Carsharing, czyli auto na minuty

22 stycznia 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Kiedyś powszechnie uważano, że samochód trzeba mieć. Był wyznacznikiem statusu właściciela, a przy okazji mógł zawieźć z punktu A do B. Dziś jesteśmy świadkami dynamicznych przemian na rynku. Samochodu wcale mieć nie trzeba i co więcej, właściwie… nie warto. Prościej jest użytkować go np. w ramach umowy kredytu lub leasingu z niską ratą. Na rynku pojawiają się jeszcze odważniejsze i bardzo praktyczne propozycje. Jedną z nich jest carsharing, czyli korzystanie z samochodu tylko i wyłącznie wtedy, gdy naprawdę jest nam potrzebny, np. przez najbliższe pół godziny.

W Polsce carsharing jeszcze raczkuje. Daleko nam np. do Niemiec, gdzie działa już ok. 200 firm, oferujących krótkie wypożyczenia samochodów w ramach systemów otwartego (tzw. free floating) i bazowego. Nie ma wprawdzie jeszcze takich dodatkowych zachęt, jak np. możliwość jeżdżenia buspasami, ale w ofercie polskich firm carsharingowych jest już np. bezpłatny postój w strefach płatnego parkowania.

W naszym kraju największą popularnością cieszy się system otwartego wypożyczania pojazdów, polegający na tym, że odbieramy auto w miejscu, w którym zostawił je inny użytkownik lub pracownik firmy carsharingowej, jedziemy do celu i tam parkujemy. Wtedy samochód może zostać podjęty przez kolejnego użytkownika. Możemy go również zarezerwować, by np. po spotkaniu móc pojechać dalej tym samym autem. W carsharingu bazowym miejsca odbioru i zwrotu samochodów są ściśle określone. W zamian mamy możliwość planowania nawet z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem odbioru i zwrotu pojazdu. W każdym przypadku ogranicza nas strefa, w której możemy się przemieszczać. Na szczęście, zwykle obejmuje ona całe miasto. Niektórzy operatorzy oferują nawet możliwość podróżowania między miastami, w których świadczona jest ich usługa.

Zasada działania i koszty

Jest prosta i wspólna dla wszystkich operatorów. Wystarczy ściągnąć aplikację na telefon, zarejestrować się w systemie, a następnie – po zalogowaniu – zarezerwować auto, znajdujące się w pobliżu. Po wybraniu samochodu, użytkownik ma 15 minut na dotarcie i wejście do niego, a na koniec jazdy samochód można zostawić w dowolnym miejscu, w granicach wyznaczonej strefy. Drzwi otworzymy i zamkniemy za pomocą smartfona.

Opłaty są niskie, konkurencyjne np. dla Ubera. Obecnie najtańszy dostępny wynajem za minutę jazdy to 48 groszy w 4mobility. Opłata za postój w trakcie rezerwacji to 12 groszy, a za każdy pokonany kilometr trzeba zapłacić 80 groszy. Z tej usługi możemy na razie skorzystać w Warszawie. Najbardziej rozbudowaną siecią carsharingowych samochodów w Polsce dysponuje obecnie Traficar. Ceny? Zbliżone do konkurencji., Każdy przejechany kilometr kosztuje 80 groszy, minuta jazdy 50 groszy, a minuta postoju 10 groszy. Nieco tańszy jest Panek, za pokonany kilometr płacimy tylko 65 groszy, a za minutę jazdy i postoju tyle samo, co w Traficarze.

Komu to się opłaca?

Jeśli wierzyć obliczeniom wykonanym przez ekspertów z branży – jeżeli swoim samochodem jeździsz tylko po mieście, a rocznie pokonujesz mniej niż 5 000 km (a w niektórych przypadkach nawet 10 000 km), bardziej opłaca ci się korzystanie z carsharingu. To propozycja dla tych, którzy korzystają z auta sporadycznie, np. dwa razy w tygodniu i potrzebują go na krótki czas – od 2 godzin do 2 dni. Specjaliści twierdzą, że carsharing w Polsce na dobre rozwinie się w ciągu najbliższych 4 lat, a zbliżony do niemieckiego poziom nasycenia rynku takimi usługami nastąpi około 2022 roku.

