Kto straci prawo jazdy za prędkość? Ważne zmiany!

9 maja 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

W kwietniu sejm uchwalił zmiany w przepisach dotyczących odbierania kierowcom prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Już wkrótce powinny zatem wejść w życie, a dla jadących zbyt szybko pojawił się cień nadziei na zachowanie dokumentu, pomimo złamania przepisów.

Zmiana polega między innymi na tym, że decyzja o odebraniu prawa jazdy będzie teraz w rękach policjanta. Kierowca może uniknąć dotkliwej kary, jeżeli przekroczenia prędkości dokonał „w stanie wyższej konieczności”.

Co uchwalił parlament

Właśnie teraz powinna wejść w życie nowelizacja przepisów w sprawie odbierania praw jazdy, po przekroczeniu prędkości o więcej niż 50 km/h w terenie zabudowanym. Do tej pory skutkowało ono utratą prawa jazdy na 3 miesiące. Tej kary będzie można uniknąć. Decyzję o odebraniu dokumentu – na miejscu, w czasie kontroli, będą podejmować funkcjonariusze.

Zaczęło się od tego, że na początku roku senat przygotował projekt zmian umożliwiający policjantom odstąpienie od zatrzymania prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Zmiana przepisów przeszła przez komisję spraw wewnętrznych i administracji, a w kwietniu została przyjęta przez sejm i to miażdżącą większością głosów. Za opowiedziało się 412 posłów, przeciw był tylko 1, a 2 wstrzymało się od głosu. Zgodnie z prawem, nowelizacja trafiła do podpisu prezydenta i wejdzie w życie 14 dni po jej ogłoszeniu.

Stan wyższej konieczności

Do tej pory każdy, kto jechał przez miasto o 50 lub więcej km/h za szybko, tracił prawo jazdy na 3 miesiące. Decyzję administracyjną o zatrzymaniu dokumentu z rygorem natychmiastowej wykonalności wydawał starosta. W ten sposób kierowcy, na okres 3 miesięcy, byli pozbawiani swoich uprawnień. Jeżeli ukarana w ten sposób osoba ponownie zostałaby zatrzymana za kierownicą w okresie obowiązywania kary – zostałby on dla niej przedłużony o kolejne 3 miesiące. Złapany po raz trzeci na jeździe bez uprawnień, tracił je bezpowrotnie. Chcąc je odzyskać, musiał ponownie przystąpić do egzaminu na prawo jazdy.

Teraz to się zmieni. Nowe przepisy uwzględniają sytuację „stanu wyższej konieczności, w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa, grożącego dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa tego nie można uniknąć inaczej, a poświęcone dobro w postaci bezpieczeństwa na drodze przedstawiało wartość niższą od dobra ratowanego”. Działają więc w przypadku, gdy coś zagraża życiu lub zdrowiu człowieka. Kontrolujący danego kierowcę policjant na miejscu podejmie decyzję, czy rzeczywiście ma w danym przypadku do czynienia z taką właśnie sytuacją. Dzięki tej zmianie, praw jazdy nie będą tracić np. jadący do akcji strażacy-ochotnicy z OSP, a także lekarze pędzący swoimi autami do pacjentów. Dokumentu nie stracą również ci, którzy wiozą do szpitala rodzącą kobietę, ciężko chorą lub ranną osobę. Wszyscy, którzy jadą komuś na ratunek.

Ponadto, „stan wyższej konieczności” usprawiedliwia również przewożenie zbyt dużej liczby pasażerów. Z jednej strony to dobrze, a z drugiej, rodzi się problem, bo policjant będzie musiał występować w roli sędziego. Zarówno po stronie kierowców, jak i funkcjonariuszy, istnieje możliwość pojawienia się korupcyjnych zachowań i propozycji. Granica między łamaniem przepisów i wyższą koniecznością jest przecież płynna. Ponadto, „stan wyższej konieczności” zdarza się kierowcom niezmiernie rzadko.

Twarde prawo, ale prawo

Od chwili wprowadzenia poprzednio obowiązującego przepisu, budził on ogromne kontrowersje. Kierowcy szukali sposobów na uniknięcie kary. Z początku luka w prawie uniemożliwiała odebranie prawa jazdy osobie, która w momencie popełnienia wykroczenia i zatrzymania do kontroli nie miała przy sobie dokumentu. W pierwotniej wersji przepisu, policjant powinien w chwili popełnienia wykroczenia, na miejscu odebrać dokument i przekazać go staroście. Z czasem przepis zmieniono, zamykając furtkę próbującym go obejść kierowcom. Uprawnienia niejako „z automatu” zaczęły być odbierane – niezależnie od tego, czy w chwili zatrzymania kierowca miał przy sobie dokument czy nie.

Z jednej strony, przepis sprawił, że prawie nikt nie jeździ już w terenie zabudowanym z prędkością powyżej 100 km/h, a ruch skutecznie udało się spowolnić. Ofiarami przepisu stali się jednak przede wszystkim ci, którzy dużo jeżdżą, np. zawodowi kierowcy, przedstawiciele handlowi, przedsiębiorcy i kurierzy. Ta grupa odczuła nowe prawo najdotkliwiej.

Dotkliwe sankcje

Z powodu przepisów o czasowym zatrzymywaniu uprawnień do prowadzenia pojazdów rozegrał się niejeden zawodowy i rodzinny dramat. W wielu przypadkach kara oznaczała bowiem utratę możliwości zarobkowania i wykonywania zawodu. Liczni prawnicy wypowiadali się, że konsekwencje są zbyt poważne w stosunku do przewinienia. Z drugiej strony – trudno zaprzeczyć, że jazda z prędkością 100 km/h przez miasto w wielu przypadkach jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa. Trzeba jednak podkreślić, że nie we wszystkich.

Inną sytuacją jest jazda szeroką, wielopasmową drogą oddzieloną barierami, przy której w ogóle nie ma nawet ruchu pieszych, zabudowań ani chodnika. Inaczej będzie np. w przypadku drogi krajowej, biegnącej przez centrum małej miejscowości, w pobliżu szkół. Dla wielu, obowiązujące dotychczas przepisy były krzywdzące, a relacja winy do kary – niczym nieuzasadniona.

Moim zdaniem, pomimo szykujących się zmian, przepisy o odbieraniu praw jazdy – choć nieco bardziej ucywilizowane – w wielu przypadkach pozostaną zbyt dotkliwe. Znacznie lepiej byłoby pójść drogą wysokich kar finansowych, np. mandatów uzależnionych od przychodów kierowcy. Ciekaw jestem, co o tym myślicie?

Jakie dziwne przepisy ruchu drogowego obowiązują w innych krajach? Przeczytaj o tych absurdach!