Przerażający wypadek na autostradzie A1: wszyscy odpowiadamy za bezpieczeństwo!

23 lutego 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Kierowca rozpędzonego SUVa, próbując wyprzedzać prawym pasem dwa inne samochody, traci panowanie nad pojazdem, rozpaczliwie hamuje i uderza w samochód osobowy, którym jedzie rodzina z dziećmi. Nikomu nic poważnego się nie stało, choć było o krok od tragedii. Pod koniec stycznia, media zdominowała wiadomość o niezwykle groźnie wyglądającym zdarzeniu, do którego doszło na autostradzie A1 w okolicach Łodzi. To książkowy przykład na to, czego na autostradzie absolutnie się robić nie powinno.

Groźny wypadek na A1

Do zdarzenia doszło w niedzielne popołudnie, 21 stycznia. Ruch był niewielki, a nawierzchnia śliska, jak zwykle o tej porze roku. Zrobiło się o tym głośno za sprawą nagrania z samochodowej kamery. Uwieczniła moment, w którym rozpędzony SUV próbuje wyprzedzać prawym pasem. Jego kierowca mija kierującego autem z kamerą i próbuje wjechać na lewy pas. Rozpaczliwie hamuje i dopiero w ostatniej chwili zaczyna skręcać. Jest już za późno. Dochodzi do uderzenia w tył jadącego przed nim, srebrnego auta.

Dramat rozgrywa się na 331 km autostrady A1 w stronę Gdańska, na wysokości Głuchowa – w odległości 33 km od Łodzi. Srebrny liftback, po otrzymaniu potężnego uderzenia w lewy tylny narożnik zaczyna obracać się wokół swojej osi. W górę fruną części nadwozia i podwozia. Po całej autostradzie rozsypują się roztrzaskane, plastikowe elementy, otwiera się pokrywa bagażnika, na drogę wpadają bagaże. Sytuacja jest dramatyczna, bo srebrny samochód – wciąż jeszcze wirując, wpada do przydrożnego rowu i uderza w jego ściany. Niesamowite, że nikt w tym aucie nie zginął. Konstrukcja nadwozia i pasy bezpieczeństwa spełniły swoje zadanie, chroniąc podróżnych. Samochód nadaje się jednak do kasacji.

Roztrzaskany, czarny SUV przejeżdża jeszcze kilkaset metrów i zatrzymuje się na lewym pasie. Kawałek dalej, na pasie awaryjnym z prawej strony staje kierujący autem z kamerą, dzięki której poznaliśmy przebieg zdarzenia. Nie było rannych, policja kwalifikuje to jako kolizję i nakłada na kierowcę SUVa mandat w wysokości 500 zł. Według ustaleń policji – nie zachował należytej ostrożności, wykonując manewr wyprzedzania.

Na internetowych forach rozgorzała dyskusja: czy winny jest tylko kierowca czarnego SUVa? A może osoba kierująca autem z kamerą zajechała mu drogę? Z pewnością i my tego tu nie rozstrzygniemy. Nie jesteśmy komisją ds. kolizji i wypadków. Warto jednak przytoczyć kilka faktów, które powinny dać do myślenia nam wszystkim – kierowcom, którzy korzystają z autostrad i chcą to robić bezpiecznie.

Jak i dlaczego to się stało?

Kierujący samochodem z kamerą jechał prawidłowo. Najpierw zjechał na lewy pas, ułatwiając w ten sposób włączenie się do ruchu ciężarówce, nadjeżdżającej z prawej strony. To manewr uprzejmy i prawidłowy, zwiększający bezpieczeństwo. Następnie wraca na prawy pas, prawidłowo ustępując drogi jadącym szybciej autom, po czym – ponownie wraca na lewy. Nie zwiększa jednak prędkości na tyle, by móc szybko i sprawnie wyprzedzić jadącego prawym pasem, srebrnego liftbacka. Czy taki właśnie ma zamiar? Chce wyprzedzić? Dlaczego zjechał na lewy pas? To wie już tylko kierujący autem z kamerą. Czy zajeżdża drogę, zbliżającemu się ze znacznie wyższą prędkością, czarnemu SUVowi? Nie wiemy, bo na nagraniu nie widać, co dzieje się za samochodem z kamerą.

Jeżeli kierująca nim osoba chciała wyprzedzać, robiła to bardzo powoli. Zbyt wolno, jak na tamtą sytuację. Przepisy nie określają jednak czasu, w którym należy wyprzedzić. Znajdziemy w nich tylko zalecenie, by robić to tak szybko, jak tylko jest możliwe. Nie zmienia to faktu, że winowajcą jest kierujący czarnym SUVem, który wykonuje swój manewr ze zbyt dużą prędkością. Dlaczego nie zwolnił, dojeżdżając do obu tych aut? Tego również nie wiemy.

Nigdy tak nie rób na autostradzie

Szczęśliwym zrządzeniem losu nie ma ofiar. Poważnie uszkodzony, czarny SUV zatrzymuje się wiele metrów dalej, na lewym pasie. Stanowi zagrożenie dla kolejnych, nadjeżdżających autostradą samochodów. Kierująca samochodem z kamerą zatrzymuje się na pasie awaryjnym, ale za blisko miejsca kolizji. Na nitce autostrady w kierunku Gdańska powstaje „wąskie gardło”, mogące stanowić zagrożenie dla kolejnych, nadjeżdżających samochodów.

Samochód z kamerą powinien zatrzymać się dalej, ustawić możliwie jak najbliżej pobocza. Kierujący powinien włączyć światła awaryjne, włożyć odblaskową kamizelkę i niezwłocznie oddalić się od samochodu, wraz ze swoimi pasażerami, natychmiast opuścić jezdnię, udając się możliwie jak najdalej w stronę pobocza. Potem, jeżeli to bezpieczne, ustawić w odległości 100 m za stojącym pojazdem trójkąt ostrzegawczy.