Operatorów carsharingu jest w Polsce więcej. We Wrocławiu działa od niedawna np. Vozilla, oferująca samochody elektryczne. Wszyscy planują pojawić się ze swoją usługą między innymi w Trójmieście. Niektórzy już tam są. Pierwszym operatorem dla Gdyni, Sopotu i Gdańska został pod koniec ubiegłego roku Traficar. W jego ślady – już w pierwszym kwartale roku 2018 ma pójść Panek, a następnie – zapewne, jeszcze przed wakacjami – w Trójmieście ma się pojawić 4mobility. Nie każdy jednak wie, że od 2017 roku działa tu jeszcze jeden carsharingowy gracz, który jako pierwszy w Polsce zaproponował usługę wyprzedzającą swoje czasy.

Elektryzujący carsharing

Po Gdańsku i okolicach od prawie roku można swobodnie poruszać się wybranym autem elektrycznym. Co więcej, nie trzeba go nawet mieć. W Trójmieście ruszył bowiem pierwszy w naszym kraju, pilotażowy program carsharingu z wykorzystaniem sieci ładowarek i samochodów elektrycznych. Pomysłodawcą przedsięwzięcia jest kontrolowane przez skarb państwa przedsiębiorstwo Energa, które realizuje je za pośrednictwem spółki Enspirion.

Po Gdańsku możemy jeździć nie martwiąc się, że zabraknie nam elektrycznego paliwa. Na terenie miasta działa 5 ładowarek, a w Trójmieście jest w sumie 7 udostępnionych przez Energę terminali, a firma zapowiedziała już powstanie kolejnych. Propozycja Enspiriona to współużytkowanie samochodów elektrycznych, pozwalających poruszać się nie tylko po terenie Trójmiasta, ale też dotrzeć np. na pojezierze kaszubskie czy zamek w Malborku. To pierwsza tego typu usługa w Polsce, w której flota składa się wyłącznie z samochodów elektrycznych. W ofercie są m. in. elektryczne Volkswageny Up i e-Golfy. Ich „tankowanie” z wykorzystaniem szybkiej ładowarki trwa około 20 minut.

Jest pewien minus – na razie to oferta skierowana wyłącznie do firm. Po podpisaniu umowy, można założyć konta użytkowników, udostępniając swoim pracownikom możliwość jeżdżenia autami od Enspiriona. Uprawnione osoby w trzech prostych krokach dokonują wyboru samochodu, którym chciałyby jeździć. Cena wypożyczenia zależy od modelu i zaczyna się od 27 zł za godzinę jazdy Volkswagenem UP’em, bez limitu kilometrów. Nie ma też żadnych innych, dodatkowych opłat. Ceny zmieniają się, gdy wynajem obejmuje popołudnia i noce oraz całe weekendy.

To koniec rynku samochodowego, który znamy?

Teoretycznie, dynamicznego rozwoju carsharingu powinni obawiać się producenci samochodów, bo z jednej strony to szansa na dużą sprzedaż flotową, lecz z drugiej zagrożenie. Młodzi kierowcy korzystający z carsharingu, w miarę rozwoju usługi, mogą zacząć rezygnować z zakupu prywatnych samochodów. Potencjalnie może to mieć znaczący wpływ na poziom sprzedaży aut za kilkanaście lat. Czy auta na minuty zabiorą część klientów samochodowym koncernom? A może to właśnie jest szansa na pozyskanie nowych klientów? Właśnie tak myśli coraz więcej samochodowych koncernów. Wiele z nich coraz chętniej wchodzi we współpracę z firmami carsharingowymi.

Pokazanie osobom, które nie chcą kupować samochodów, że mogą z nich korzystać, jest pewnego rodzaju furtką, mogącą prowadzić do tego, że część użytkowników carsharingu w przyszłości stanie się klientami danej marki. To droga do serc i portfeli osób które myślą, że nie potrzebują samochodu – lecz z czasem bardzo często będą zeń korzystać.

fot. Carsharing Energa Volkswagen