Agresja za kierownicą: kiedy powiem sobie dość

5 grudnia 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Nie, to nie będzie instrukcja dla streetfighterów. Raczej antyinstrukcja dla wszystkich, którzy nie potrafią nad sobą panować i bezinteresownie usiłują zepsuć komuś dzień. To dzieje się każdego dnia, na każdej drodze i w każdym zakątku naszego kraju. Dobrym pytaniem jest: dlaczego? Psychologowie tłumaczą to tak: samochód jest jak klatka, czujemy się w niej intymnie, trochę odizolowani od świata. Nikt nic nam nie zrobi, bo siedzimy zamknięci w środku. Niektórym tyle wystarczy, by bezinteresownie nawciskać komuś, ile tylko się da. To będzie krótka historia o agresji na drodze z wiarą i nadzieją na lepsze jutro.

  • Kiedy powiem sobie dość
  • Agresja za kierownicą
  • Jak przeciwdziałać agresji na drodze
  • Szeryf drogowy
  • Uprzejmość na drodze
  • Tylko spokój może nas uratować

Zacznijmy może od tego, że problem drogowej agresji dotyczy całego świata i nie jest to specyfika wyłącznie nas, Polaków. Agresja w samochodzie jest zjawiskiem uniwersalnym. Dotyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Jest niezależna od wykształcenia i wieku, choć są pewne specyficzne grupy i wyjątki. Ludzie, którzy tylko czekają na możliwość słownej, bądź fizycznej konfrontacji. Nadużywają klaksonu, walczą z innymi uczestnikami ruchu na rozmaite sposoby.

Najczęściej spotykaną odmianą drogowych agresorów jest szeryf drogowy. Taki, co nie mieszka w Teksasie, lecz uwielbia stosować twarde prawo. Własne prawo. Najczęściej można go spotkać tam, gdzie kończy się pas ruchu i samochody powinny jeździć na tzw. zamek błyskawiczny. Chodzi w skrócie o to, by wykorzystywać jednocześnie dwa pasy ruchu. Najpierw przejeżdża ktoś z prawego, potem ktoś z lewego pasa, i tak dalej.

Szeryf na to nie pozwoli. Nie po to stoi już od godziny na prawym, choć przed nim 2 km pustego lewego pasa. Jeżeli ktoś śmie go tym lewym, pustym pasem wyprzedzić – szeryf zajedzie mu drogę i manewr uniemożliwi. Niech żyje sprawiedliwość! Potem przychodzi czas na sprawdzenie śmiałka. Będzie się stawiał, czy nie? Jeśli tak, pęknie i w końcu chociaż zatrąbi, można przejść do planu B. Tu do wyboru już rozmaite scenariusze. Od zajeżdżania drogi przy próbach ominięcia, po wyjście z samochodu i np. urwanie lusterka, czy nieco łagodniejszą karę w formie kopniaka w błotnik. Jeżeli dojdzie do konfrontacji z blokowanym kierowcą, będą ostre utarczki słowne lub nawet walka wręcz.

To nie musi tak wyglądać, zwłaszcza że blokowanie pasa ruchu w opisany powyżej sposób może się zakończyć mandatem w wysokości 200 zł. To po prostu niezgodnie z prawem o ruchu drogowym. Blokować drogę może jedynie policja. Zgaduję, że szeryfom nie chodzi do końca o porządek, lecz demonstrację siły w imię własnej sprawiedliwości. Takiej, którą pojmuje wyłącznie sam szeryf. I to wystarczy. Kto nie rozumie, niech się nauczy.

Na co dzień mamy do czynienia z takimi sytuacjami. Samochodów przybywa, dróg też, ale tych ostatnich w znacznie wolniejszym tempie. W korkach łatwo rodzi się frustracja, zwłaszcza wtedy gdy pozostali kierowcy nie chcą z nami współpracować. Każdy gra do swojej bramki. Chce jak najszybciej dojechać do celu, ale to się nie udaje. Nie wychodzi, bo znajdzie się ktoś sprytniejszy, bardziej bezczelny – albo taki, który uważa, że nosi gwiazdę szeryfa i po teksańsku rozumie sprawiedliwość.

Nie ustępujemy sobie miejsca na pasie ruchu, nie pozwalamy innym wjechać przed nas, włączając się z bocznej ulicy w sznur samochodów. Nie pomagamy. Mało tego, lubimy karać i przeszkadzać. Coraz częściej przekonuję się, że takie zachowania, które do niedawna były domeną łysych, umięśnionych dżentelmenów, coraz częściej występują u kobiet. Mało tego, kobiety w każdym wieku są obecnie jednymi z największych agresorów, jakich możemy spotkać na drodze. Potrafią obrzucić zestawem wyzwisk o jakich nie śniło się najmocniejszym, osiedlowym gangsterom. Łatwo wpadają w furię, prowokując podbramkowe sytuacje, zajeżdżając drogę czy za karę hamując przed maską. W dodatku robią to tak, że tylko milimetry dzielą wszystkich od wypadku.

Oczywiście, nie tylko kobiety, ale generalnie kierowcy nie potrafią nad sobą panować. Nie wszyscy, ale jednak zbyt wielu. Problemem jest brak życzliwości, ale też opisana na wstępie izolacja, dająca w samochodzie poczucie bezkarności. Dotyczy to zresztą nie tylko kierowców, ale również pieszych. Dobrze wie o tym każdy, kto miał okazję jeździć przez miasto kabrioletem. Nawet piesi potrafią kląć pod nosem na cały świat i oczywiście tego co stoi kabrioletem przed przejściem dla pieszych na światłach. Czasami nawet bez jakiegokolwiek powodu. O kierowcach nie ma już nawet co wspominać. Też potrafią uczęstować „dobrym słowem”.

Teraz mógłbym jeszcze opisać kilka smakowitych sytuacji na drodze, które wydarzyły się z powodu drogowej agresji. Wyręczy mnie w tym jednak świetnie internet. Pełno w nim filmowych zapisów z podobnych zdarzeń. Są walki na słowa, jak również bójki z wykorzystaniem prętów, ciosów karate, broni palnej czy maczet. Dla każdego coś miłego, chciałoby się powiedzieć.

Zamiast przytaczać kolejne przykłady, poproszę każdego z was o wzięcie głębokiego oddechu, ukojenie nerwów i pozytywne nastawienie do świata. Zróbmy to za każdym razem, gdy wsiadamy do auta. Bądźmy dla siebie wyrozumiali, niektórzy być może spieszą się bardziej i mają ku temu prawdziwe powody. Czy słuszne? Tego na drodze nie rozstrzygniemy.

Wpuszczajmy auta z drogi podporządkowanej, pozwólmy się czasem wyprzedzić, zmienić pas, nie bądźmy szeryfami. Wystarczy spróbować. Ja obiecuję i od dłuższego czasu staram się to robić za każdym razem, gdy siadam za kierownicą. Wierzę, że świat może dzięki temu być lepszy. Jesteśmy razem ogromną siłą i wszystko jest w naszych rękach. Nas, kierowców. To jak? Też spróbujecie?