Jazda na zderzaku – przekleństwo polskich dróg

18 czerwca 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Lewym pasem autostrady A2 jedzie sznur samochodów, jeden za drugim. Jedno z aut rozpoczyna gwałtowne hamowanie i mamy efekt domina. Jeden z kierowców zbyt szybko wcisnął hamulec, kolejni – zaskoczeni – zaczęli hamować w ostatniej chwili. Ostatni, który nie zauważył w porę co się stało – ratuje się przed kolizją, ucieczką na pas zieleni.

Oto znakomity dowód na to, że nigdy nie wolno jechać na czyimś zderzaku. Tym razem wszystko skończyło się dobrze, ale do karambolu brakowało już naprawdę niewiele. Takie sytuacje zdarzają się praktycznie wszędzie, również w mieście. Najczęściej jednak na zatłoczonej autostradzie A2, na odcinku między Warszawą i Łodzią. Samochody jadą tam z reguły wolniej niż dopuszczalne 140 km/h. Droga jest po prostu intensywnie uczęszczana. Kierowcy jadących wolniej samochodów ani myślą zjeżdżać na prawy pas. W ten sposób blokują się oba.

 

Jeźdźcy bez głowy

Prawym pasem leniwie podążają do celu ciężarówki, na lewym trwa walka o przetrwanie. Każdy chce jechać swoim tempem. Problem w tym, że jedni chcą wolno, a inni szybko. Gdy się spotkają i są zbyt blisko, zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Widoczny na filmie, czerwony samochód nie zdążyłby już wyhamować przed autami, które się zatrzymały. Na drodze powstał zator i jedynym ratunkiem była ucieczka na pas zieleni. Tak samo uczynił jeszcze jeden kierowca.

Kto winien w razie wypadku?

W takiej sytuacji zawsze będzie to osoba, która najeżdża na zatrzymujące się lub hamujące samochody. Kierowca jest bowiem zobowiązany do zachowania należytej ostrożności i bezpiecznego odstępu od poprzedzających samochodów. Przepisy nie precyzują ile to metrów – i, moim zdaniem –  słusznie.

Tematem zbyt krótkiego dystansu między jednym z drugim pojazdem zajęła się niedawno Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W przyszłości może to skutkować zmianami w przepisach, bo na polskich autostradach robi się coraz niebezpieczniej. Z roku na rok rośnie liczba ofiar śmiertelnych wypadków. Jazda „na zderzaku” jest wymieniana jako druga z przyczyn, zaraz po nadmiernej prędkości. Problemem jest również to, że nie umiemy jeździć autostradami.

Czy zmienią się przepisy?

Jeśli działania KRBRD posuną się naprzód, zostaną ustalone i wyrażone w metrach odległości między samochodami. Zaleca się, by podczas jazdy z prędkością 140 km/h zachować około 70-metrowy odstęp od poprzedzającego nas auta, czyli odległość wyrażona w metrach powinna stanowić przynajmniej połowę prędkości z którą się poruszamy. Za „wiszenie na czyimś zderzaku” w Niemczech można dostać spory mandat, a nawet stracić prawo jazdy.

U nas – niestety, wciąż nie ma za to żadnych konsekwencji. Jedyną może być wypadek. Jazda po autostradzie wydaje się być najłatwiejszym z zadań kierowcy. Rzeczywistość pokazuje, że po tego rodzaju drogach wciąż nie potrafimy jeździć. Jazda na zderzaku jest jednym z tego przykładów.

Bezpieczny odstęp – co to znaczy?

W praktyce musimy kierować się zdrowym rozsądkiem. Im szybciej jedziemy, tym większa powinna być odległość między samochodami. Przy prędkościach autostradowych musi to być co najmniej kilka długości osobowego auta. Odległość ta powinna wzrastać wraz z masą przewożonego ładunku i rodzajem auta, którym się poruszamy. Zwykłym samochodem osobowym łatwiej się zatrzymać niż ciężkim i wysokim SUVem lub autem z przyczepą.

Niedopuszczalne jest podążanie w odległości kilku metrów za poprzedzającym samochodem, a tym bardziej – jazda bezpośrednio za nim. W mieście kończy się to zazwyczaj stłuczką. Poza miastem, może zakończyć się bardzo poważnym, nawet śmiertelnym wypadkiem. Wystarczy, że poprzedzające nas auto gwałtownie zacznie hamować.

Nasz czas reakcji jest długi. Najpierw musimy to hamowanie zauważyć, następnie na nie zareagować i wykonać odpowiednie działanie, korzystając z mechaniki pojazdu. Ta zaś ma swoją bezwładność i – podobnie jak my – działa z opóźnieniem. Dlatego w każdą podróż zabierajmy refleks i zdrowy rozsądek.