Upalne lato – zabójca silnika? A może nie?

10 lipca 2017, Michał Jesionowski – Miłośnicy czterech kółek

Motoryzacja

Czy nasz samochód podczas podróży w upał nie zagotuje się? Jak producent podchodzi do pracy naszej jednostki w bardzo wysokich temperaturach ?

Niektórzy nie pamiętają już czasów, gdy cała rodzina pakowała się na wyjazd do małego fiata. Bagażnik dachowy a na nim torby, namioty itp. I tak rodzina ta jechała przez całą Polskę na „turystykę”. Zawsze wspominając takie sytuacje, przypomina mi się widok uchylonej tylnej klapy małego silniczka chłodzonego powietrzem.

Gdzieś w naszych głowach utarło się przekonanie, że starsze samochody nie lubią upałów. Wielu myśli, że przy temperaturze powyżej 30 stopni lepiej nie jechać w daleką podróż. Odpowiedzmy sobie jednak na pytanie, dlaczego taka obiegowa opinia nadal funkcjonuje wśród niektórych ludzi. Pierwszą podstawową tego przyczyną są lata 80-90 i wszechobecny brak dostępu do części zamiennych. Wszystko naprawiane było w garażu pod domem chałupniczymi metodami. Do silnika lało się „co pod ręką”, a części wymieniane były w ostateczności.

Niestety producent samochodu ma troszkę inne na to spojrzenie. Po pierwsze niezależnie od roku produkcji pojazdu, czy to lata 80, czy te już po przełomie tysiącleci, silnik benzynowy czy o zapłonie samoczynnym, ma na stanie rozbudowany układ chłodzenia. W jego skład wchodzi wiele elementów, takich jak: pompa wody, termostat, chłodnica, czujniki oraz wentylator elektryczny lub mechaniczny nazywany wiskozą. Do tego już na etapie projektowania układ chłodzenia ma policzoną zdolność termiczną odbioru ciepła przy skrajnie wysokich i niskich temperaturach. Ma to jednak miejsce tylko pod warunkiem pływającego w naszym układzie płynu chłodzącego, a nie wody – nawet tej destylowanej. Płyn ma wyższą temperaturę wrzenia. To dlatego nie wolno lać wody do chłodnicy. Dopuszczalne jest stosowanie wody destylowanej + koncentratu płynu.

Skoro już jesteśmy mądrzejsi o archaiczną budowę naszego układu chłodzenia, dorzućmy chłodnicę oleju. To przecież również olej w silniku ma za zadanie odprowadzać wysokie temperatury ze skrzyni korbowej (bloku silnika), a takie zabiegi jak natrysk oleju na denka tłoków  to bardzo częste działanie.

Przejdźmy do meritum, z poprawnie działającym układem chłodzenia w samochodzie możemy jechać bez ryzyka nawet do Afryki. Niestety, w Polsce co rusz widujemy na poboczu stojący samochód z otwartą maską i parą z chłodnicy. Dlaczego tak się dzieje? Główną przyczyną jest nasze zaniedbanie i niewiedza. Często, jeśli np. układ rozrządu nie ma na swoim pasku pompy wody, po prostu zapominamy o jej wymianie, albo nie robimy tego z powodu finansów. Pamiętajmy, że pompa wody ma swój interwał życia, i potrafi się rozsypać. Wtedy jedyne co można zrobić podczas jazdy, gdy gwałtownie wzrośnie temperatura naszego silnika, to odkręcić nawiew i temperaturę na maxa. Jeśli nadal rośnie – to pompa umarła. Co wtedy zrobić? Natychmiast zjeżdżamy na pobocze i gasimy silnik. Nigdy nie zaglądamy pod maskę samochodu, ponieważ wysokie ciśnienie poprzez wzrost temperatury może spowodować wybuch węża, albo samej chłodnicy, a wtedy będziemy do końca życia pamiętali, że nie wolno tego robić.

Może teraz o płynie. Niektórzy pilnują, sprawdzają, wymieniają… przecież on też traci swoje właściwości. Za to inni, idąc po linii najmniejszego oporu leją wodę destylowaną. Jeszcze inni, idąc po bandzie leją cudowną nieodkamienioną wodę z kranu. Ta druga w szybkim stopniu powoduje wytrącenie się kamienia (jak na dnie czajnika), zatkanie chłodnicy, uszkodzenie pompy lub elektrozaworów. Wymieniajmy więc raz na rok, chociaż płyn chłodzący w naszym układzie robiąc przy okazji płukanie całego układu.

Kolejna rzecz, która może zbić człowieka z tropu – termostat. Niekoniecznie droga część, ale bardzo ważna. Silnik jest tak zaprojektowany, że po odpaleniu musi się jak najszybciej nagrzać by olej i wszystkie części osiągnęły jak najszybciej odpowiednią temperaturę pracy. Gdy płyn w układzie jest zimny, termostat jest zamknięty i nie wypuszcza wody z silnika, która krąży w tak zwanym małym obiegu. Gdy osiągnie odpowiednią wartość między 80-90 stopni otwiera się, a płyn trafia do chłodnicy, gdzie następuje jego schłodzenie. Gdy zaś chłodnica osiągnie odpowiednią temperaturę, rozpoczyna pracę wentylator elektryczny (ponieważ wiskoza to układ mechaniczny z zasadą działania zbliżoną do termostatu załącza się on sam po wzroście temperatury). Gdy termostat jest uszkodzony, zamyka się on na stałe, co powoduje nagły wzrost temperatury. Włączenie ogrzewania ją zbija i wtedy mamy pewność w 50%, że to termostat, bo drugie 50% zostawiamy dla awarii wentylatora lub wiskozy, ponieważ objawy są identyczne.

Przy podsumowaniu należy powiedzieć, że jeśli dbamy o wszystko wyżej wymienione, nie mamy pękniętej uszczelki pod głowicą, poparciałych przewodów układu chłodzenia, wymieniamy wszystko i regularnie płuczemy nasz układ przy wymianie płynu – możemy wsiadać w największy upał i jechać na koniec Europy , o ile reszta podzespołów jest również sprawna i niezależnie czy nasz samochód ma 3, czy 25 lat to należy dbać o wszystko wyżej wymienione, a wtedy serce naszego pojazdu będzie miało odpowiednią ochronę termiczną.