James Bond naprawdę istnieje

23 października 2017, Marek Wieliński

Motoryzacja

To fakt. Z tą jednak różnicą, że nie biega po dachach domów z Berettą w dłoni i nie jeździ Astonem Martinem. Najczęściej siedzi za biurkiem w Sopocie, analizując dane. Ponadto, nie jest jedną osobą, a całym sztabem ludzi. Czym się zajmuje? Świat dzieli się na tych, którzy prawo stosują oraz tych, którzy starają się je omijać. Dlatego – z klasą brytyjskiego dżentelmena i skutecznością tajnego agenta Jej Królewskiej Mości – tropi, nie tylko w Polsce, wyłudzających odszkodowania z ubezpieczeń komunikacyjnych.

Niedawno pisałem o Polakach nie umiejących jeździć przez ronda. Wspomniałem przy okazji o tzw. „rondziarzach”. Zorganizowani oszuści polują na odszkodowania z naszych ubezpieczeń. Ulubionym miejscem ich działań są dwupasmowe ronda. Myśliwy jedzie prawym pasem, a widząc oczekującego na wjazd na rondo, gestem zachęca aby to zrobił. Gdy tylko ofiara skorzysta z zaproszenia, oszust dodaje gazu, pakując się wprost w jej samochód. Zupełnie przypadkiem ma w swoim samochodzie kamerę, której zapis staje się dowodem i gwarancją wypłaty odszkodowania z ubezpieczenia ofiary. Nagrało się przecież wymuszenie pierwszeństwa. Gestu zapraszającego do wjazdu na skrzyżowanie nie widać. Polowanie na cudze OC jest częstym zjawiskiem, ale to tylko jedna z wielu metod. Jako „dawców winy” wykorzystuje się również samochody flotowe.

Kierujący takim autem pisze oświadczenie, że doprowadził do zdarzenia w wyniku którego poszkodowany doznał uszczerbku na swoim majątku lub zdrowiu. Najczęściej jednak mamy do czynienia ze szkodami „bezkontaktowymi” i nie dochodzi do zderzenia pojazdów. Wystarczy opisać okoliczności w taki sposób, że sprawca – kierujący pojazdem firmowym – zajechał drogę innemu uczestnikowi ruchu. Ten zaś, broniąc się przed zderzeniem, ucieka na pobocze, gdzie wpada np. do rowu lub na barierki.

Eksperci z branży ubezpieczeniowej od lat bezskutecznie walczą ze zjawiskiem wyłudzania ubezpieczeń komunikacyjnych. Skala jest ogromna, chodzi o dziesiątki milionów złotych. Nie wiemy nawet dokładnie ile, bo firmy ubezpieczeniowe nie lubią się tym chwalić. Wyłudzeniami pieniędzy ze szkód komunikacyjnych zajmują się gównie wyspecjalizowane grupy przestępcze, lecz także zwyczajne rodziny dla których to zajęcie stało się głównym źródłem dochodu. Są też wyłudzający z przypadku, którzy postanawiają wykorzystać pojawiającą się na drodze okazję. Oszuści znają procedury w ubezpieczalniach, co pomaga im działać bardzo skutecznie.

Problem jest stary jak świat. W starożytności nie było ubezpieczeń, ale istniały związki pomocowe. Już wtedy wykorzystywano system, np. celowo topiąc statki z towarem. Wyłudzają też osoby wewnątrz firm, które ubezpieczenia sprzedają. Jak się przed tym bronić? Odpowiedź znają pracownicy sopockiej spółki Logisfera FI, obsługującej największe firmy ubezpieczeniowe w kraju. Stworzyli cyfrowe narzędzie do segmentacji zdarzeń w czasie rzeczywistym. – W chwili, gdy przyjmowane jest zgłoszenie szkody lub zawierana polisa, np. przez telefon lub internet, mamy najwyżej kilka minut, by oszacować ryzyko lub wykryć niebezpieczeństwo wyłudzenia – wyjaśnia mi Zbigniew Stochowicz, prezes Logisfery FI.

