkie, górskie miasteczko rozgrywał się prawdziwy horror, wszystko za sprawą pojawienia się Grace, która jako obca staje się dla mieszkańców wrogiem. Ten film był wykańczającym przeżyciem także dla samego reżysera, który, jak wyznał, został nakręcony podczas 12-dniowego ciągu narkotykowego. Do tego wszystkiego oczywiście był też nadużywany alkohol na planie.

Lars von Trier uważa, że kiedy pije, jest bardziej wrażliwy i otwarty na różne bodźce. Alkohol pomaga mu pokonać lęki, z którymi walczy od dzieciństwa. Nicole Kidman pracy z Larsem von Trierem też raczej nigdy nie zapomni. Reżyser zarzucał jej chociażby zbyt mocne spoufalanie się z ekipą filmową, którą witała kawiorem i szampanem. Duńczyk był oburzony tym zachowaniem i zabronił jej kontaktowania się pozostałą częścią obsady. Podczas promocji filmu aktorka wyznała, w dość ostrym komentarzu, że już nigdy nie będzie pracowała z tym tyranem. Samego von Triera niespecjalnie to przejęło, był absolutnie świadomy środków po które sięga i jaki efekt uzyskuje swoimi metodami. Nicole Kidman był oczarowany, to jego największa muza. To ona miał wystąpić w następnych dwóch częściach filmu, który ostatecznie skończył się na dylogii. Ale nie zniechęciło to reżysera, który zaproponował jej następnie rolę w „Antychryście”, a później w dwóch częściach „Nimfomanki”. Ostatecznie w obu filmach zagrała Charlotte Gainsbourg.

„Przełamując fale”

Kontrowersje i porównania do Hitlera, nazizmu, a później ostre i przekraczające wszelkie granicę metody na filmowym planie, miały swój początek przy pierwszym głośnym filmie Larsa von Triera. Duński reżyser był już po nakręceniu trylogii, manifestu „Dogma’95” oraz serialu „Królestwo”, ale to właśnie ten głośny film z Emily Watson dał mu przepustkę do wielkiego świata kina, tym samym pole do popisu, szczególnie w swoim zachowaniu.

W „Przełamując falę” dotyka świata marginesu, żyjącego gdzieś w oddali, zapomnieniu. To tam rozgrywka się miłosny dramat Bess i Jana, który sparaliżowany, przy okazji pełen wewnętrznej frustracji pozwala żonie na zerwanie małżeńskiej wierności. Kobieta spełnia zadanie męża, wszystko po to, by dać mu oczekiwaną satysfakcję. Gorzej, że jej kontakty z licznymi mężczyznami odbijają się echem w całym miasteczku. Nie musimy chyba mówić jak bardzo reżyser starał się uzyskać naturalny efekt od aktorów, tym samym podbijając cały dramat ich postaci. Cały proces był dla wszystkich mocno wyczerpujący, ale opłaciło się to chociażby Watson, która za swoją wstrząsającą kreację otrzymała nominację do Oscara. Lars von Trier jak wyznał z premedytacją postawił na niezwykle surowy obraz, formę iście punkową, zresztą wielokrotnie wyznawał, że to muzyka Sex Pistols go często nakręca do działania.

„Antychryst”

Inspiracji reżyser szuka w wielu miejscach, nie tylko sięgając po używki. Największym geniuszem dla Larsa jest Andriej Tarkowski, a szczególnie jego film „Zwierciadło”, które wywarło na reżysera największy wpływ. Ślady rosyjskiego geniusza kina możemy namacalnie zauważyć w niesłusznie zmiażdżonym przez krytykę „Antychryście”. Historia, w której autor penetruje ludzką psychikę, skupia się na dojrzałym małżeństwie, które udaje się w ustronne, ciche miejsce, by zmierzyć się z własnymi lękami, głównie tymi cielesnymi. Wiadomo więc, że taki temat wymaga od duńskiego reżysera przekroczenia wszelkich granic.

