Dlaczego zginął buntownik bez powodu?

10 października 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Legenda popkultury, młody aktor z lat 50. i genialny kierowca. Zagrał w zaledwie trzech filmach, a dostał dwie nominacje do Oscara. Z wzajemnością kochał sportowe samochody, odnosząc coraz większe sukcesy w wyścigach. Jego kariera przyspieszała z prędkością światła i pozwoliła szybko zdobyć środki na wyjątkowe, srebrne Porsche 550 Spyder. Jego 24-letnie życie pełne było nieoczekiwanych zwrotów. Od samego początku, aż do końca. Przez lata wokół postaci Jamesa Deana narosło mnóstwo legend. Największą była ta o domniemanych przyczynach jego wypadku. Żył szybko i umarł szybko? Posłuchajcie…

Młody chłopak, urodzony w Marion w stanie Indiana był kinowym fenomenem lat 50. W październiku 1951 roku zamieszkał w Nowym Jorku, zagrał w kilku reklamach i kilku serialach na antenie CBS, grał także na Brodwayu i zdobył nagrodę dla najlepiej zapowiadającego się aktora. Swój talent szlifował pod okiem takich sław jak Marlon Brando. W 1954 roku zamieszkał w Los Angeles i zagrał w swoim pierwszym filmie, „Na wschód od Edenu”. Kolejna, wielka rola to „Buntownik bez powodu”. Trzecim i ostatnim filmem był „Olbrzym”.

Utalentowany aktor, znakomity kierowca
Kto słyszy o młodym człowieku, który prowadzi szybkie sportowe auto, a następnie ma w nim wypadek – bez trudu wskazuje sprawcę. Tak było w przypadku Deana. Mówiło się, że pędził bez opamiętania. Przyczyny tragicznego finału na drodze w okolicach Cholame były jednak nieco bardziej złożone.

Wiele mówiło się o skłonności Deana do ryzyka i jego szaleńczych jazdach na motocyklu bez trzymanki. Tymczasem, zaledwie dwa tygodnie przed śmiercią Dean nagrał telewizyjny spot na zlecenie Krajowej Rady Bezpieczeństwa, zachęcający młodych kierowców do ostrożnej jazdy. „Kiedyś szarżowałem, teraz jeżdżę ostrożnie, bo nigdy nie wiesz co zrobi ten czy inny koleś. Ryzykuję na torze, nigdy na drodze”  – powiedział.

James Dean był nie tylko wyjątkowym aktorem, ale równie znakomitym kierowcą. Świetnie rozumiał fizykę pojazdu, potrafił przełożyć to na dobry wynik, co wielokrotnie potwierdził w wyścigach, objeżdżając zawodników z nieporównywalnie większym doświadczeniem. Był wielkim entuzjastą dynamicznie rozwijającego się motorsportu. Zaczynał za kierownicą białego Forda Country Squire’a i sportowego MG TD, którego wymienił wkrótce na Porsche 356 Speedster. W marcu 1955 roku zaczął startować nim w wyścigach Road Race. Swój pierwszy wyścig w kalifornijskim Palm Springs zakończył na drugim miejscu. W niespełna półtora roku czterokrotnie zmieniał samochody wyścigowe, trzykrotnie startując w wyścigach i trzykrotnie stając na podium.

Nadszedł czas w którym miał już dosyć pieniędzy, by kupić wyjątkowy samochód marzeń. Wybór padł na srebrne Porsche 550 Spyder za 7000 dolarów. Zbudowano zaledwie 90 egzemplarzy, a tylko 5 z nich trafiło do USA. James kupił ostatni, którego nazwał „Małym Draniem” („Little Bastard”). Na pokrywie silnika, na masce i drzwiach znalazł się numer startowy 130. Pod maską miał chłodzony powietrzem, 1.5-litrowy silnik typu boxer o mocy 130 KM, przenoszonej na koła za pośrednictwem czterobiegowej skrzyni typu transaxle. W zestawieniu z masą zaledwie 550 kg przekładało się to na niesamowite osiągi małego bolidu o długości 3,7, szerokości nieco ponad 1,6 i wysokości niespełna 1 m. Jeden z kolegów aktora, powiedział: „Jeśli wsiądziesz do tego auta, za tydzień znajdą cię w nim martwego”.