To detektywistyczna praca, oparta o złożoną analizę wszystkich możliwych danych oraz biały wywiad. Elektroniczne narzędzie pozwala natychmiast wykrywać ryzyko i grupować, zwłaszcza nowych klientów. Wystarczy kilkanaście sekund. Urządzenia wyłapują kluczowe dane, które następnie są uzupełniane, weryfikowane, oceniane i analizowane. Mówiąc wprost, pozwalają zidentyfikować oszustwa i od razu zgromadzić na ich temat obszerną dokumentację. W ten sposób powstał również profil typowej ofiary, uwzględniający technikę jazdy, miejsce zamieszkania, płeć, wiek oraz jej doświadczenie za kierownicą. Pracownicy Logisfery FI szukają także słabych punktów w systemach wypłaty odszkodowań, pomagając je likwidować.

Dzieje się to w oparciu o analizę dużych zbiorów danych. – Szukamy w nich anomalii. Chodzi o częstość występowania zdarzeń oraz ich umiejscowienie w czasie i związek przyczynowo – skutkowy, np. kierowcy, którzy podpisują fałszywe oświadczenia o winie, zazwyczaj nie wzywają policji. W przypadku roszczeń z ubezpieczenia OC, 40 proc. skierowanych do nas spraw kończy się ujawnieniem próby wyłudzenia – dodaje prezes Stochowicz.

Dane, potrzebne do profilowania ofiar i sprawców można pozyskać całkowicie legalnie z akt szkodowych i dokumentacji ubezpieczeniowej, a także z postępowań karnych. Już na etapie przygotowawczym istnieje możliwość uzyskania wielu informacji, charakteryzujących sprawcę, poszkodowanego i ofiarę. Dlatego tak ważna jest indywidualna ocena ryzyka. Zarówno na etapie zawierania umowy ubezpieczenia, jak i przyjmowania zgłoszenia o roszczeniu.

Zgłoszenie może nastąpić przez klienta zakładu ubezpieczeń albo osobę trzecią. Ta indywidualność zmusza zakłady ubezpieczeń do stosowania nowoczesnych technik, mających na celu opisanie obiektów, występujących w zdarzeniu. Może to być osoba, ubezpieczony lub kierujący, ale też sam adres, VIN pojazdu, rachunek bankowy albo cokolwiek innego. Konieczne jest przypisanie pojedynczemu parametrowi oraz grupie danych ryzyka, związanego z danym modelem przestępstwa.

Największe wrażenie robią jednak możliwości pozyskiwania informacji na temat podejrzanych osób w otwartych źródłach informacji. W sieci dostępne są darmowe programy, umożliwiające np. śledzenie powiązań między różnymi osobami czy wyszukiwanie informacji z konwersacji w mediach społecznościowych, na podstawie zadanych haseł. W  prowadzeniu internetowego mini-śledztwa pomagają programy do geolokalizacji osób, śledzenia ich wypowiedzi i zdjęć, publikowanych na portalach społecznościowych. Podpowiedzią mogą być również dane EXIF z obrazów i analiza metadanych.

Często, gdy chcemy zebrać dowody – najprostszą metodą jest przeszukanie zasobów Facebooka. – Możemy np. zdemaskować osobę, ubiegającą się o roszczenie, związane z niemożnością wykonywania pracy po wypadku komunikacyjnym, prezentującą swoje zdjęcia z wyjazdu na narty – wyjaśnia, Marcin Kłodnicki, dyrektor biura rozpatrywania roszczeń ubezpieczeniowych w Logisferze FI. Bywa, że sprawcy chwalą się, jak udało im się oszukać ubezpieczyciela na swoich profilach. Zorganizowane grupy działają inaczej. Posługują się cyberatakiem, wysyłając odpowiednio spreparowane pliki lub zdjęcia. Potrafią np. zdobyć loginy i hasła ubezpieczonych do cyfrowych platform, obsługujących wypłatę odszkodowań. Usuwają też wszelką możliwą korespondencję z kont mailowych i portali społecznościowych.

Pomimo to, ubezpieczyciele wciąż traktują problem wyłudzeń po macoszemu i przeznaczają na jego zwalczanie niewielkie środki. Skuteczną walkę z przestępczością ubezpieczeniową utrudnia też zbyt mała liczba i znaczna rotacja doświadczonych pracowników, a czasem także polityka wewnętrzna korporacji ubezpieczeniowych. A przestępczość wciąż rośnie. Nawet organy ściągania nie zawsze zdają sobie sprawę z jej skali. Dlatego detektywi z Sopotu mają i będą mieć mnóstwo pracy.