Czy jazda na suwak jest już jakąś pradawną i zapomnianą sztuką?

9 sierpnia 2017, Michał Jesionowski – Miłośnicy czterech kółek

Motoryzacja

Jeżdżąc po polskich drogach, mam wrażenie, że wzajemne ustępowanie sobie na ulicy, wpuszczanie samochodów w korku lub jazda na suwak jest już jakąś pradawną i zapomnianą sztuką. Narzekamy na innych kierowców, zapominając, że sami jesteśmy odpowiedzialni za obecny stan.

Co daje nam bycie zmotoryzowanym, mobilnym?

Pewnego rodzaju wolność niezależnie od tego, czy jedziesz samochodem, motorem. Masz za sobą przeszłość a przed sobą przyszłość. Mając 19 lat, kupiłem swój pierwszy pojazd. Największą radość dawało mi, przemieszczanie się z punktu A do punktu B. Cała przyjemność prowadzenia, świadomość, że to ja panuję nad pojazdem i nie jestem zależny od komunikacji miejskiej — bezcenne. Byłem panem własnego czasu i miejsca. Dzięki temu w tamtych jeszcze nie tak odległych dla mnie czasach miałem możliwość poznania wielu nieznanych mi zakątków. Mogłem w każdej chwili spakować namiot, jechać nad jezioro lub w góry. Nie musiałem o nic nikogo prosić. Nie ważne, jaki był to samochód, po prostu był mój i za to go kochałem. Za to, że był. Kto z Was tak miał?

Mam prawo jazdy ponad 13 lat, przemierzyłem 700 tys. kilometrów po Polsce i Europie. Ostatnia moja dekada to praca za kierownicą. Natężenie ruchu drastycznie wzrosło od tamtej pory, kultura jazdy zaś mocno spadła. Dziś w dużych metropoliach jak Stolica, Wrocław lub nawet Trójmiasto, przemieszczając się samochodem większość czasu spędzamy na staniu w korkach. Dzikiej instynktownej walce w której zatracamy zasady moralne z każdym przejechanym metrem. Obmyślamy taktykę działania –  nie wpuszczę go, spieszę się, no gdzie się pchasz!

Mając prawo jazdy, znamy zasady ruchu drogowego do tego stopnia, aby nie łamać panujących przepisów, ale teoria od praktyki znacznie się różni. Wygląda zupełnie inaczej. Pierwszym, ulubionym moim zagadnieniem jest kończący się lewy pas i jazda w korku, a następnie jazda na zamek.

Tu zestawię dużą gdańską metropolię z małym kaszubskim miastem Kościerzyną. W Gdańsku bardzo rzadko doświadczamy jazdy na suwak. W kierowcach agresja rośnie wręcz do tego stopnia, że zaczyna się partyzancka chuliganka z gestykulacją, epitetami, wygrażaniem i rękoczynami. Może jest to spowodowane rosnącym tempem naszego życia, ale należy czasem zastanowić się oraz pokazać innym, że ma się własny rozum i  kulturę osobistą.  Lewym pasem powinniśmy jechać do samego końca, aż do wyznaczonych linii. Natomiast kierowca jadący po prawej stronie powinien wpuścić jeden pojazd z kończącego się lewego pasa. Nigdy nie robi tego wcześniej. Najprościej można wytłumaczyć zasadę suwaka tak: jedno auto za jedno auto. Wtedy cała społeczność zmotoryzowana byłyby szczęśliwa. Jazda odbywałaby się coraz płynniej. Zdecydowanie lepiej wymienić się uśmiechem za miły gest niż grozić pięścią.