30 września 1955 roku James Dean wyruszył swoim nowym nabytkiem w drogę do Salinas, by wziąć udział w kolejnym wyścigu. Od zakupu Porsche minęło zaledwie około tygodnia. Dlatego mechanik Deana, doświadczony kierowca wyścigowy i inżynier, Rolf Wütherich zaproponował młodemu aktorowi dojazd na kołach, aby po drodze samochód dotrzeć i dostroić. Dwie godziny przed śmiercią, dostał mandat za przekroczenie prędkości. Jechał około 105 km/h tam, gdzie dozwolone było 90.

Co stało się na skrzyżowaniu dróg 466 i 41?
Do tragicznego w skutkach wypadku doszło w okolicach Cholame, na skrzyżowaniu dróg 466 i 41. Jadący na wschód kierowca Forda Customa, 23-letni student kalifornijskiej politechniki, Donald Turnupseed wyprzedził na zakręcie – tuż przed zderzeniem z Deanem – dwa samochody. Jadący z przeciwnej strony aktor kończył właśnie wyprzedzać auto. Turnupseed zwolnił i rozpoczął skręt w lewo w drogę 41. Aż trudno uwierzyć, że nie widział nadjeżdżającego „Małego Drania”. James Dean miał wtedy powiedzieć do Wüthericha: „Koleś się zatrzyma, przecież nas widzi”. Tak się nie stało. Dean próbował ominąć Forda, wprowadzając Porsche w kontrolowany poślizg. Za późno zdając sobie sprawę z sytuacji Turnupseed spanikował, gwałtownie blokując hamulce. Nie miał już kontroli nad swoim pojazdem. Zderzenie było nieuniknione. Jego siła wyrzuciła Porsche w powietrze. Rozbite auto twardo wylądowało na poboczu.

Aktor doznał złamania kręgów szyjnych i wielu innych obrażeń wewnętrznych i zewnętrznych. Wyrzucony z samochodu impetem zderzenia Rolf Wütherich przeżył, miał złamania biodra, kończyn i żuchwy. Obaj trafili do szpitala Paso Robles War Memorial, gdzie lekarze stwierdzili zgon Deana. Rolf Wütherich przeszedł długą rekonwalescencję i serię operacji. Wrócił do Niemiec, gdzie Porsche zatrudniło go jako specjalistę od mechaniki i testów. Przyjechał na chwilę do USA z fabryczną drużyną wyścigową. W połowie lat 60. startował jako pilot fabrycznego teamu Porsche w Rajdzie Monte Carlo. Po wypadku z Deanem wpadł w depresję i alkoholizm. W 1981 roku… zginął na publicznej drodze w wypadku samochodowym.

Kto zawinił?
Śmierć 24-letniego aktora wywołała falę spekulacji. Pisano, że jechał tak jak żył – za szybko. Mówiono, że James Dean popełnił samobójstwo, innym razem że Porsche prowadził Rolf Wütherich. W mediach publikowano niesamowite, coraz to bardziej sensacyjne historie, bo pasowały do wizerunku buntownika.

Czy Dean jechał za szybko i czy możliwe było dostrzeżenie jego samochodu? W 1992 roku grupa naukowców zrekonstruowała z wykorzystaniem nowoczesnej techniki przebieg wypadku. W oparciu o archiwalne materiały i aktualne zdjęcia skrzyżowania, wykonano komputerową symulację. Ustalono, że kierowca Forda musiał widzieć srebrne Porsche już z odległości ponad pół mili. Udało się też ustalić prędkości obu pojazdów. Ford jechał około 89 km/h, a Porsche Jamesa Deana około 97 km/h (policja w latach 50. stwierdziła, że było to ok. 88 km/h).

Wszyscy sądzili, że miłośnik szybkich samochodów pędził na złamanie karku. Tę wersję łatwo było zaakceptować, dlatego podsyciły ją media. W rzeczywistości doszło do nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Takiego, jakich wiele jest również na współczesnych nam drogach. Młody buntownik jeździł ostrożnie. Tamtego dnia w Cholame zwyczajnie zabrakło mu szczęścia na które, ruszając w drogę, liczy każdy z nas. Tragiczny wypadek i los dały mu wieczną sławę.