Dokąd się spieszysz? O niepotrzebnych stresach kierowców

28 listopada 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Wyobraź sobie leniwy sobotni poranek. Wstajesz, pijesz kawę, idziesz do garażu i wsiadasz do auta. Włączasz silnik, wyjeżdżasz na miasto i nagle… przemieniasz się w bestię. Pędzisz bez opamiętania, złorzeczysz na zawalidrogi, które nie chcą ustąpić ci pierwszeństwa przejazdu. Prowokujesz mnóstwo niebezpiecznych sytuacji, tak bardzo się spieszysz. Przeklinasz pod nosem i pędzisz tak szybko, jak to możliwe, starając się wyprzedzić kogo tylko się da.

  • Ty też za kierownicą przemieniasz się w bestię?
  • Nigdzie się nie spieszę, ale chcę być pierwszy
  • Brawura za kierownicą
  • Pośpiech bez powodu
  • Frustracja kierowców i radość blacharzy
  • Gdy rozum śpi, budzą się demony
  • Spiesz się powoli

Z impetem wjeżdżasz na parking, wyłączasz silnik i… grzecznie wchodzisz do sklepu, kupić na śniadanie bułki i masło, o których wczoraj zapomniałeś. Tobie też się to zdarza? Znasz kogoś, kto tak robi? Takich kierowców jest naprawdę wielu. Samochód potrafi zmienić naszą osobowość.

Dlaczego to robimy? Żeby się dowartościować. To chęć bycia najszybszym. Takich kierowców łatwo się potem wyprzedza, bo ich rozbite auta stoją na poboczu lub leżą w przydrożnym rowie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spieszymy się nawet wtedy, gdy nie mamy dokąd.

Tam gdzie jest chęć bycia pierwszym, łatwo rodzi się agresja. Niedawno zdarzyło mi się doświadczyć absurdalnej sytuacji. Włączając się do ruchu wjeżdżam na swój pas, jest na nim już trzy czwarte mojego samochodu. Wtem, nadjeżdża Volkswagen Transporter i usiłuje zmusić mnie do zatrzymania się lub zjazdu na pobocze. Chce przejechać przede mną. Nie poddaję się presji i kończę swój manewr. Już za chwilę spotka mnie za to surowa kara. Są tutaj dwa pasy ruchu, więc bus mnie wyprzedza, zmienia pas, wjeżdża przed maskę mojego auta i gwałtownie hamuje. Po chwili przyspiesza i… znów hamulec w podłogę. Tak jeszcze kilka razy.

W dużym lewym lusterku Transportera widzę uśmiechniętą twarz kierowcy i jestem w lekkim szoku. Takiego zachowania spodziewałbym się po ogolonym na łyso jegomościu, albo młodzieńcu ze sportową białą czapką z mocno wygiętym daszkiem. Nic z tych rzeczy. Za kierownicą siedzi ładna, młoda dziewczyna. Czy zachowa się tak agresywnie w kolejce po chleb, albo gdziekolwiek indziej, mając bezpośredni kontakt z nieznajomym? Nie sądzę. Samochód budzi w niektórych z nas demony.

Rozpychanie się na drodze, gwałtowne zmiany pasa, jazda po wirtualny puchar, którego nikt nigdy nam nie da. To bez sensu. Zwłaszcza wtedy, gdy pośpiech nie służy niczemu innemu, niż byciu przed wszystkimi. Jest tylko chęcią ominięcia, wyprzedzenia każdego, kto znalazł się na naszej drodze. Dlaczego? Bo tak! Nie ma żadnej, dającej się sensownie uzasadnić przyczyny. Królowie życia tak mają? Na to wygląda.

Nie jestem w stanie naukowo wyjaśnić przyczyn leżących u podstaw tego zjawiska. Wiem za to, że zbyt wielu z nas cierpi na syndrom pośpiechu bez powodu. Zysków z tego nie ma żadnych, cieszą się jedynie blacharze. Pokonując kilkanaście kilometrów przez miasto możemy zyskać kilka, a w dłuższej trasie kilkanaście minut. Taka jest zwykle różnica między przejazdem przepisowym i dynamicznym.

Jeśli nie jest to przekonujące, przekonać może różnica w kosztach. Zarówno w mieście, jak i na trasie różnice w spalaniu, zwłaszcza w przypadku silników benzynowych sięgają kilku litrów. Co najmniej kilkadziesiąt złotych zostaje więc w naszej kieszeni.

Chcąc bardzo szybko pokonać mocnym autem trasę z Warszawy do Gdańska, korzystając z autostrad A2 i A1 nie zaoszczędzimy nawet tych kilkudziesięciu minut. Z prostej przyczyny – zabraknie paliwa, a to oznacza konieczność dodatkowego postoju. Wszystko na nic, bo zasięg przeciętnego mocnego auta z jednostką benzynową, poza miastem, to w praktyce około 300 km, a do pokonania mamy ich w tym przypadku ponad 400.

Morał z tego prosty. Spieszmy się powoli. Tylko w ten sposób zaoszczędzimy czas, pieniądze, zdrowie i nerwy – a te ostatnie są przecież bezcenne.