Jak jest w Kościerzynie? Miasto liczące 23 tysiące mieszkańców, zdecydowanie mniejsze od Gdańska. Niestety rosnący ruch dopadł i tamte rejony, przejazd przez Kościerzynę zajmuje dużo cennego czasu. Jest jednak jedno „ale”. Przed wszystkimi rondami – w kierunku na Bytów – jest wiadukt na którym, dwie drogi krajowe łączą się w jedną, poprzez włączenie do drogi głównej z prawej strony na zasadzie skrzyżowania z pierwszeństwem. Kiedy bym nie przejeżdżał, a jestem bardzo często, ruch idzie bardzo sprawnie, płynnie, lecz nadal w korku. Wyobraźcie sobie, że tam samochody wpuszczają się 1 za 1 i to w 90%. Ja w Gdańsku ciągle słyszę, że Kaszubi to jeździć nie potrafią to już lekka hipokryzja.

Kolejna już bym powiedział epicka sytuacja to drogi szybkiego ruchu lub drogi dwupasmowe. Już chyba domyślacie się, co mam na myśli. Słynny lewy pas. W myśl przepisów ruchu drogowego lewy pas służy tylko do wykonania manewru wyprzedzania, a po jego zakończeniu należy zjechać na pas prawy. Coraz częściej widzę, że policja zaczyna stanowczo egzekwować ten przepis, ale niestety bardzo duża część naszego drogowego społeczeństwa ma problem ze zrozumieniem tego zagadnienia. Dochodzi np. do dziwnego manewru, gdzie kierowca na lewym pasie wykonuje manewr wyprzedzania wstecznego. Czyli słowny pleonazm, a jednak życiowy, bo widzimy sytuacje, gdy z prawej strony ruch odbywa się płynniej, kierowcy jadą szybciej od pana na lewym pasie. Niektórzy mają tak zwane samolubne podejście do życia, jest 70 km/h jadę lewym 70 i nikt nie ma prawa mnie wyprzedzać, bo będzie łamał przepis ograniczenia prędkości. To już jest obłuda, ponieważ sami łamiemy w tym momencie prawo, chcąc być księciem moralności. Cóż, jeśli ktoś, kto czyta ten tekst, zachowuje się w ten sposób, radzę odłożyć prawo jazdy w bezpieczne miejsce. Najlepiej pociąć i wyrzucić. Przesiąść się na rower. Będzie zdrowo i bezpiecznie.

Często zapominamy o jednej ważnej rzeczy. Nasz szeryf, szeryf lewego pasa może mieć mniejsze opony, niż producent przewidział. Co za tym idzie mniejszy obwód koła i już nasz licznik zawyża wskazania. Jadąc 70 km/h w rzeczywistości porusza się z prędkością 60 km/h, takie zachowanie jest bezsensowne, powoduje zagrożenie w ruchu i nie powinniśmy do takich sytuacji dopuszczać.

Kierowca kwalifikowany do wykluczenia ze społeczności drogowej to „nasz dobrodziej pan szeryf”. Mamy w tej grupie kierowców samochodów osobowych oraz ciężarowych. Bardzo często widzimy np. w korku na autostradzie jadące powoli dwa pasy z tą samą prędkością, a po chwili okazuje się, że ktoś specjalnie blokuje lewy pas. W myśl zasady równości, czyli wszyscy stójmy sobie w korku. Ten sam typ zarządcy-właściciela drogi widać w jeździe na zamek. W naturze, gdyby przełożyć to na zwierzęce instynkty, trudno byłoby znaleźć tak głupi gatunek zwierzęcia. Macie jakieś sugestie? Szympans, a może pies ogrodnika? Nawet surykatka jest mądrzejsza, nie obrażając tego drapieżnego ssaka.

Reasumując, cieszmy się z możliwości, jakie daje nam rozwój technologiczny. Szukajmy kompromisu między sprawnym przemieszczaniem się po mieście a swobodą osobistą. Jeżeli nie potraficie, tak jak ja, żyć bez swoich czterech kółek spróbujcie zachować na drodze rozsądek i np. małym prostym gestem wpuszczenia kogoś, gdy włącza się do ruchu wywołać radość, nie agresję.