Dlaczego Polacy nie umieją jeździć przez ronda?

14 października 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Ronda wydają się być idealnym rozwiązaniem. Buduje się je na całym świecie, a to dlatego, że są prawie bezkolizyjne. Prawie, bo zdarza się, że jakiemuś kierowcy całkowicie zabraknie zdrowego rozsądku. Wtedy dochodzi do niebezpiecznych sytuacji. Jak jest w Polsce? Tu też powstaje coraz więcej rond, ale wielu z nas wciąż nie potrafi przez nie jeździć. Jakie są nasze grzechy główne i kim są „rondziarze”?

Zbyt wczesne sygnalizowanie zamiaru skrętu, przejeżdżanie przez linie ciągłe na rondach wielopasmowych, zajmowanie niewłaściwego pasa ruchu, problemy zdarzają się też z pierwszeństwem przejazdu. Tymczasem to bardzo łatwe. Ronda to najbezpieczniejsze skrzyżowania… co roku policja notuje na nich kilkaset wypadków, w których ginie kilkanaście osób. W tym samym czasie na zwykłych skrzyżowaniach ma miejsce kilkanaście tysięcy zdarzeń w których ginie ponad pół tysiąca ludzi.

Na większości rond mamy wyłącznie informację o obowiązującym ruchu okrężnym. Jeździmy więc przez nie, jak przez skrzyżowania równorzędne – pierwszeństwo ma kierowca nadjeżdżający z prawej strony. Oznacza to, że znajdujący się na rondzie muszą ustąpić pierwszeństwa tym, którzy na rondo wjeżdżają. Jeżeli przed skrzyżowaniem ustawiono dodatkowo znak „ustąp pierwszeństwa”, osoby wjeżdżające na rondo muszą ustąpić przejazdu wszystkim już znajdującym się na rondzie. Natomiast na rondach wielopasmowych obowiązują dokładnie takie same zasady, jak na każdej drodze wielopasmowej. Proste? Codzienność jest najlepszym dowodem na to, że nie dla wszystkich.

Po pierwsze kierunkowskazy

Jednym z największych problemów jest sposób w jaki używamy kierunkowskazów, jak również to, że zbyt wielu kierowców  nie używa ich wcale. Zachowują się, jakby byli sami na drodze. Nie czują się w obowiązku, by informować innych o swoich zamiarach. Najczęściej jednak wprowadzamy w błąd innych kierowców, od razu włączając kierunkowskaz – zamiast czynić to wtedy, gdy jesteśmy bezpośrednio przed zjazdem.

Jeżeli na rondzie jest kilka pasów ruchu, sygnalizujemy zamiar przekroczenia każdego z nich. I pamiętajmy, że czasem są na nich wymalowane ciągłe linie. Gdy na rondzie są dwa pasy, a chcemy jechać w lewo, powinniśmy zająć lewy pas. Dopiero na skrzyżowaniu zmieniamy pas na prawy, a potem zjeżdżamy z ronda. Na prawym pasie ustawiamy się tylko wtedy, gdy planujemy skręcić w prawo lub jechać prosto.

Prawda oczywista, choć nie każdemu znana: kierunkowskaz jest informacją dla innych kierowców o naszym zamiarze. Jet po to, by inni mogli dostosować styl swojej jazdy do rozwoju sytuacji na drodze, którą zamierzamy za chwilę zmienić. Nie wolno przejeżdżać przez rondo na włączonym przez cały czas kierunkowskazie, bo nikt nie odgadnie co chcemy zrobić.

Turbinowe ronda z niespodzianką

Jeszcze większą zagadkę stanowią znacznie rzadziej spotykane w Polsce ronda turbinowe. W teorii miały prowadzić kierującego jak po sznurku. W praktyce wielu kierowców nie wie co zrobić, widząc separatory ruchu. W rzeczywistości, są to najprostsze ronda na świecie. Strumienie ruchu z pasów wewnętrznego i zewnętrznego nie przecinają się. Kierowca wybiera kierunek jazdy jeszcze przed skrzyżowaniem. Dlatego zmierzające do różnych zjazdów samochody nie znajdą się nigdy na kursie kolizyjnym, jak na klasycznym rondzie. Oczywiście, niezależnie od naszej znajomości tych zasad, zawsze powinniśmy uważnie obserwować drogę i szybko reagować na to, co na niej się dzieje.

Inną grupę stanowią „spóźnialscy” kierowcy, wjeżdżający wprost przed pojazdy na rondzie, zmuszając je do hamowania lub zatrzymania się. Tak właśnie powstają coraz większe korki i na tych najbezpieczniejszych skrzyżowaniach dochodzi do stłuczek i wypadków. Nie opisałem tu oczywiście wszystkich możliwych uchybień, których my Polacy dopuszczamy się na rondach. By móc je wszystkie scharakteryzować, musiałbym napisać książkę.

Ronda i „rondziarze”

I jeszcze jedno. Na rondzie możemy też spotkać tzw. „rondziarza”. To stosunkowo świeże zjawisko, choć pomysł znany od lat. Chodzi o pieniądze z naszych ubezpieczeń komunikacyjnych. Polują na nie zorganizowani specjaliści, a ich ulubionym miejscem są dwupasmowe ronda. Myśliwy, którego roboczo nazwałbym tu „cwanym gapą”, jedzie np. prawym pasem ronda, a widząc oczekującego kierowcę – hojnym gestem zaprasza go do wjazdu przed siebie, na rondo. Gdy tylko ofiara skorzysta z zaproszenia, cwany gapa dodaje gazu, pakując się wprost w jej samochód. Zupełnie przypadkiem oczywiście, ma przyklejoną do szyby kamerę, której zapis staje się dowodem i gwarantem wypłaty odszkodowania z naszego ubezpieczenia. Nagrało się przecież ewidentne wymuszenie pierwszeństwa.

Ronda. W naszym kraju obowiązuje kilka szkół jazdy po tych bezkolizyjnych skrzyżowaniach, przy czym sprawdza się tylko jedna – ta, która jest zgodna z prawem o ruchu drogowym. Choć każdy powinien je znać – to co dzieje się na rondach dla wielu jest po prostu zbyt zakręcone. Jest na to tylko jedna rada. Stosujmy kodeks ruchu drogowego w praktyce, nie zapominając o zasadzie ograniczonego zaufania. Nasza znajomość przepisów nie oznacza, że inni je znają.