Naprawa i diagnostyka współczesnych samochodów we własnym zakresie. Czy to możliwe ?

17 sierpnia 2017, Michał Jesionowski – Miłośnicy czterech kółek

Motoryzacja

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: jedziemy w daleką trasę na ważne spotkanie, gdy w pewnym momencie samochód odmawia nam posłuszeństwa i uniemożliwia dalszą jazdę. Przyczyny tego mogą być różne. Na przykład niski poziom oleju czy ciśnienia w oponach. Jednak, czy sami możemy sobie w takiej sytuacji poradzić?

Nie tak dawno, standardem w samochodzie była korbka do otwierania szyby a zaawansowana elektronika ograniczała się do podgrzewanych szyb, wycieraczek bądź radia. Na szczęście dzisiaj wnętrze samochodów wygląda „nieco” inaczej. Minęły dopiero dwie dekady, a technologia umożliwiła nam ewolucję rozwoju systemu kontroli trakcji i ABS do systemów automatycznego parkowania, czy jak już ma to miejsce projektowanie i sprawdzanie pojazdów autonomicznych.

Pomyślelibyście jeszcze 15 lat temu że duży fiat naszego dziadka, samodzielnie może zaparkować bądź zahamować na widok przeszkody? Dziś samochód to forteca naszpikowana elektroniką, która jak każdy przedmiot potrafi się zepsuć.

Zatem jak możemy się dziś bronić przed przypadkowymi błędami? Pierwszą niespodzianką są błędy krytyczne, w których samochód staje i odmawia nam posłuszeństwa, a w serwisie okazuje się, że przez chwilę wariował nam najzwyczajniej jakiś czujnik.

Dla bardziej obytych z diagnostyką OBD II istnieją wtyczki samochodowe komunikujące się z naszym telefonem i monitorujące błędy w systemie. Jest to proste rozwiązanie, ale w nagłym przypadku może pozwolić nam skasować błąd i ruszyć dalej. Jeśli auto jest na gwarancji, jednak powstrzymałbym się przed takim rozwiązaniem.

Następną rzeczą, o której należy pamiętać, to system elektronicznego hamulca ręcznego. Nigdy nie należy parkować przodem do ściany. Wyobraźcie sobie, że z przodu mamy akumulator, a po bokach stoją samochody i nie mamy z górki. Lepiej wtedy nie zaciągać ręcznego, dlaczego? Załóżmy hipotetycznie, że padł nam akumulator, i nie możemy nawet zwolnić ręcznego, co wtedy? Z przodu auta ściana, nikt nawet nie odpali auta z kabli, a i pomoc drogowa będzie uprawiała gimnastykę akrobacyjną by nam pomóc. Należy też pamiętać że współczesne samochody mają czasem wrażliwą elektronikę i nie lubią być odpalane „na pych” lub z kabli, dlatego mając dany samochód warto poczytać sobie takie rzeczy.

Dzisiaj w samochodach mamy małe koła dojazdowe lub zestawy naprawcze. Uwierzcie mi, że w dalekiej trasie to niezbyt komfortowa opcja. Warto więc mając nowy 2-3 letni pojazd wozić w bagażniku pełnowymiarowe koło zapasowe, nawet kiedy trzeba je dokupić.

Do tego warto zastanowić się nad tym, jaki olej mamy w silniku. Trzeba znać jego parametr, ponieważ jeśli w środku szczerego pola samochód nam stanie i nie odpali, bo ma najzwyczajniej zbyt niski poziom oleju, musimy wiedzieć co mamy wlane i z czym wolno to mieszać. Załóżmy, że zdarzył się drobny wyciek oleju, który nie powoduje opróżnienia układu smarnego silnika w 5 minut, tylko powoli skapuje, a my o tym nie wiemy. Dochodzi wtedy do sytuacji wymagającej dolania oleju. W innym wypadku nie ruszymy. Jeśli producent zaleca do naszego silnika 5w40, musimy zapamiętać, że nie dopuszcza się zmiany górnego parametru, czyli 40, co świadczy o lepkości w wysokiej temperaturze oraz co najważniejsze o grubości filmu smarnego na wszystkich elementach obrotowych w naszym silniku.

Jeśli będzie on zbyt „gruby” może dojść do poważnego zaburzenia ciągłości smarowania.

Pierwszy parametr mogący mieć wartość 0w, 5w, 10w czy też 15w świadczy o zdolności rozruchowej w ujemnych temperaturach i jego lepkości. W wyjątkowych, krytycznych sytuacjach możemy go nieco modyfikować i tak, jeśli używamy rzeczony olej 5w40, możemy dolać 10w40 lub 15w40. Pamiętajmy jednak, że natychmiast po usunięciu usterki należy wymienić olej na ten określony przez producenta samochodu.

Taka drobna rada. Pomimo tego, że nasz samochód nie wymaga dolewania oleju między wymianami, warto wozić litr oleju o odpowiednim parametrze w bagażniku. Dla nas to kilkadziesiąt złotych, ale może zdarzyć się, że uratuje nam to skórę. Do tego litr płynu chłodzącego i jesteśmy wstępnie uzbrojeni na dzikie niespodzianki.

Warto powiedzieć o dwóch rzeczach, jeśli jedziemy w trasie bez przerwy, nasz olej osiąga dość wysoką temperaturę pracy. W momencie kiedy pojawia się konieczność dolania oleju, postarajmy się aby silnik nieco się schłodził. Niektóre aluminiowe głowice miały tendencje do pękania przy dużej różnicy temperatur, a to samo dotyczy płynu chłodzącego. Jeśli jego ubytek spowodował wychylenie wskazówki temperatury poza normę, należy zjechać, zgasić silnik, odkręcić ogrzewanie na maksimum, poczekać kilkanaście minut lub dłużej i dopiero możemy otworzyć maskę. W przeciwnym wypadku będziemy narażeni na oparzenie chociażby ze względu na eksplozję węża chłodzącego lub chłodnicy
i tryskający wszędzie gorący płyn.

Samochody średniej klasy i wyższej wyposażane są w czujniki ciśnienia w oponach, ale niestety niektórzy producenci np. grup francuskich mają je tak zaprogramowane, że gdy przed uruchomieniem silnika czujniki odczytają zbyt niskie ciśnienie w oponie, komputer uniemożliwi nam uruchomienie jednostki napędowej.