Przebieg w samochodzie, czyli stan umysłu

15 czerwca 2017, Michał Jesionowski – Miłośnicy czterech kółek

Motoryzacja

Zastanówmy się dzisiaj czy przebieg w samochodzie to tylko liczba, od której oczekujemy, aby była zawsze jak najniższa? A może duży przebieg to nie taki diabeł straszny jak go malują?

Nasz kraj piękny w swym urodzaju, od północy przylega do ukochanego przez Polaków Bałtyku,  na południu piętrzą się nasze nie zawsze doceniane góry, a są przecież jeszcze bogate krainy jezior. Cytując klasyka: kraj wspaniały tylko ludzie…. Gdybym się Was zapytał, jaki przebieg może mieć piętnastoletni samochód w Polsce? Zapewne większość z Was podałaby mi kilometraż na poziomie ok. 300.000 km. Co bardziej obeznani prawdopodobnie zbliżyliby się do 400.000 km. Można by z tego wywnioskować, że  nasz naród wreszcie jest świadomy, że z piętnastoletnim samochodem nieodłącznie wiąże się duży przebieg, prawda? Rzeczywistość jest jednak inna.

Nadal przytłaczająca liczba ofert sprzedawanych w Polsce samochodów typu audi, golf, passat ma po 200.000 tys. km. na liczniku w ogłoszeniu, a w rzeczywistości niejednokrotnie po 500.000 lub więcej. Szczególnie jeśli mówimy o pancernym modelu 1.9 tdi, który bez bólu dociąga pod milion kilometrów. Porównując sytuacje sprzed wejścia Polski do Unii w 2004 z obecną możemy luźno stwierdzić, że jesteśmy sami sobie winni. Zaczęło się już po upadku ustroju komunistycznego. Tym, którzy nie pamiętają tego czasu przypomnę, że lata 90. w Polskiej motoryzacji zapisały się źle. Okres cechowała istna anarchia i samowolka w handlu autami, w związku z tym, że naród miał duże zapotrzebowanie na zachodnią motoryzację. Wszystkie Mirki, Janusze i inni mistrzowie handlu, dwoili i troili się, by klient był zadowolony, a Mirek zarobiony. Wykorzystując chore przepisy obowiązujące w tamtym okresie, dla importu aut używanych, dostarczano do Polski tak zwane „składaki”. W taki sposób omijano przepisy i każdy zadowolony polski „kupiec”, aby zbić cenę u Niemca, brał gigantyczne przebiegi, nieraz powyżej 500.000 w kilkuletnim aucie. Sprowadzano dwa rozbite „trupy” i składano w jeden. Trafiały się auta popowodziowe i wiele innych wynalazków. By nie być gołosłownym z życia podam przykład mojego byłego pracownika, który zakupił passata b5 1.9tdi w kombi. Brzmi znajomo? Zawołał mnie by się pochwalić i to był pierwszy moment w moim życiu, kiedy byłem bliski zawału. Po pierwsze okazało się, że granatowe kombi było białe, gdyż już pod maską lakier nie był podciągnięty, a co za tym idzie była to część po taksówce, czyli od strzała miał koło 600.000km. Najlepszy był fakt, że granatowy passat w kombi cztery lata wcześniej jeździł po Niemczech na taksówce, jako biały sedan. Ucięto mu cały rozbity tył i spawano razem z kołami cały płat od kombi.

No, ale przejdźmy do meritum, artykuł, który czytacie dotyczy samochodów najbardziej popularnych w Polsce, czyli takich w budżecie około 15 tys. zł, a więc tak na oko, aut powyżej 10, a niekiedy 15 roku życia. Musimy sobie zdawać sprawę, że takie samochody to jeszcze w miarę „pancerna” motoryzacja i przebieg dla jednostki benzynowej z LPG, na poziomie 350.000 to nic strasznego. W przypadku kupna takiego egzemplarza, spokojnie bezawaryjnie dojedziesz do 500.000 km. Oczywiście warunkiem jest regularna zmiana oleju i nieoszczędzanie na nim. Jeśli chodzi o jednostki diesla niezależnie od marki, silniki o pojemnościach około 2litrów turbo doładowane, niewysilone załóżmy 120hp często „dojeżdżają” do 700.00 km, a nawet więcej, mając po drodze remont turbo albo i nawet bez niego.

Oczywiście można jeszcze porozbijać zagadnienie kategoriami, 200.000 km. w trasie, a 200.000 km. w mieście. Oczywistą sprawą jest, że w drugim przypadku zarówno wnętrze jak i silnik dostaną mocniej. Policzmy sami, mamy do zakupu samochód 15 letni, załóżmy, że normalny śmiertelnik robił nim do pracy po 25 km. w jedna stronę, czyli 50 na dzień razy 20 dni pracy, co daje nam 1000 plus jakieś wypady na shopping itd. Zaokrąglamy do 1300 km na miesiąc x 12, a to daje nam 15.600 na rok, czyli prawie 240.000 km. po 15 latach. Jeśli auto zostało kupione w polskim salonie to problemu nie ma. Co jednak, jeśli ktoś ma 50km do pracy w jedna stronę? Bardzo często w Europie zdarza się, że ktoś dojeżdża po 100km dziennie autostradą do pracy. Wtedy stawka po 15 latach wynosi 440.000.

Naturalnie sami podświadomie szukamy jak najlepszej okazji. Byle było to najtańsze, najmłodsze i najmniej przejechane auto. Wiadomo taka nasza ludzka natura. Kiedy jednak staniecie przed zakupem swojego pierwszego lub kolejnego samochodu używanego, pomyślcie sobie 5 razy o tym, że ceny piętnastoletnich aut z małym przebiegiem za granicą nieraz kosztują 30% więcej niż u nas. Auto importowane z Niemiec do Polski bardzo często po drodze traci 200.000 km. Przystępując do zakupu poszukajmy np. diesla mającego na liczniku koło 350.000 km i więcej. Gwarantuję, że będzie to bliższe prawdzie. Im szybciej dorośniemy, będziemy patrzeć i szukać samochodów po normalnym przebiegu, tym ludziom będzie się mniej opłacać oszukiwać. Sobie i Wam mogę życzyć, tylko tego, aby w naszym kraju wprowadzono potężne kary za korekty liczników, i o to też będę sam walczył. Pamiętajcie przy każdych zakupach, serce w kieszeń, a kubeł zimnej wody na głowę.