Tyle teorii. W praktyce, widząc takie sceny na drodze, działamy pod wpływem szoku. Nie każdy będzie pamiętać co ma zrobić i gdzie stanąć, ale… powinien. Dla dobra własnego i innych. Czas przejść do konkluzji. Nie chodzi o samą kolizję i jej przebieg, lecz o to, czego nigdy nie powinniśmy robić na autostradzie.

alt wypadek na a1

 

Po pierwsze…

Nie można przeceniać swoich możliwości – tak jak kierowca czarnego SUVa. Z daleka widząc co przed nim się dzieje, powinien zwolnić, by móc bezpiecznie wykonać planowany manewr – albo bezpiecznie zrezygnować z jego wykonania. No to zabrakło już czasu i umiejętności, decyzja była za późna i zbyt optymistyczna. Tym razem się nie udało… Miał szczęście, że na skutek tych działań nie zginęli ludzie.

Po drugie…

Gdy dojdzie już do kolizji lub wypadku – pomyślmy najpierw o naszym bezpieczeństwie. Nie zatrzymujmy się tuż obok miejsca zdarzenia, bo na nasz samochód mogą najechać kolejne. Oddalmy się na bezpieczną odległość, oceńmy sytuację i podejmijmy kolejne działania. Zabezpieczmy to miejsce, ustawmy ostrzegawczy trójkąt, wezwijmy pomoc – zadzwońmy pod numer 112. Jeżeli są ranni, naszym obowiązkiem (do czasu przyjazdu karetki) jest udzielenie im pierwszej pomocy.

Po trzecie…

Zachowajmy szczególną ostrożność podczas wyprzedzania. Zwłaszcza na autostradzie. Bacznie obserwujmy sytuację w lusterkach, bo widoczny w nich samochód w ułamku sekundy może się znaleźć tuż za naszym zderzakiem. Nawet jeśli jedzie o wiele za szybko, powinniśmy ułatwić mu manewr wyprzedzania, dać się wyprzedzić, gdy lewym pasem podąża szybsze auto. Właściwa ocena prędkości widocznych w lusterkach aut nie jest łatwym zadaniem, ale to właśnie od niej zależy nasze i innych bezpieczeństwo. Starajmy się myśleć za siebie i innych, minimalizując liczbę potencjalnie kolizyjnych sytuacji.

Wyprzedzając bierzmy pod uwagę prędkość pojazdu, który chcemy wyprzedzić oraz naszą, a także czas potrzebny do wykonania manewru. Wyprzedzanie z minimalną różnicą prędkości jest bardzo niebezpieczne.

alt wypadek na a1

Podsumowując…

Przepisy nakładają na nas obowiązek prowadzenia samochodu z prędkością, która zapewnia panowanie nad pojazdem. Wyprzedzanie na autostradzie prawym pasem jest dozwolone, ale nie zwalnia nikogo z obowiązku zachowania należytej ostrożności i rozsądnej jazdy.

Nieważne, czy „ten za nami” jedzie 128, 140 czy 250 km/h. Jedzie szybciej i żaden kierowca, który nie jest policjantem na służbie, nie powinien mu tego utrudniać. Z drugiej strony, żadnemu kierowcy nie wolno gnać autostradą 200 czy 250 km/h. Prędkość bezpieczna jest względna, inna dla każdego kierowcy. Rzecz w tym, że na autostradzie spotykają się wszyscy. Ci, którzy chcą pędzić ponad 200 km/h i ci, którzy jeżdżą poniżej 100 km/h. Ich interakcje mogą być tragiczne w skutkach. Są sytuacje, w których ta różnica prędkości zabija…

Jak temu przeciwdziałać?

Nadzieję może dać tylko… drastyczne zaostrzenie przepisów. Wzorem krajów skandynawskich albo Szwajcarii. Jeżeli będzie nam grozić mandat w wysokości kilku tys. zł, areszt lub konfiskata pojazdu, zdejmiemy nogę z gazu. Nic nie powstrzymuje od działania skuteczniej, niż nieuchronność wysokiej kary. Karać zaś powinniśmy nie tylko tych, którzy nie chcą zdjąć nogi z gazu – lecz wszystkich stwarzających zagrożenie w ruch drogowym.

Przepisy nie określają prędkości minimalnej samochodu na autostradzie. Określać ją powinien zdrowy rozsądek, a skoro ciężarówki i autobusy podróżują z prędkościami w granicach 80-100 km/h, również i my nie powinniśmy się wolniej od nich poruszać. Na autostradzie wszystko dzieje się szybciej. Manewry nie powinny być gwałtowne, lecz muszą być zdecydowane i nie powinny trwać kilka minut. Jesteśmy na drodze szybkiego ruchu, gdzie jazda znacznie poniżej limitu prędkości nie jest bezpieczna.

Jadąc powoli i wjeżdżając na lewy pas w momencie, gdy podąża nim znacznie szybciej jadące auto, możemy przyczynić się do stworzenia niebezpiecznej sytuacji, której efektem może być groźny w skutkach wypadek. Pamiętajmy również, że w Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Oznacza to, że po zakończeniu manewru wyprzedzania, powinniśmy wrócić na prawy pas i nim kontynuować jazdę.

Bez względu na to czy jeździmy szybko, czy przepisowo – odpowiedzialność za bezpieczeństwo na naszych autostradach ponosimy wszyscy. Nauczmy się współpracować, porzućmy chęć oceniania innych kierujących. Sami zadbajmy o bezpieczeństwo. Nie tylko własne, ale również innych użytkowników drogi. Tak będzie lepiej, dla wszystkich.