Smartfon na kołach

4 kwietnia 2017, Jakub Tujaka

Motoryzacja

Czy wiecie dlaczego smartfony robią taką karierę? Przez wygodnictwo ludzi. Telefony potrafią wyręczać nas w wielu czynnościach, a ich producenci dążą do tego, żeby większość otaczających nas przedmiotów stała się zbędna. Ale smartfon nie potrafi jednego – nie zabierze nas z punktu A do punktu B. Chyba że…

Telewizor, zegarek, budzik, kalendarz, książka, odtwarzacz muzyki i wiele innych przedmiotów można wyrzucić przez okno i nawet w kawalerce poczuć przestrzeń. Wystarczy tylko powerbank, ładowarka i smartphone. Póki co urządzenia te nie mają szans na zastąpienie samochodów. Jednak jeśli spojrzymy na to z drugiej strony, to może się okazać, że smartfony od dawna wiedzą, że nie mogą konkurować z samochodami i postanowiły się z nimi scalić, a później „zainfekować” je technologią.

Dziś auta potrafią czytać maile, sms-y, dzwonić do ludzi wymienionych w rozmowie, a nawet reagować na gesty. W tym samym czasie dopasowują się do stylu jazdy kierowcy, dbają o czystość powietrza wewnątrz kabiny, tworzą cyfrowy obraz okolicy i kontrolują położenie samochodu, żeby np. rozszerzyć oświetlany obszar, kiedy zbliżamy się do skrzyżowania. Oprócz tego, na podstawie danych z żyroskopów regulują rozdział mocy, żeby na każde koło trafiało jej dokładnie tyle ile trzeba. Te wszystkie procesy przebiegają w momencie, kiedy kierowca myśli o tym, żeby się nie spóźnić do pracy, dentysty czy po dzieci do szkoły.

Myślicie, że te wszystkie systemy, które wyręczają kierowcę w czasie jazdy w korku, czy zatrzymują auto przed przeszkodą, są przypadkiem? Nie, wszystko po to, żeby ludzie nie zrobili sobie krzywdy czytając maile i oglądając filmy z kotami na smartfonie.

Podobnie jak wyświetlacze w telefonach, ekrany w autach też urosły. Wśród liderów w dziedzinie technologii panuje trend, że centralny monitor wielkości laptopa to za mało. Okazało się, że drugi wyświetlacz może zastąpić klasyczne zegary. Rach ciach i chwilę po tym, jak świat zachwycił się pomysłem, możemy go mieć w Audi A4 czy Volkswagenie Passacie. To oznacza, że od wdrożenia mega innowacyjnego rozwiązania, do momentu jego rozpowszechnienia w popularnym segmencie samochodów mija zaledwie kilkanaście miesięcy. Czy to tempo rozwoju coś wam przypomina – nam tak. Smartfony.

Nic dziwnego, że wielu ludzi nie nadąża za tym tempem postępu technologicznego, ale to nie powód, żeby się go obawiać. Instrukcje obsługi samochodów są niewiele grubsze, od tych dołączanych do telefonów, bo w większości aut wszystko działa tak, że nawet metodą prób i błędów, nauka zarządzania samochodem potrwa zaledwie kilka godzin.