Top Gear. Na czym polegał fenomen tego programu?

21 lutego 2018, Marek Wieliński

Motoryzacja

Nie każdy interesuje się samochodami, lecz prawie każdy oglądał legendarny Top Gear z udziałem charyzmatycznych, zabawnych, a czasem irytujących prowadzących: Jeremiego Clarksona, Richarda Hammonda i Jamesa Maya. Emitowany od 2002 roku przez telewizję BBC program trwale zapisał się w historii nie tylko brytyjskiej popkultury. Co tydzień oglądało go 350 mln widzów w 170 krajach na całym świecie. Wszystko za sprawą fantastycznego trio prowadzących z kontrowersyjnym Clarksonem na czele. Top Geara z ich udziałem już nie ma. Została legenda i nowy projekt, emitowany przez Amazon Prime Video, „The Grand Tour”. Czas pokazał, że jego największą siłą są ludzie, nie zaś oryginalny pomysł czy scenariusz.

alt fenomen top gear

Zacznijmy od głównej postaci dramatu, bo okoliczności zakończenia kariery Jeremiego Clarksona w BBC odbiły się szerokim echem w światowych mediach. 58-letni dziś Brytyjczyk to postać nad wyraz kontrowersyjna, znana z ciętych ripost i obraźliwych komentarzy. Ten rodzaj humoru bardzo się widzom podoba, lecz wielu szczerze uraził. Czy mając status gwiazdy, można robić wszystko, co tylko się chce? Szefostwo brytyjskiej stacji było odmiennego zdania. Pomimo, iż każdego roku Jeremy generował dla nich 150 000 000 funtów zysku. Sam zaś zarabiał ponad 1 000 000 funtów rocznie.

Jeremy Clarkson został zawieszony w prawach pracownika, po tym jak na planie uderzył w twarz i nazwał „leniwą, irlandzką c..ą” producenta, Oisina Tymona. Tego dnia Clarkson miał przybyć na plan programu spóźniony o dwie godziny, nie chcąc przerywać alkoholowej imprezy. Gdy przywieziono go na miejsce, miał zdenerwować się, że nie czeka nań ciepły posiłek i właśnie to było ponoć bezpośrednim powodem ataku na producenta. Sprawa skończyła się w sądzie. Clarkson przeprosił i wypłacił ponad 100 000 funtów odszkodowania. W kosztach miała też partycypować BBC. Po incydencie „Jezza” stracił lukratywny kontrakt, a BBC… bardzo dobry program.

Trzej przyjaciele ze studia

W geście solidarności z Clarksonem z Top Geara odeszli też dwaj pozostali prowadzący: Richard Hammond i James May oraz główny producent programu, Andy Wilman. Tak narodził się zupełnie nowy, telewizyjny projekt: The Grand Tour, emitowany w sieci za pośrednictwem platformy Amazon Prime. Za nami już dwa sezony i 24 odcinki nowego programu w którym trzej przyjaciele ze studia BBC pokazują na co ich stać i co stracił wraz ich odejściem brytyjski gigant medialny. Przypomnijmy, że z ich udziałem powstały 22 sezony Top Geara.

Wkrótce po zakończeniu współpracy z legendarną trójką prowadzących, w BBC podjęto decyzję o reaktywacji programu z nowym składem prowadzących. Byli w nim Chris Evans, Matt LeBlanc, Chris Harris, Rory Reid, Sabine Schmitz i Eddie Jordan. Szybko okazało się, że znany Brytyjczykom głównie z anteny radiowej Evans nie jest w stanie sprostać wyzwaniu zastąpienia Jeremiego Clarksona. Mówiąc wprost, poległ na tym zadaniu. Publiczność go nie kupiła. Wiodącą rolę w programie przejął po nim, doświadczony i zasłużony w motoryzacyjnym dziennikarstwie Harris, wspierany przez LeBlanca i Reida. Pomimo tego wyniki oglądalności  programu poszły w dół. Nie mogło być inaczej. Legendarnej trójki po prostu nie da się zastąpić nikim innym.

Monty Python motoryzacji

Właśnie tak z powodu swoich zachowań jest nazywany Jeremy Clarkson. Swoimi wypowiedziami i postępowaniem podpadał wszędzie i wszystkim. Na przykład, rasistowską wyliczanką czy sprowokowaniem ataku na ekipę podczas realizacji programu w Argentynie. Przyczyną była tablica rejestracyjna jego samochodu, nawiązująca do zwycięstwa Brytyjczyków w 1982 roku w wojnie o Falklandy. Kolekcjonował kolejne ostrzeżenia od zarządu BBC. W Indiach zamontował na bagażniku swojego Jaguara toaletę, „Bo to kraj, gdzie wiecznie masz sraczkę”.

Nikomu nie żałuje kuksańców. Wyśmiewa wszystkich – od polityków po ekologów, a także wszystkie nacje. Często pozwala sobie na rasistowskie żarty. O autach z Malezji mówił, że „produkują je ludzie z dżungli, zakładający liście zamiast butów”, zaś koreańskie samochody są „wytworem tych, którzy jedzą psy”. Jego zdaniem „muzułmanki noszą pod burkami seksowną bieliznę”. W programie używał słów „slope” („skośnooki”) i „nigger” („czarnuch”), swojego psa nazwał Didier Drogba, chociaż to nazwisko czarnoskórego gracza Chelsea. Zawzięcie broni też brytyjskości i Brytyjczyków.

Sekrety sukcesu

Chwilami okrutny czy wręcz chamski dowcip to jednak nie cała recepta na sukces tego programu. Wyjątkowa chemia łączy widzów i trzech prowadzących. Tylko oni potrafią tak przyciągać miliony. Gromadzą przed ekranami wszystkich – również osoby, które w ogóle nie interesują się motoryzacją, a nawet tych, z których się śmieją. Ich program to także mistrzowskie ujęcia, wartka akcja oraz niezwykłe, prezentowane z przymrużeniem oka opowieści o niezwykłych autach.

Polskę odwiedzali kilkakrotnie, m. in. podczas realizacji zdjęć do programu Top Gear. W 2014 roku, na Stadionie Narodowym w Warszawie poprowadzili swoje wielkie show – Top Gear Live, towarzyszące wielkiej polskiej imprezie motoryzacyjnej, Verva Street Racing, gromadząc 58 000 widzów. Dla mnie była to okazja do osobistego poznania legendarnej trójki prowadzących i przeprowadzenia z nimi wywiadu.

alt fenomen top gear

Gdyby się dobrze nad tym zastanowić, większość tego co robimy, robimy w Polsce. Kraju, który nazywano niegdyś Anglią – żartował Jeremy Clarkson.

Próbując wyjaśnić skąd wzięła się popularność trzech prowadzących, powiedział mi:

Jednym z powodów jest to, że właściwie nie mówimy o samochodach… Gdyby zatrudnić tu trzech zagorzałych miłośników aut, ten program byłby nudny.

Wkrótce po tej rozmowie okazało się, że miał absolutną rację:

Źródłem naszego sukcesu jest to, że w niczym nie jesteśmy dobrzy. Przeciętni…  Jesteśmy nadzieją dla tych, którzy nic nie potrafią, bo my niczego nie potrafimy” – dodał Jezza.

alt fenomen top gear