TCO, czyli jaki jest całkowity koszt posiadania samochodu?

26 stycznia 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Kiedyś mówiło się, że samochód trzeba mieć. Dziś można go po prostu używać, a najpopularniejszą formą użytkowania jest oczywiście leasing. Nie kupujemy auta, płacimy tylko miesięczne raty, pokrywając leasingodawcy utratę jego wartości. Opłaca się, i to bardzo. Nie tylko, gdy mamy firmę, bo na rynek wchodzą już pierwsze oferty dla osób fizycznych. Na koniec samochód możemy oddać, wykupić na własność albo wymienić na nowy. Ile to wszystko będzie nas kosztować? Dowiemy się, sprawdzając TCO. Cóż to takiego?

Już wyjaśniam, TCO to skrót od „Total Cost of Ownership” czyli „Całkowity Koszt Posiadania”. Pozyskania, użytkowania i utrzymywania samochodu, jak również… jego sprzedaży. Z początku TCO posługiwał się tylko wielki biznes. Dziś ta wiedza przydaje się każdemu, w szczególności małemu przedsiębiorcy. Mówiąc w największym uproszczeniu – chodzi o to, by dokonując wyboru samochodu pamiętać, że cena zakupu wcale nie jest najważniejsza. Równie ważny, a w praktyce nawet jeszcze ważniejszy jest koszt jego utrzymania i wartość, którą osiągnie po kilkuletniej eksploatacji, pokonując dziesiątki lub setki tysięcy kilometrów.

TCO pozwala bardzo dokładnie przewidzieć zarówno bieżące, jak i przyszłe wydatki: koszty napraw i przeglądów, zakupu opon i paliwa. Uwzględnia tzw. koszty pośrednie, czyli ukryte. Co więcej, daje możliwość obliczenia faktycznej utraty wartości – czyli różnicy między ceną zakupu samochodu a tym, za ile go, po np. trzech latach, sprzedamy. Im drożej, tym mniej nas de facto będzie kosztować. Wszystkie te koszty w ujęciu miesięcznym lub całego okresu eksploatacji, to właśnie jest TCO.

To na podstawie tych kosztów powinniśmy podejmować decyzję czy dokonamy zakupu samochodu A lub B. Może się okazać, że ten, który był droższy w zakupie, po uwzględnieniu wszystkich wydatków będzie nas kosztować mniej.

Największe i najważniejsze wydatki

Kupując nowy samochód, skupiamy się na jego cenie. Może się jednak okazać, że tańsze auto jest… droższe w późniejszej eksploatacji. TCO da nam odpowiedź na pytanie o całkowite koszty, związane z użytkowaniem auta dla założonego czasu i przebiegu. Uzbrojeni w tę wiedzę, spokojnie możemy ruszać po nowe auto. Umożliwi nam porównanie kilku ofert i wybranie najkorzystniejszej. Pod uwagę należy wziąć najważniejsze koszty. Ok, czas do brzegu. Zatem jakie?

Utrata wartości pojazdu, czyli wartość rezydualna. To najważniejszy składnik, stanowiący aż 30-40 proc. wszystkich kosztów użytkowania. Cena dwóch nowych aut może być podobna, jednak po dłuższym okresie użytkowania może okazać się, że ich wartość różni się już o kilkanaście procent. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że najprostszym sposobem na wysoką wartość rezydualną jest zakup solidnego i niezawodnego samochodu. Niezależnie od tego jak brzmi, taka jest prawda.

Koszt paliwa to numer dwa na liście. Zależnie od przeznaczenia auta i sposobu jego wykorzystania, można go rozpatrywać przy zużyciu średnim, w trasie lub miejskim. Najlepszą kalkulacją będzie średnia, liczona w oparciu o wyniki zużycia paliwa w każdych z trzech wymienionych wyżej warunków jazdy. Wbrew pozorom to, czy samochód spala 1 litr paliwa mniej czy więcej ma kolosalne znaczenie, bo po 3 latach i przejechaniu 120 000 km może być różnica kosztów rzędu 4 500 zł, które możemy zachować w kieszeni. Większość z nas pamięta o tym, by negocjować w salonie kilkaset złotych rabatu – zapominając o wielkich pieniądzach, które tracimy na paliwo.

Ubezpieczenie to numer trzy na głównej liście, lecz biorąc pod uwagę rosnące wciąż ceny polis OC, AC i NW – w przypadku niektórych samochodów jest to już numer jeden. Z całą pewnością ten koszt można umieścić w czołówce najwyższych wydatków na samochód. Z tego powodu, pod względem ważności decyzji, wybór ubezpieczenia możemy postawić niemal na równi… z wyborem auta. Gdy porównamy oferty kilku firm, taki sam pakiet ubezpieczeń w niektórych może być nawet dwukrotnie droższy.

Opony znalazły się na tej liście z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na wysoki koszt zakupu, po drugie – na bezpieczeństwo. To drugie sprawia, że lepiej sięgać po droższe i – zazwyczaj – lepsze rozwiązania. Zwłaszcza w zimowych warunkach, dobre opony to pewniejsze zachowanie samochodu i mniejsze ryzyko wypadku. Po drugie, potrzebujemy dwóch kompletów opon, bo ogumienie wielosezonowe nie sprawdza się w trudnych warunkach zimowych. Jeśli dodamy do tego, że co ok. 40 000 km należy je wymienić na nowe – szybko okaże się, jak poważne są koszty związane z oponami.

Obsługa serwisowa też jest ważna, bo przeglądy nie są tanie. Podobnie jak eksploatacja, ponieważ musimy kupować części zamienne do napraw i elementy eksploatacyjne, np. wycieraczki, klocki i tarcze hamulcowe, żarówki czy lampy ksenonowe. Siedząc z kalkulatorem nie zapomnijmy, że są także inne koszty. Są to wydatki, związane np. z rejestracją auta czy obsługą leasingu. Sam leasing również jest kosztem… finansowania, a jeśli kupowaliśmy auto za gotówkę – będzie nim koszt pieniędzy, zamrożonych w zakupionym pojeździe.

Pod uwagę powinniśmy brać wszystkie koszty, liczone jako jeden – Całkowity Koszt Posiadania (TCO). Najważniejsze są w nim trzy główne elementy:

  1. Koszt zakupu auta
  2. Jego wartość rezydualna
  3. Koszt paliwa, ubezpieczeń, opon, serwisu i szeroko rozumianej eksploatacji

Kto liczy, nie błądzi. Dlatego, nawet gdy kupujemy samochód z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi finansowania – nigdy, przenigdy nie kierujmy się wyłącznie jego ceną.

Nie pozostaje mi już teraz nic innego, jak życzyć wam samych dobrych wyborów i… miłych wieczorów z kalkulatorem.

Tutaj przykładowy kalkulator dla leasingu samochodów marki Volkswagen.