Wywiad: Katarzyna Groniec

28 marca 2018, Jacek Górecki

Kulturaludzie

SMUTEK MOŻE BYĆ PIĘKNY

Na naszej rodzimej scenie nie ma drugiej takiej artystki jak Katarzyna Groniec, uznanej interpretatorki tekstów Brela, Brechta, Cavea czy Osieckiej. Na nowej płycie Ach! powraca do autorskich tekstów, w których opowiada o różnych stanach odmienności smutku.

Jacek Górecki: Parę dni przed wywiadem przypadkowo natknąłem się na recital Kaliny Jędrusik w Telewizji Polskiej. To był rok ‘78. Prowadziła go Magda Umer, która przestawiła Kalinę jako stałą „dosmucaczkę” w Kabarecie Starszych Panów, artystkę co śpiewa piosenki o smutnych, zranionych kobietach. Pani podąża podobną drogą.

Katarzyna Groniec: Nie jestem dosmucaczką, ale uważam, że smutek może być piękny. To stan, który człowieka unosi, a nie tylko dobija, oczywiście pod warunkiem, że nie jest permanentny – w przeciwnym razie może zamienić się w rozpacz, a ta już może zabić. A przecież wystarczy tylko pamiętać, że po każdej srogiej zimie musi przyjść wiosna. W końcu wszystko jest cyklem.

W muzyce, podobnie jak w teatrze, łatwiej jest wzruszyć widza niż rozbawić?

Zgadzam się, że łatwiej jest wzruszyć. Czasem nawet za łatwo. Nie przepadam za łopatologicznymi środkami wyrazu. Wolę subtelnie użyte światło niż łzy toczące się po policzkach wykonawcy. Show nie należy do moich środków i choć zdecydowanie wolę wzruszać, to z pewnością nie chodzę na łatwiznę.

Poprzednia płyta z tekstami Agnieszki Osieckiej była promowana w dość huczny sposób. Nowa płyta Ach! jest jej kontrastem, wyciszeniem.

Naprawdę? Nie mam takiego odczucia. „ Ach!” to nie „ZOO” zawiera inne piosenki, jest moją najbardziej melodyjną autorską płytą o pastelowych, choć chłodnych odcieniach. Turkus, niebieski, biel – w tych kolorach toczy się opowieść. Koncertowi pomagają wizualizacje oparte na obrazach Pauliny Korbaczyńskiej, tych samych, które zawiera  książeczka najnowszego albumu. To ma być nawiązanie do tekstów, zabawa symboliką, ale z zachowaniem odpowiednich proporcji. Wszystko wzbogacone o te działające cuda, światła (śmiech).

Forma jest dzisiaj nieunikniona, żeby przytrzymać widza na dłużej?

Obiecałam sobie, że przy okazji następnej trasy po wizualizacje już nie sięgnę. Choć niewątpliwie mają swój urok i spełniają pokładane w nich nadzieje na tworzenie baśniowego, zimowego świata. Żyjemy przecież w kulturze obrazkowej, sama chętnie korzystam z emotikonów, co zwalnia mnie z sensownego używania interpunkcji. Więc prawdopodobnie to z mojej strony próba dokładniejszego wyjaśnienia samej siebie. Chodzi mi o wyraźniejszy  przekaz i dotarcie do ludzi również za pomocą kolorów.

Jak zmienił się słuchacz na koncertach na przestrzeni tych dwudziestu lat?

Telefony komórkowe i permanentna łączność z internetem nas zepsuła. Trudno jest wytrzymać godzinę piętnaście nie sięgając do facebooka. Ale widownia jest utopiona w ciemności, więc za każdym razem kiedy to się dzieje taki ktoś jest dokładnie rozświetlony przez swoje komórkowe narzędzie zbrodni, wygląda jak solista oświetlony punktowcem. Ze sceny świetnie można mu się przyjrzeć. Nie ukrywam, że trochę  mnie to dekoncentruje. Nie gram koncertów na stadionie tylko w kameralnych przestrzeniach więc proszę również o nieużywanie flesza podczas robienia zdjęć, bo przeszkadzają nie tylko mnie, ale innym słuchaczom.

