Line Assist

27 czerwca 2017, Damian Śmigielski

Motoryzacja

Ilu asystentów podróżuje z nami w nowoczesnym aucie? Wszystko zależy od wersji i wybranego wyposażenia, ale kilku znajdzie się zawsze. Jednym z nich jest asystent pasa ruchu. Dba on o to, abyśmy nie opuścili bezwiednie pasa ruchu. W różnych markach jest to różnie rozwiązane, od wibrującego fotela, przez sygnał dźwiękowy, lub drżenie kierownicy. Najlepsze jest moim zdaniem rozwiązanie, które stara się utrzymać auto na pasie ruchu. Po prostu, żeby przejechać przez linię na drodze, jeśli nie mamy włączonego kierunkowskazu, musimy siłować się z kierownicą. Tu czasem do głosu dochodzi funkcja obserwacji martwego pola i jeśli obok naszego auta jedzie inne auto, na kierownicy będziemy czuli wyraźny opór.

Wielu kierowców bardzo denerwuje ta ingerencja elektroniki w prowadzenia auta. Przyznam, że mnie to nie przeszkadza, a nawet pomaga. Zwłaszcza jeśli dołożymy do tego funkcję utrzymania toru jazdy. To rozwiązanie doskonale sprawdza się na dobrze oznakowanych drogach, czyli najczęściej na drogach ekspresowych i autostradach.

Można powiedzieć, że jest to zalążek jazdy autonomicznej. Niestety musimy pilnować tego, co robi auto i nie możemy na dłuższy czas zdjąć rąk z kierownicy. Najnowsze wersje asystenta pasa ruchu w połączeniu z utrzymaniem toru jazdy pozwala na puszczenie kierownicy na kilka sekund. W starszych wariantach funkcja wyłączała się. Obecnie dołożono jeszcze jeden moduł, który może uratować komuś życie.

Wyobraźmy sobie sytuację, że zaśniemy, lub zasłabniemy za kierownicą. Co zrobi auto? Najpierw usłyszymy sygnał dźwiękowy. Delikatny gong. Po kilku sekundach usłyszymy kolejny sygnał, z tym że głośniejszy i mniej przyjemny dla ucha. Jeśli nadal nie podejmiemy żadnych działań, auto szarpnie hamulcem, żeby nas obudzić. Szarpnięcie zostanie powtórzone. Jeśli nic to nie da, auto zacznie zwalniać, włączone zostaną światła awaryjne, a w samochodach wyposażonych w funkcję automatycznych połączeń alarmowych, zostaną wezwane służby ratunkowe. Muszę przyznać, że testowałem tę funkcję i nigdy się nie pogubiła. Oczywiście tylko na drogach z pełnym oznakowaniem poziomym.

Tak jak zawsze, tak i w tym przypadku musimy brać poprawkę na to, że mamy do czynienia z bezdusznym urządzeniem elektronicznym, które nie będzie za nas myśleć, ale zrobi wszystko w granicach swoich możliwości, żeby nam pomóc i w razie potrzeby uratować nasze życie. Warto, żebyśmy nie nadużywali kredytu zaufania do elektroniki. Pamiętajmy, że te funkcje zostały stworzone w trosce o poprawę bezpieczeństwa i komfortu co nie oznacza, że możemy puścić kierownicę i zająć się pisaniem maili, czy przeglądaniem internetu. Zawsze należy zachować zdrowy rozsądek.