Echa akcji #MeToo na salonach samochodowych

8 maja 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Zaczęło się od Formuły 1. W lutym organizatorzy najpopularniejszych wyścigów samochodowych świata ogłosili, że to już koniec tzw. grid girls. Pięknych, roznegliżowanych dziewczyn, towarzyszących przed startem kierowcom. To efekt akcji #MeToo, walki z seksizmem, molestowaniem i przedmiotowym traktowaniem kobiet.

Akcja odbiła się szerokim echem, a jej efekty można było zaobserwować na tegorocznym Salonie Samochodowym w Genewie. Kilka tygodni później, na Poznań Motor Show, okazało się, że w Polsce tradycja okazała się silniejsza i piękne dziewczyny – póki co, zostają. Dobrym pytaniem jest, jakie będą długofalowe skutki tych wydarzeń wśród bywalców salonów samochodowych.

Jaki jest efekt akcji #MeToo na salonach samochodowych? Na razie taki, że niemała grupa osób straciła dobrze płatne zlecenia. Modelki nie są zadowolone z takiego obrotu sprawy i protestują. Dla dobra kobiet… kobiety straciły pracę. Nikt, komu nie odpowiada taka forma zatrudnienia, dobrowolnie nie zdecyduje się przecież na jej wykonywanie. Niki Lauda, jeden z najbardziej znanych i utytułowanych w historii tego sportu kierowców, powiedział że ta decyzja uderza w same kobiety, ponieważ z góry podjęto ją za nie.

Szczęśliwi nie są również producenci samochodów i wytwórcy innych produktów, które w ten sposób reklamowano na targach, np. akcesoriów samochodowych czy zegarków. Piękne modelki przyciągały zawsze fotoreporterów, operatorów i dziennikarzy. Miały realny wpływ na większą liczbę publikacji na temat prezentowanego produktu. Znaczna część kobiet jest jednak zadania, że musimy podążać za społecznymi zmianami i wyjść z moralnego średniowiecza.

Pożegnanie z paniami?

Kiedyś nie wyobrażano sobie świata motoryzacji i motorsportu bez hostess. Piękne „grid girls” były ozdobą każdego wyścigu. Hostessy, każdych samochodowych targów. No właśnie, ozdobą. Przy okazji też nośnikami reklam i obiektem niedwuznacznych uwag, czasem również i fizycznego przekraczania granic. Przedmiotowe traktowanie kobiet? Tak i nie. By spojrzeć na to obiektywnie, potrzeba dystansu.

Na decyzji szefów Formuły 1 zaważyła presja środowisk walczących o prawa kobiet – w tym fundacji Women’s Sport Trust, która ubolewa nad istnieniem dyscyplin sportu, w których kobiety są traktowane przedmiotowo. Tymczasem hostessy zawsze były naturalną częścią marketingowych strategii marek. Dlaczego prawie nie było hostów? Bo przez lata motoryzacja była domeną mężczyzn i to z myślą o nich organizowano każdą prezentację i każde show. O stopniowym, dziejącym się właśnie teraz odejściu od tej tradycji nie zdecydowało niczyje sumienie, lecz pragmatyzm. Coraz więcej kobiet kupuje samochody i interesuje się motoryzacją. Zmienia się target, zmieniają się więc sposoby prezentacji produktu.

Hostessa czy host?

Należąca do Grupy Volkswagena marka Lamborghini, już dwa lata temu zrezygnowała z modelek. Nie było ich również na tegorocznym Salonie Samochodowym w Genewie. Dodajmy, że obok wspaniałych samochodów, swoje wdzięki na stoisku tej włoskiej marki prezentowały zawsze jedne z najpiękniejszych dziewczyn we współczesnej historii genewskich targów. Dotychczasową definicję hostessy zmieniono, szkoląc zarówno kobiety, jak i mężczyzn do roli powściągliwie ubranych handlowców, prezentujących merytoryczne informacje na temat samochodów. Tą drogą podążyło również wielu innych producentów.

Na tegorocznym Poznań Motor Show można było zaobserwować znacznie ciekawsze zjawisko. Swego rodzaju mieszankę wszystkich możliwych podejść do tematu hostess. Jedni producenci, podtrzymując tradycję, zatrudnili pięknie ubrane i dość mocno roznegliżowane dziewczyny, działające na zwiedzających i fotoreporterów jak magnes. Inni postanowili ubrać je w sportowe stroje lub powściągliwe mundurki. Jeszcze inni hostess w ogóle nie mieli. Byli też i tacy, co mieli hostessy i hostów, ale to zdecydowana mniejszość.

I co dalej?

Wiele kobiet zapewne się z tym nie zgodzi, lecz ja uważam, że problem leży zupełnie gdzie indziej. Same hostessy w większości lubią swoją pracę, nie wykonują jej pod przymusem. Obecność pięknych kobiet zawsze dodawała uroku autom, a najbardziej zagorzałym fanom motoryzacji z pewnością nie przeszkadzała w podziwianiu samochodów. Problemem nie są piękne, seksownie ubrane kobiety. Jest nim to, w jaki sposób są traktowane. To zaś zależy od zatrudniających je osób, a przede wszystkim – od mężczyzn odwiedzających targi. Sam wielokrotnie byłem świadkiem skandalicznych zachowań w stosunku do dziewczyn na samochodowych wystawach.

Brak szacunku do kobiet

Nazywając problem po imieniu – powiedziałbym, że jest nim absolutny brak kultury. Naszym niemal narodowym problemem jest deficyt dobrych manier i wspomniane na wstępie, przedmiotowe traktowanie kobiet. To jest fakt. Lecz zamiast bić się w piersi i krzyczeć na Facebooku #MeToo, zabierzmy się za pracę u podstaw. Wystarczy znajomość granic i trochę ogłady, nic więcej. Nie sądzę, by powściągliwe stroje hostess stały się tamą dla chamskich zachowań mężczyzn, którzy nie znają umiaru. To tylko jedna z płaszczyzn, na których objawia się nasz – niestety, zbyt powszechny – brak szacunku dla innych. Całe szczęście, że nie dotyczy to wszystkich. Z pewnością jednak, zbyt wielu.

Jestem również za tym, by na motoryzacyjnych targach szeroko wprowadzić parytety. Postawmy przy samochodach również hostów, niektóre marki podjęły już taką inicjatywę. Nie muszą nosić garniturów z ostatnim guzikiem zapiętym pod szyją. Panie również powinny mieć szansę na podziwianie pięknych samochodów i… ludzi. Zwłaszcza, że liczba zmotoryzowanych kobiet w Europie w ostatnich latach drastycznie wzrosła: o 66 proc. Wielkiej Brytanii, o 37 proc. we Francji. Podobnie w Niemczech, czyli na największym rynku motoryzacyjnym na naszym kontynencie. Dzieje się tak również w Polsce. Dlatego szanujmy kobiety, zdrowy rozsądek i siebie nawzajem.