Na nowej płycie jest Pani niezwykle otwarta w emocjach, wręcz naga. Co było impulsem do opowiedzenia tej historii?

Chciałam nagrać ładne piosenki (śmiech). Może wydawać się to niemożliwe, ale zależało mi na tym, żeby nagrać coś optymistycznego. W miarę zagłębiania się w dźwięki i siebie samą okazało się, że trudno jest mi pisać o jasnych rzeczach. Paradoksem tego procesu jest to, że jestem od jakiegoś czasu w naprawdę dobrym momencie życia. Jestem szczęśliwa, a mimo tego, jak zaczynałam myśleć o tekście to dryfowałam po innych, przeciwnych obszarach.

Smutek jest kreacją?

Znam go. Nie muszę go aktualnie zgłębiać, żeby móc o nim opowiedzieć. Każdy z nas go doświadcza. Teksty na płycie nie są wyłącznie moje, trzy z nich napisała Barbara Wrońska. Napisała również kilka melodii. Trzy melodie dostałam od Marcina Macuka. Powstawanie „Ach!” trwało długo. Pierwsze dźwięki i słowa pojawiły się dobrych pięć lat temu, jeszcze przed koncertami z „ ZOO”.

Jest Pani optymistką?

Przewrotną. I nie totalną. Wciąż wierzę w kulturę, w edukację, w duchowość. I chociaż chaotycznie konsumuję, jak wszyscy, starając się nadążyć za zmianami, to podskórnie czuję, że trzeba się zatrzymać. Z biegiem lat nabieramy świadomości, jakim kosztem żyjemy wygodnie, że ślizgamy się po powierzchni, że łatwiej odwrócić oczy od nieszczęścia niż pomagać. Mam wrażenie jednak, że konsumpcjonizm się już przeżarł i coraz więcej ludzi  szuka duchowych wartości. Trzeba tylko rozmawiać.

Co jest Pani ziemią obiecaną?

Ziemia obiecana, o której śpiewam na płycie to nie konkretne miejsce. To coś, za czym się tęskni i nie potrafi sportretować obrazu tej tęsknoty. To bardziej przeczucie, niż wiedza i pewność. Często jest czymś nieosiągalnym. Znamy to przecież z literatury czy filmów, że najpiękniejsze marzenia to te nieosiągalne, które całe życie nam towarzyszą, jak u

Czechowa upragniona Moskwa. Gdybyśmy mogli na nich zostawić odciski palców nie byłyby już takie piękne.

Co Panią inspiruje to tego smutnego piękna?

Uwielbiam poezję Julii Hartwig. To, co i jak pisała jest czystym pięknem. Gdybym sobie miała życzyć jak chciałabym umieć pisać to właśnie tak. Podobne uczucia towarzyszą mi przy mierzeniu się z twórczością Tadeusza Nowaka, którego poezja jest niezwykle bolesna i mocna. Uwielbiam się pławić w ich poezji.

Jak spogląda Pani na najbliższą wiosnę, tą po mroźnej zimie, o której śpiewa Pani na nowym albumie?

Nie lubię zaglądać w przyszłość, bo chęci jej zgłębienia zawsze są podszyte lękiem. Żyję codziennością, chociaż zdarza mi się dzielić włos na czworo i bez końca analizować. Przyszłość jest niepewna dopóki pozostaje przyszłością. Jutro w końcu stanie się dzisiaj, więc bez obaw. Na pewno ta wiosna będzie pełna koncertów, słońca i śpiewu ptaków. Chciałabym przede wszystkim, żeby nowa płyta Ach! znalazła  swoich ludzi. Tego sobie życzę na wiosnę!

Rozmawiał: Jacek Górecki