Ecodriving? Też to potrafisz

24 października 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

Chcesz od czasu do czasu tankować za darmo? Kto by nie chciał. Cokolwiek dzieje się na drodze, zależy zawsze od trzech czynników. Pierwszym i najważniejszym jest kierowca, który – bardziej lub mniej świadomie – decyduje o tym, co się na niej stanie. Drugim jest samochód, a trzecim odrobina szczęścia, bez której nie udałoby się nam absolutnie nic. Gdy połączymy z nią odpowiednie umiejętności, możemy zaoszczędzić całkiem sporo paliwa.

Na myśli mam oczywiście ekojazdę, która wbrew pozorom może dostarczać emocji równie wielkich, jak sportowa. Wymaga pewnych umiejętności i odrobiny szczęścia. Bardzo ważny jest także samochód i jego stan techniczny. Od tego zależy, ile zużyjemy paliwa.

W najlepszej sytuacji są oczywiście właściciele najnowocześniejszych samochodów hybrydowych i elektrycznych. Hybrydy najnowszej generacji są w stanie zadowolić się spalaniem na poziomie np.  1,5 l/100 km. Właściciele samochodów elektrycznych mogą przechwalać się, że ich auta nie palą kompletnie nic, chociaż to nie do końca prawda. Póki co najczęściej jeżdżą na węgiel, którego tak chętnie wciąż używa się do produkcji energii elektrycznej.

Prawdą jest jednak, że dzięki ekojeździe w powietrzu będzie mniej spalin, a w naszej kieszeni więcej pieniędzy. Możemy też pokonywać dłuższe dystanse. Jazda hybrydą to fajna zabawa w odzyskiwanie energii. Niektórzy właściciele takich samochodów robią nawet między sobą zakłady o to, kto spali najmniej.

Syndrom ciężkiej nogi

Ci, którzy hybryd jeszcze nie mają, też mogą nauczyć się oszczędzania. Na dobry początek wystarczy zwalczenie syndromu ciężkiej nogi. Jak najłatwiej się do tego przekonać? Po pierwsze, szybka jazda nie skraca znacząco czasu przejazdu. Różnicy nie odczujemy zwłaszcza na krótkich dystansach w mieście, a właśnie tam możemy zyskać najwięcej.

Płynna jazda i ecodriving pomagają oszczędzać nie tylko paliwo, ale też nerwy i dotrzeć do celu o czasie. Podstawowe zasady? Są bardzo proste. Płynne ruszanie, odpowiednio wczesna zmiana biegów i nie wkręcanie silnika na wysokie obroty, jak również umiejętne hamowanie. Gwałtownie hamując i przyspieszając spalamy tylko niepotrzebne litry. Przyspieszamy jak najkrócej, ale zdecydowanie, wciskając gaz na trzy czwarte. Dalej zajedziemy, gdy raz solidniej dodamy gazu, niż snując się po mieście i dławiąc silnik.

Bądź jak Napoleon 

Strategiem. Planując trasę i obserwując drogę sporo zaoszczędzisz, wykorzystując rozpęd auta. Do tego potrzebna jest odpowiednia taktyka jazdy. Wystarczy świadomie kontrolować każdy swój ruch. Z czasem nie będzie to nawet potrzebne, bo wejdzie w krew. Taktycznie pokonując wzniesienia i prowadząc auto w skupieniu, możemy osiągnąć wyniki, których spodziewali się chyba tylko konstruktorzy naszego auta, obiecując w prospektach bajecznie niskie spalanie. Możemy je osiągnąć i dojść do wyników, których nikt by się nie spodziewał.

Przeszkodzić albo pomóc może nam bieżąca sytuacja na drodze, np. spowolnienie ruchu. Snująca się ciężarówka lub wyjeżdżający z bocznej drogi ciągnik, potrafią zniweczyć cały nasz eko-wysiłek, włożony w pracę nad ustanowieniem nowego rekordu jazdy o kropelce. Nie zmienią jednak faktu, że tak czy inaczej zaoszczędzimy. Nie tylko paliwo, ale również opony, klocki i tarcze hamulcowe, olej i smarowany nim silnik, a także – co kolejny raz warto podkreślić – własne, a przez to bezcenne nerwy. Bywa, że zaoszczędzimy też na wizytach u blacharza, bo szybka i nieekonomiczna jazda sprzyja jak wiadomo kolizjom.

Tyle szybkiej teorii na temat powolnej jazdy. Powolnej? Cóż, oszczędzanie wiąże się z częstym rozwijaniem prędkości, bliskich tym przepisowym. Jeżdżą tak już w wielu krajach Europy. My chyba też możemy. Z całą pewnością stać nas na to, by oszczędzać.

Teraz odrobina techniki

Szczęściu jak wiadomo trzeba pomóc, dlatego warto się uciec do kilku banalnie prostych ekosztuczek w naszym samochodzie. Sprawdzajmy regularnie ciśnienie w oponach. Jazda na niedopompowanych podwyższa spalanie. Producenci aut coraz częściej podają wartości do jakich trzeba napompować koła, by jeździć ekonomicznie. Zazwyczaj jest to co najmniej kilka dziesiątych bara więcej niż standardowych ustawieniach.

Wyrzućmy z bagażnika niepotrzebne przedmioty – na co komu mobilna piwnica? To samo dotyczy boksów dachowych. Wróciłeś z nart w ubiegłym roku? Warto było zdjąć bagażnik. Od razu, bo teraz lepiej już nic nie robić i zaczekać na kolejny sezon.

Na publicznej drodze jest jak na rajdzie. O sukcesie decydują zawsze trzy czynniki: kierowca, jego samochód i bieżąca sytuacja. Czasami również odrobina szczęścia. Dobrze, by w naszym przypadku był to rajd o kropelce. Nawet jeśli nie pomoże zaoszczędzić fortuny, z pewnością w niczym nie zaszkodzi. Fakty są takie, że raz na jakiś czas możemy mieć od 5 do 25 proc. paliwa gratis. Warto? A może znacie jakieś lepsze, sprawdzone i skuteczniejsze sposoby oszczędzania?