Zdaniem niektórych, mamy w tym wypadku do czynienia z filmem pornograficznym. Całe to zamieszanie spowodowane jest dwoma scenami. Pierwsza z nich, dziś już legendarna, to scena obcinania nożyczkami łechtaczki, druga to orgia „w drzewie”. Tutaj ostrość i surowość znaną z wcześniejszych filmów jak „Przełamując falę” czy „Dogville” zamienia na poetykę i symbolikę, tworząc najpiękniejszy i najbardziej apetyczny horror, jaki kiedykolwiek powstał. Zresztą ta forma to znak rozpoznawczy von Triera, który uważa, że widzowie potrzebują artystycznej postawy, która kwestionuje obowiązujące standardy, kreuje własne. Trzeba przyznać, że obracanie wszystkiego o 180 stopni to jego specjalność, ale nie ma w tym szaleństwie sobie równych.

„Nimfomanka”

Zanim pojawiła w kinach dla wielu obrazoburcza „Nimfomanka”, przetoczyła się cała fala wypowiedzi i zapowiedzi tego filmu. Jeszcze przed wejściem na plan, von Trier wątpił, że ukończy swe dzieło. W jednym z wywiadów wyznał: Nie wiem, czy mogę zrobić jeszcze jakiś film i to mnie martwi. Nie ma w historii przykładu artystycznej ekspresji, która jest dziełem byłego pijaka lub byłego narkomana. Po wspomnianych ciągach narkotykowych ten film nakręcił całkowicie na trzeźwo, co oczywiście nie ograniczyło jego głowy w pomysłach.

Patrząc na dwie części filmu, mamy wrażenie, że przeszedł w nim samego siebie. To głos, a właściwie spowiedź tytułowej nimfomanki, którą zagrała wspomniana odważna Gainsbourg. Ocierający się o pornografię film jest zapisem jej życia, które kształtowało jej cielesność i seksualność, a co za tym idzie, to zapis jej najskrytszych fantazji, do których należą sadomasochistyczne zabawy, seks z czarnoskórymi, trójkąty czy inne penetracje, których doznaje bohaterka szukająca na próżno zaspokojenia własnego ja.

„The House That Jack Built”

Podczas trwającej w maju 71. edycji festiwalu filmowego w Cannes zostanie zaprezentowany nowy film von Triera. Powracający po latach nieobecności mistrz, po raz kolejny zapewne zaprezentuje dzieło, które wielu będzie bulwersować. Pierwotnie zapowiadana na festiwalu w Wenecji w 2014 roku produkcja miała być mini-serialem, lecz z czasem reżyser zrezygnował z tego pomysłu, nadając mu formę filmu. „The House That Jack Built” będzie opowiadać o zabójstwie.

To film jakiego, jak wyznał sam Lars von Trier, nigdy jeszcze nie widzieliśmy. W jednym z wywiadów dodał: Mordercą jest Jack. Przyglądamy się jego rozwojowi przez ponad dekadę i doświadczamy sposobu w jaki zabija, patrzymy na jego uśmiercanie ludzi, na co ma coraz więcej okazji, bo chce stworzyć perfekcyjne arcydzieło. Zakończenie będzie wstrząsające. W obsadzie Mat Dillon, Riley Keough, Bruno Ganz czy Uma Thurman.

Warto pamiętać, że prócz pozakonkursowego pokazu filmu von Triera, o Złotą Palmę powalczą nowe filmy takich współczesnych mistrzów jak: Asghar Farhadi, Jean-Luc Godard, Matteo Garrone oraz Paweł Pawlikowski. Czekamy więc na wszystkie te filmy, które z pewnością ponownie podzielą widownie, stawiając kino, a idąc dalej sztukę jako coś elitarnego, o czym się rozmawia, dyskutuje, kłóci i oto w tym wszystkim chodzi.

Fascynuje cię kino, które prowokuje i igra z konwenansami? Przeczytaj o filmach, które są na czarnej liście Kościoła.